Małecki kontra Carrillo. „Obaj są trochę winni”

Patryk Małecki nie wyklucza odejścia z Wisły fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Piłkarz głośno mówi, że nie akceptuje swojego statusu w drużynie, a trener tłumaczy, że nie daje mu szans, bo wybiera najlepszych piłkarzy do swojej koncepcji. – Rozumiem i zawodnika, i trenera. Nie mogą jednak prać brudów w mediach. Wisła nie potrzebuje konfliktów – podkreśla Marek Motyka, były zawodnik Białej Gwiazdy i trener.

Przekonał niedowiarków

Kiedy na początku 2016 roku Małecki wracał na Reymonta po nieudanej przygodzie w Pogoni Szczecin, wielu miało wątpliwości, czy to dobry ruch Wisły. Zawodnik szybko przekonał niedowiarków, że jest jeszcze coś w stanie dać drużynie. Pokazał, że w miejscu, w którym zawsze czuł się najlepiej, może być wiodącą postacią. W 14 wiosennych meczach sezonu 2015/2016 strzelił dwa gole i miał siedem asyst, a w poprzednich rozgrywkach był drugim najlepszym strzelcem drużyny z ośmioma bramkami i czterema asystami.

W tym sezonie już tak nie błyszczał, choć u Kiko Ramireza regularnie pojawiał się na boisku. Jesienią strzelił gola i miał dwie asysty, ale na jego obronę trzeba wskazać kłopoty ze zdrowiem. Na początku października przeszedł zabieg artroskopii kolana. Pierwsze informacje wskazywały, że nie zagra do końca roku, ale nie wystąpił tylko w czterech meczach.

– Nie ma nic piękniejszego, niż znów wyjść na boisko. Przez trzy tygodnie codziennie ciężko pracowałem w siłowni i miałem dość. Modliłem się, by wrócić jak najszybciej – podkreślał po wygranym spotkaniu z Pogonią.

Jesienią cieszył się nie tylko z szybkiego powrotu do sprawności, ale także z nowej umowy. Kończący się w tym roku kontrakt już w listopadzie został przedłużony do 30 czerwca 2020 roku. Po podpisaniu nowego kontraktu snuł marzenia o czwartym mistrzostwie w barwach Wisły.

Wkrótce jednak pracę stracił trener Ramirez, a zimą stery w klubie przejął Joan Carrillo. Wydawało się, że Małecki przekonał go do swojej osoby, bo w pierwszym meczu z Lechią Gdańsk zagrał od początku. Później stracił miejsce nie tylko w składzie, a nawet w 18-osobowej kadrze na mecz. Na wiosnę aż cztery razy oglądał spotkania z trybun, a szansę gry dostał jeszcze tylko raz – 30 minut przeciwko Jagiellonii.

„Coś jest nie w porządku”

Po sobotnim sparingu z Piastem, który zaczął na ławce, ale po wejściu strzelił gola, mówił dziennikarzom, że nie rozumie swojej sytuacji w drużynie. Podkreślał, że nie jest typem zawodnika, który chodzi do trenera i pyta się go, dlaczego nie gra, a szkoleniowiec i zarząd nie tłumaczą mu, dlaczego został odstawiony.

– Jeśli daję z siebie sto procent i nie mieszczę się do kadry meczowej, to coś jest nie w porządku – mówił. Dał też do zrozumienia, że nie pogodzi się z rolą rezerwowego, a nawet piłkarza, który jest wysyłany na trybuny.

– Jeżeli nic się nie zmieni, to będę chciał odejść i grać, bo chcę znów czerpać radość z piłki. Jak nie tutaj, to gdzie indziej, bo takie jest życie zawodnika – przyznał.

Trener Carrillo o Małeckiego pytany jest przed każdym meczem. Zawsze odpowiada podobnie, że wszystkich traktuje równo i piłkarze muszą go przekonać, by dał im szansę. – Wybieram zawodników, którzy jak najlepiej wpisują się w moje założenia – dodał w sobotę.

REKLAMA

Zarządzanie ludźmi

Hiszpan, pytany o swoje wybory, podkreśla, że to on jest trenerem – ma doświadczenie i licencję. Nikt nie zabiera mu prawa do decydowania o składzie, bo taka jest jego praca i bierze odpowiedzialność za wyniki. Wydaje się jednak, że nie najlepiej idzie mu zarządzanie ludźmi, a to, obok wyboru taktyki, jedno z podstawowych zadań i umiejętności dobrego trenera.

Małecki mówi, że nie jest typem człowieka, który będzie chodził i pytał, dlaczego nie gra. Carrillo też nie uznał, że powinien wyjść z taką inicjatywą. Pytany o tego zawodnika nigdy nie powiedział ciepłego słowa, które na pewno doszłoby do rozczarowanego swoją sytuacją 30-latka. Być może nie jest świadomy, że Małecki jest dziś jednym z ostatnich piłkarzy w kadrze, którzy są łącznikami między Wisłą, która w Polsce nie miała sobie równych, a obecną drużyną. Latem, jeżeli Małecki zostanie, może być jedynym świadkiem wielkich sukcesów, bo kariery Rafała Boguskiego, Pawła Brożka i Arkadiusza Głowackiego w Wiśle dobiegają końca. W drużynie zawsze potrzebna jest legenda, ikona. Ktoś, z kim kibice się utożsamiają. Jeżeli panowie się nie dogadają, to najwięcej na ich braku porozumienia może stracić klub.

Obaj winni

Marek Motyka, były piłkarz Wisły, uważa, że najgorsze, co może teraz spotkać Wisłę, to pranie brudów w mediach. – Sytuacja Patryka jest nie do pozazdroszczenia. Poprzednie sezony miał dobre. Ciągnął tę drużynę, a tu nagle nie mieści się nawet na ławce. Musi być cierpliwy i spróbować porozmawiać z trenerem. Komunikowanie się z Hiszpanem za pomocą mediów nie rozwiąże jego problemów, a może mu jeszcze bardziej zaszkodzić w oczach kibiców i zarządu – mówi.

Motyka rozumie rozgoryczenie zawodnika i jedyne, co może zarzucić Carrilli, to brak rzeczowej rozmowy z Małeckim. – W tej sytuacji obaj są trochę winni. Może trzeba powiedzieć Hiszpanowi, że Małecki jest jednym z bardziej szanowanych zawodników? Miał różne okresy w swojej karierze, ale zawsze dawał z siebie wszystko i zasługuje na szacunek – podkreśla trener.

Motyka przyjmuje do wiadomości, że Małecki nie gra, bo jego konkurenci prezentują wysoki poziom. – Wyniki na razie bronią trenera i jego decyzje. Tak częstego odsyłania Patryka na trybuny jednak nie rozumiem. Być może dlatego, że nie jestem z tą drużyną na co dzień. Sytuację tę trzeba jak najszybciej rozwiązać. Dla dobra Wisły  – kończy były reprezentant Polski.

comments powered by Disqus

Najnowsze wiadomości

Wczytaj więcej

Życie miasta

Komunikacja

Biznes

Sport

Kultura

Na sygnale