Aktualności
W dobie kiepskich produkcji, widz poszukuje dobrego, mądrego filmu. A jeśli kino przychodzi do niego z takim filmem, to sukces murowany - rozmowa z Bogdanem Balickim, współwłaścicielem i współtwórcą kina Agrafki oraz otwartej niedawno kinokawiarni KIKA.
Ładnie tu, tylko brakuje parapetów…
Tu wielu rzeczy jeszcze brakuje…
A ludzie przychodzą?
Przychodzą i jest to dość zaskakujące. Faktem jest, że we wtorek cena biletów (seanse za 5zł – przyp. red.) ich przyciąga, ale nawet pomimo tego, w inne dni – liczba widzów przekracza nasze oczekiwania.
Agrafka działa już 2 lata. Poszło tak dobrze, że zrodziło się zapotrzebowanie na kolejne małe kino?
To chyba nie tak działa. Myślę, że chodzi o to, że jest pewna grupa ludzi, którzy potrzebują tego, co im chcemy dać i w tej sytuacji, może być tak, że część tych ludzi odebraliśmy sobie z Agrafki, bo może mieszkają bliżej Podgórza i łatwiej jest im przyjść do Kiki.
Tu ma być jak w „starym kinie”. Co to znaczy?
Mamy dwa projektory AP70 z krótkimi latarniami, ze względu na wielkość sali nie potrzeba większych. Ale takie aparaty są praktycznie wszędzie.
Jaka jest różnica między projektorem cyfrowym, a taśmową „trzydziestką piątką”?
Dla mnie cyfrowe kino ma lepszy dźwięk, który jest puszczany tak jak twórca chciał i nagrał go. Chociaż z 35 też są cyfrowe odczyty. Jednak czystość dźwięku przeważa, taśma się zdziera, słychać trzaski. Natomiast jeśli chodzi o obraz, za 35 przemawia głębia koloru. Cyfra czasami spłaszcza, film robi się zbyt idealny.
Kinoteatr Wrzos, nie będzie odbierał klientów?
Wrzos to instytucja Domu Kultury Podgórze, który ma bardzo dużo różnego rodzaju inicjatyw. Myślę, że różnimy się mocno i po prostu inni widzowie będą nas odwiedzać. Oni mają inny profil, są bardziej teatralni, a mniej kinowi.
Dzięki Kice, Podgórze ożywi się kulturalnie?
Ciekawe, co to znaczy… Po pierwsze, blisko jest Kazimierz, tylko, że tam nie dzieje się zbyt dużo wydarzeń kulturalnych. Można posiedzieć w knajpie i napić się piwa. Wracając do pytania. Z pewnością tak, no bo skoro ktoś ma na podorędziu kino, którego wcześniej tak blisko siebie nie miał, to zakładam, że być może nie zechce szukać gdzieś dalej tylko skorzysta z naszego. Więc jest to miejsce na mapie Podgórza, którego do tej pory nie było. Dlaczego tak twierdzę? Przychodzą konkretni ludzie i cieszą się, że jest tutaj kino. Mam konkretny przykład dziewczynki, która przyszła i powiedziała mi: „Wie pan, jakie to jest fascynujące uczucie dowiedzieć się, że dwie minuty od mojego domu ktoś otworzył kino?”. I ona kilka razy już u nas na filmach była. Także to działa.
Pieniądze zarabia się na – dajmy na to – Transformersach. A Kika jak będzie zarabiać? A może w ogóle?
Fundacja nie jest charytatywna, więc musimy zarabiać, żeby to miało sens i istniało. Dzięki wsparciu (dostaliśmy sporą dotację) Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej ma to w ogóle rację bytu. Ich rolą jest, żeby takie inicjatywy powstawały, a naszą, żeby funkcjonowały. Duże, komercyjne kino generuje ogromne wpływy, natomiast tutaj ma być kameralnie. Co nie zmienia faktu, że zarabiamy na siebie.
Jest zapotrzebowanie na kino autorskie? Bo ono chyba ginie w całej masie kiepskich produkcji.
Nie generalizowałbym jeśli chodzi o kino autorskie, artystyczne czy komercyjne. To znaczy, od jakiegoś czasu, od Quentina Tarantino, bardzo rozmywają się te rzeczy. Już ciężko jest powiedzieć co jest komercyjne, a co jest autorskie i tak naprawdę często produkcje artystycznie stają się komercyjnymi hitami (jak np. filmy Almodovara). Ciężko jest to rozgraniczyć. Na pewno jest dużo ludzi, którzy potrzebują filmu mądrego i dobrego po prostu. Filmu, który niesie w sobie nie tylko rozrywkę (choć bardzo lubię filmy rozrywkowe), ale też coś pokaże, jakąś prawdę o świecie, jakiś temat, który na co dzień trudno jest w życiu dostrzec i filmu, który nie mówi jak „Transfomersi” o zmieniających się w roboty samochodach. Jeżeli ktoś ma wyższe potrzeby to szuka właśnie takiego kina i takiego kina nie znajdzie w multipleksach, tylko w kinach studyjnych. Kraków ma to szczęście, że ma ich dość sporo.
Pod względem kin studyjnych, Kraków jest więc wyjątkowym miastem?
W pewnym sensie tak, bo ma w centrum dwa bardzo silne kina studyjne, poza centrum również. Jest choćby Agrafka, a w Hucie – Sfinks.
W tym kontekście, dużo się dzieje. I co ważne, w tych kinach są ludzie, którzy coś robią. Są wydarzenia; ciekawe spotkania, różne projekty, a nie tak jak w dużych kinach, gdzie układa się tylko repertuary tygodniowe. A w Polsce różnie z tym bywa. W Warszawie są jeszcze mocne kina studyjne, poza tym może jeszcze w Poznaniu i na Śląsku. Generalnie nie wygląda to najlepiej. W latach dziewięćdziesiątych było bezpieczniej. Takie kina dobrze zarabiały, czasem robiły coś bardziej komercyjnego, a w momencie gdy zmienił się rynek, małe kina poupadały.
Ulubione filmy, gatunki, twórcy?
Na początku było zachłyśnięcie się dużymi autorami filmowymi, jak Fellini i jemu podobni. Dzisiaj wolę kino bardziej rozrywkowe, które robi Quentin Tarantino czy Steven Soderbergh. Soderbergha bardzo cenię za to, że potrafi zrobić totalnie miałki komercyjny film, ale przyjemny, a zaraz potem zrobić coś co bebechy wyrywa, jak Erin Brockovich.
A propos bebech. Dlaczego w filmie "Machete" występują takie gwiazdy i dlaczego film odniósł taki sukces?
Nie wiem (śmiech). Bo ktoś za to płaci, bo jest to dobrze sprzedane, bo to jest produkt, jak każdy inny. Po powstaniu tego typu filmu, dystrybutor, który decyduje o ilości środków przeznaczonych na promocję tego filmu, podejmuje decyzję, że taki film ma szansę się sprzedać. Później robią wszystko i wydają ciężkie miliony, by się to udało i to się udaje.
Jeżeli się wytwarza sztuczne zapotrzebowanie na ten film i wmawia się widzowi, że musi to zobaczyć, to on idzie do kina i ogląda go.
Wróćmy do KIKI. Jest dobre czeskie piwo, które pasuje do dobrych czeskich filmów. Będą tutaj takie?
W zeszłym tygodniu był film „Jedna Ręka Nie Klaszcze”, natomiast nie będzie na przykład „Butelek Zwrotnych”, bo z tym dystrybutorem współpracujemy na innych warunkach i pokazanie tego filmu jest zupełnie nieopłacalne, a raczej bardzo kosztowne. Jesteśmy zaprzyjaźnieni z kilkoma dystrybutorami, którzy zgadzają się na pewne warunki, czego przykładem są tanie wtorki.
Ulubiony film 2011?
„Człowiek z Hawru” Akiego Kaurismakiego. Widziałem go na Nowych Horyzontach we Wrocławiu. To specyficzny film, który ustawił mi cały dzień. Obejrzałem go o jakiejś dziwnej porze, o 10 rano i później cały dzień było wesoło, bo to strasznie pozytywne kino.
A „W Ciemności” pan oglądał? Jakie są pana odczucia?
Nie, nie widziałem go jeszcze w całości. I na pierwszy rzut oka drażni mnie Więckiewicz, za dużo Więckiewicza w Więckiewiczu, ale to normalne, bo jest charakterystycznym aktorem. Podobno genialnie zagrał, a ja widziałem tylko małe fragmenty, więc nie chcę za bardzo oceniać. Natomiast mam takie odczucie, że jak się już robi tego typu film, to powinno się znaleźć aktorów, którzy nie są tak strasznie rozchwytywani. Nie lubię tego, że do wszystkich filmów jest grupa ludzi i praktycznie w każdym filmie ktoś z tej paczki zagra. Takim przykładem jest Borys Szyc, który jest tak naprawdę wszędzie. Tarantino kiedyś powyciągał zupełnie zapomnianych aktorów i to zrobiło dobrze filmowi. U nas tego brakuje. Jeśli ktoś gra, to gra wszędzie.
Rozmawiał Dawid Kuciński
Dodatkowo zapraszamy do korzystania ze zniżek do Agrafki - Zniżka 25% oraz do KIKI - Zniżka 10%
Komentarze |






