Aktualności

Andrzej Iwan: Zaczynam czuć się jak antyk

Andrzej Iwan: Zaczynam czuć się jak antyk

Autor: Michał Szczepanik

19-01-2012 20:31:28


Zaloguj się
Lubi to osób: 2



Andrzej Iwan pojawił się dziś w Muzeum PRL, gdzie przekazał swoje pamiątki na rzecz wystawy „Do przerwy 0:1. Piłka nożna w czasach PRL” (więcej piszemy o tym TUTAJ). Z legendarnym pomocnikiem Wisły Kraków i brązowym medalistą Mistrzostw Świata z 1982r. porozmawialiśmy o futbolu „wczoraj i dziś”.

To chyba niecodzienne uczucie być częścią ekspozycji muzealnej?
Musze przyznać, że sam trochę czuję się jak antyk. Po mnie kariery skończyły już przecież dwa pokolenia piłkarzy. Cieszę się, że pojawiła się idea takiej wystawy, bo dla polskiej piłki nożnej okres PRL to czasy prosperity. Od 1972 roku zdobyliśmy Mistrzostwo Olimpijskie, dwa medale Mistrzostw Świata. Dobre wyniki notowały też klubowe drużyny. To były prawdziwie złote czasy polskiego piłkarstwa. Należy o tym przypominać. Niektórzy obecni piłkarze mówią niekiedy „to były inne czasy”. Ale dla Brazylii czy Niemiec to również były „inne czasy”. Różnica jest taka, że oni mocni są do dziś, a my w tej chwili jesteśmy na szarym końcu.

Pan chętnie dzieli się wspomnieniami z tamtych lat, bo był to również okres rozkwitu Pańskiej kariery. W latach osiemdziesiątych zdobywał Pan Mistrzostwa Polski czy medal Mistrzostw Świata…
Tak się rzeczywiście złożyło. Chętnie wracam do tych wspomnień, bo młodość zawsze wspomina się najprzyjemniej. Jestem wychowany w Nowej Hucie. Marek Kusto do dziś nazywa mnie z resztą „gumiokiem” i wcale się na to nie obrażam. Talenty ówczesnych zawodników często rozwijały się tutaj, na osiedlach, między blokami. Każdą wolną chwilę poświęcaliśmy na grę w piłkę. Nie było komputerów i innych rozrywek, które dziś odciągają młodzież od zielonych boisk. Masowa kultura uprawiania sportu przekładała się na większe sukcesy poszczególnych profesjonalnych zawodników. Miejmy nadzieję, że podobne wystawy zachęcą młodych ludzi do grania w piłkę, a dzięki temu znów nawiążemy do sukcesów sprzed lat.

Życie zawodowego piłkarza na tle szarzyzny PRL-u mieniło się jednak wszystkimi kolorami tęczy.
Nie da się ukryć, że byliśmy uprzywilejowaną grupą i mieliśmy wszystkiego pod dostatkiem. Dotyczy to także pieniędzy, choć oczywiście nie były to kwoty jakimi operuje się dziś. Aby zabezpieczyć sobie przyszłość, trzeba było wyjechać do zachodnich klubów, a wtedy można było to zrobić dopiero po ukończeniu 30. roku życia. Tacy piłkarze w Polsce byli już wrakami. Było to jednak niczym wobec problemów dnia codziennego przeciętnego człowieka. Nam wolno było o wiele więcej. A że muszę przyznać, iż nie zawsze traktowałem piłkę jak na zawodowca przystało (Iwan znany był z rozrywkowego trybu życia – przyp. MS), to wracam do tych wspomnień z uśmiechem.

Sporo barwnych anegdot z tego okresu znajdzie się w Pana biografii. Wiadomo już kiedy pojawi się ona na sklepowych półkach?
Dokładna data nie jest jeszcze znana. Niewykluczone, że premiera książki będzie w jakiś sposób połączona ze startem tej wystawy. Na razie myślimy nad jej promocją. W księgarniach powinna pojawić się na początku drugiego kwartału.

A wracając do teraźniejszości. Dobrze zna Pan trenera Oresta Lenczyka. Razem zdobywaliście Mistrzostwo Polski z Wisłą w 1978 roku. Uważa Pan, że stać go na powtórzenie tego sukcesu ze Śląskiem Wrocław?
Absolutnie tak. Śląsk dysponuje kilkoma naprawdę świetnymi zawodnikami. Co prawda ich przewaga w tabeli nad resztą drużyn nie jest wysoka, ale jesienią udowodnili, że potrafią gromadzić punkty nawet gdy zdarzy im się słabszy mecz. Jeśli w przerwie zimowej jeszcze poprawią jakość gry, to należy uznawać ich za głównego faworyta do Mistrzostwa.

Za ich plecami uformowała się jednak spora grupa pościgowa.
To prawda, ale Śląsk ma jeszcze jedną przewagę. Nie od dziś wiadomo, że trener Lenczyk jest mistrzem fizycznego przygotowania drużyny do sezonu. A to może się okazać kluczowe w tej krótkiej, ale intensywnej rundzie wiosennej.

Jaki będzie zatem skład na podium na koniec sezonu?
Na podium będą Wisła, Legia i Śląsk, choć nie podejmę się wytypowania dokładnej kolejności. Z tej trójki najmniejsze szanse na Mistrzostwo ma oczywiście Wisła, ale liczę na to, że znajdzie się przynajmniej na pudle, dzięki czemu zakwalifikuje się do europejskich pucharów.

Trener Moskal jest odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku?
Na ten moment była to najlepsza kandydatura. Kazek zna drużynę, zdobywał doświadczenie pracując z wieloma trenerami, więc czemu nie dać mu szansy? W końcówce sezonu – zwłaszcza w Lidze Europy – udowodnił, że stać go na zwycięstwa nawet z kadrą, którą obecnie dysponuje. Co prawda niezwykle ciężko będzie odrobić dziesięciopunktową stratę do Śląska, ale przepustkę do europejskich pucharów może dać również zdobycie Pucharu Polski.

Na czym przede wszystkim powinien skupić się Moskal prowadząc Białą Gwiazdę?
Najważniejszym zadaniem Moskala będzie poprawa stylu gry zespołu. W zeszłym roku zakończyliśmy ligę na pierwszym miejscu, ale na palcach jednej ręki można było policzyć ładne, przekonywujące wygrane. W Krakowie oczekuje się nie tylko zwycięstw, ale i stylu przyjemnego dla oka.

Na koniec wróćmy jeszcze na chwilę do Pańskiej kariery. Czy patrząc na cieplarniane warunki w jakich grają dzisiejsi piłkarze, nie myśli Pan czasem, że urodził się tak ze 25 lat za wcześnie?
Nie, bo być może nie byłbym takim samym człowiekiem. Może miałbym inny charakter? Przed każdym pokoleniem rysują się inne możliwości. Ważne żeby najlepiej jak to możliwe wykorzystać warunki, w jakich przychodzi nam żyć i pracować.  



Rozmawiał Michał Szczepanik

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech