Aktualności

Biton strzela - Wisła punktuje

Biton strzela - Wisła punktuje

Autor: Michał Rodak

19-09-2011 21:54:15


Zaloguj się



Trwa znakomita passa strzelecka Dudu Bitona. Wisła Kraków po siedmiu kolejkach legitymuje się wprawdzie mizernym dorobkiem szcześciu zdobytych goli, ale autorem wszystkich jest właśnie izraelski napastnik. Dziś jego dwa trafienia pozwoliły mistrzowi Polski pokonać PGE GKS Bełchatów.

Spotkanie miało swoje dodatkowe smaczki. Po raz pierwszy przeciwko swojemu byłemu klubowi wystąpił Kamil Kosowski. Pomocnik, który najlepszy okres w karierze spędził właśnie w drużynie Białej Gwiazdy, już w drugiej minucie przypomniał się kibicom, ale jego znakomitego dośrodkowania nie wykorzystał Wróbel. Była to z resztą jedyna groźna sytuacja pod bramką Pareiki w tym spotkaniu.

Na uwagę zasługuje również powrót do wyjściowego składu Wisły Patryka Małeckiego. Widać było jednak, że przymusowy rozbrat z pierwszą jedenastką odbił się na wiślaku negatywnie. Małecki grał ospale i bez charakterystycznej dla siebie ikry, jakby myślami był gdzieś indziej. Co gorsza, to samo można było powiedzieć o wszystkich jego kolegach z zespołu. Od pierwszych minut piłka krążyła między nimi chaotycznie i niechlujnie, a wymiana więcej niż trzech podań wydawała się zadaniem ponad ich siły. Owszem, krakowianie posiadali przytłaczająca przewagę w posiadaniu futbolówki, ale najczęściej utrzymywali się przy niej środkowi obrońcy.

Sygnał do ataku dał dopiero pod koniec pierwszej części gry Biton, a jego wolej na rzut rożny z najwyższym trudem sparował Sapela. Po chwili bramkarza bełchatowian dwukrotnie wyręczył Miroslav Bożok, wybijając piłkę z linii bramkowej po strzałach wspomnianego Izraelczyka oraz Juniora Diaza. Sapela nie mógł jednak liczyć na ratunek tuż po zmianie stron, kiedy Biton fantastycznym strzałem lewą nogą przymierzył w długi róg jego bramki. Gol dał Wiśle więcej pewności, akcje nabrały szybszego tempa i polotu. Po chwili było już 2:0, a tym razem dość słaby i nieprecyzyjny strzał izraelskiego napastnika znalazł drogę do bramki przy dużej pomocy bramkarza bełchatowian. Okazja do rehabilitacji za szkolny błąd nadarzyła się Sapeli już kilka minut później, a jego robinsonada po strzale głową Lameya była najwyższego sortu.

Na tym emocje na stadionie im. Henryka Reymana się skończyły. Wiślacy znów przełączyli się na tryb ekonomiczny, starając się dowieźć dwubramkowe prowadzenie do ostatniego gwizdka. Goście wprawdzie zaatakowali odważniej, ale przy dobrze zorganizowanej obronie Białej Gwiazdy stać ich było zaledwie na jeden niecelny strzał Mysiaka.

Brzmi to nieprawdopodobnie ale to pierwszy w tym sezonie ligowy mecz, w którym wiślakom udało się zdobyć więcej niż jednego gola. Trener Maaskant zarzeka się, że drużyna w tygodniu mocno pracuje nad skutecznością. Nijak się to jednak ma do oficjalnych spotkań i póki co pozostaje tylko dmuchać i chuchać na Dudu Bitona, jedynego zdrowego napastnika w kadrze mistrzów Polski.

Wisła Kraków – GKS Bełchatów 2:0 (0:0)
Biton 49, 59

Wisła Kraków: Pareiko – Lamey, Jaliens, Chavez (46’ Bunoza), Diaz – Sobolewski, Wilk – Małecki, Melikson (70’ Garguła), Kirm – Biton (77’ Iliev)

GKS Bełchatów: Sapela – Modelski, Szmatiuk, Lacić, Mysiak – Wróbel, Baran, Fonfara, Kosowski (58’ Buzała) – Bożok (71’ Nowosielski) – Żewłakow (83’ Kuświk)

Żółte kartki: Garguła (Wisła) – Kuświk (GKS)
Sędziował: Wojciech Krztoń (Olsztyn)
Widzów: 11 280

źródło: własne
dodał: MS

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech