Akcje Wisły szły jak złoto. Klub lepszy od browaru

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Zaledwie 24 godzin potrzebowała Wisła Kraków na sprzedaż 40 tysięcy akcji za 4 miliony złotych na platformie crowdfundingu udziałowego. To nowy rekord Polski. Dzięki kolejnemu zastrzykowi gotówki klub zyskał czas na znalezienie inwestora i nie powinien mieć problemów z otrzymaniem licencji na kolejny sezon.

Wisła i platforma Beesfund dały sobie miesiąc czasu, choć liczyły, że akcje skończą się w kilka dni. Jednak nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się, że sprzedaż potrwa tylko dobę.

Serwery nie dawały rady

Chętnych było tak wielu, że nie wytrzymywały serwery. Sporo osób miało trudności, by dokończyć transakcję. Na zakup akcji – jedna kosztowała 100 złotych – zdecydowały się 9134 osoby. W mediach społecznościowych zakupem chwalili się nie tylko kibice Białej Gwiazdy, ale również fani innych drużyn. Udziałowcem klubu został także Bogusław Kośmider, wiceprezydent Krakowa, który nie kryje, że jego serce bije dla Cracovii.

– Jak porządni ludzie wzięli się za ratowanie – trzeba im pomóc, nawet symbolicznie. To jedna z ważnych, ponad 100-letnich krakowskich tradycji. A tradycję się w Krakowie szanuje – mówi Kośmider.

Kto kupił więcej akcji, może liczyć na inne niespodzianki: gadżety, bilety VIP, kolację z zarządem i radą drużyny, a nawet na wyjazd z zespołem Macieja Stolarczyka na jedno ze spotkań.

Na uzbieranie pierwszego miliona Wisła potrzebowała pięciu godzin (wtorkowe południe). Kolejny był na koncie po godzinie 16, a trzeci po 22. W środę, kilka minut po 7, rozeszły się ostatnie akcje.

REKLAMA

Lepsi od browaru

Wisła ustanowiła rekord polskich zbiórek społecznościowych. „Puls Biznesu” podaje, że wiślacka społeczność prześcignęła pod tym względem Browar Jastrzębie, który na tej samej platformie w styczniu uzbierał ponad 3,8 miliona złotych od ponad 4,3 tysiąca osób.

Jarosław Królewski, jeden z ratowników Wisły, spodziewał się końca akcji po 48 godzinach. – Rozwaliliście nawet moje matematyczne wzory – śmiał się właściciel firmy Synerise.

– Polacy lubią pomagać, ale często potrzebują bodźca do tego, żeby się zaktywizować w tej pomocy. Chcą czuć się częścią wspólnoty i mieć wrażenie, że uratowali kogoś, pomogli mu, bo wsparli w potrzebie – wskazuje Maciej Myśliwiec, socjolog, pracownik agencji Social Sky.

Jako przykłady podaje efekty osiągane przy okazji zbiórek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy zryw po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, gdy na Facebooku ludzie „wypełnili jego ostatnią puszkę WOŚP” 16 milionami złotych.

– Zakup akcji Wisły Kraków ma jednak dwie strony. Z jednej wspólnota skupiona wokół klubu piłkarskiego pokazuje, że jest on dla niej ważny i zrobią wszystko, żeby go reanimować. Z drugiej za tym idzie duża odpowiedzialność – zarządcy klubu muszą pamiętać, żeby teraz nie zawieść oczekiwań „posiadaczy akcji” – tłumaczy Myśliwiec.

Zaczęła krążyć plotka, że pieniądze z akcji trafią na konta pożyczkodawców, którzy w styczniu wyłożyli cztery miliony złotych. Oprócz Królewskiego po równo złożyli się Tomasz Jażdżyński i Jakub Błaszczykowski (w tym tygodniu oficjalnie ma podpisać kontrakt). Informacja nie ma nic wspólnego z prawdą.

– Środki z akcji przeznaczymy na obsługę zadłużenia klubu. Zapewnią nam utrzymanie przez najbliższe pół roku – mówi prezes Rafał Wisłocki.

Walka z długami

Zadłużenie Wisły wciąż jest duże, a klub – choć uratowany – w stanie ciężkim. Zobowiązania 13-krotnego mistrza Polski wynoszą ponad 80 milionów złotych, z czego 43,5 miliona to dług wobec TS (większość to cesja Tele-Foniki Kable za zakup piłkarskiej spółki od Projekt-Gmina.pl Jakuba Meresińsiego).

Zobowiązania zewnętrzne to prawie 21 milionów złotych. Część z nich jest sporna i trafiła przed sąd. Na 28 stycznia klub zalegał piłkarzom i trenerom ponad 2,3 miliona złotych.

Priorytetem prezesa Wisłockiego jest znalezienie inwestora strategicznego i restrukturyzacja kosztów, za którą co najmniej do końca sezonu będzie odpowiadał Piotr Obidziński. Wisła ma także odnieść sukces sportowy i regularnie grać w europejskich pucharach.

Klub liczy także na zyski ze sprzedaży gadżetów i kolejnych karnetów. W środę udało się sprzedać karnet numer 10 000. Przy Reymonta chcą jednak pobić rekord drugoligowego Widzewa Łódź, którego kibice kupili ponad 16 tysięcy stałych wejściówek.

comments powered by Disqus