Nie będę płakał za Carrillo [Komentarz]

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

To miał być zgodny i owocny związek, ale Wisła i Joan Carrillo nie żyli długo i szczęśliwie. Zauroczenie szybko minęło, było blisko dziecka w postaci europejskich pucharów, ale zaczęły się również kłótnie. Hiszpan nie okazał się trenerskim beztalenciem, ale przy Reymonta liczyli chyba, że zatrudniają cudotwórcę. Do tego nie wiedzieli też, że jest – tu cytat z jednej z wysoko postawionych osób w klubie – „aż takim ch...”.

Carrillo był dla władz Wisły tak wyśnionym kandydatem, że sprowadziły go, gdy tylko był wolny na rynku. Hiszpan oczarował prezes Marzenę Sarapatę podczas wspólnych kolacji, a gdy było już pewne, że został trenerem, przyjechał do Polski z prezentacją – receptą na lepszą Wisłę. To zrobiło na zarządzie duże wrażenie.

Choć Biała Gwiazda była o krok od eliminacji do europejskich pucharów, lepiej punktowała z rywalami z górnej ósemki i bardziej pożyteczny stał się utalentowany Tibor Halilović – nie będę płakał za Carrillo. Drużynie wciąż brakowało regularności, a trenerowi elastyczności. Uparł się na system 4-3-3 i nic nie zmieniał, gdy nie szło. Nie potrafił dostosować taktyki do potencjału, który mieli piłkarze. Wisła wciąż za bardzo była uzależniona od Carlitosa. Jak było z Nikolą Mitroviciem, wszyscy wiemy.

Carrillo miał również zbyt bardzo rozbuchane ego. Zawracał sobie głowę drobnostkami, na przykład tym, o kim jest więcej w kulisach przygotowanych przez biuro prasowe. Nie szanował ludzi, którzy dla klubu poświęcili swoje życie. Marginalizował Radosława Sobolewskiego, nie chciał współpracować z innymi Polakami.

Nie było go stać na szczerą rozmowę z Arkadiuszem Głowackim, by wytłumaczyć mu, że nie będzie na niego stawiał w rundzie wiosennej. Gdy trwała pożegnalna konferencja „Głowy” i Brożka, nie pojawił się na niej, choć chwilę później miał swoje wystąpienie przed meczem.

Wszyscy wiemy, że Wiśle brakuje zdolnej młodzieży, która teraz byłaby w stanie wskoczyć do składu. Nie oczekiwałem więc od trenera, by na siłę stawiał na tych, którzy mają odpowiedni PESEL, ale nie są gotowi. Trudno jednak było zrozumieć jego decyzję podczas meczu z Jagiellonią. Na ławce był zdrowy obrońca Piotr Świątko, ale nie dostał szansy, gdy kontuzji nabawił się Marcin Wasilewski. Carrillo wolał zmienić pozycje kilku zawodników, niż wpuścić stopera za stopera.

Kiedy klub postanowił odsunąć od pracy z zespołem Kiko Ramireza (Hiszpan wciąż jest pracownikiem Wisły i ma ważny kontrakt do czerwca 2019), dało się słyszeć, że przerosło go postawione przed nim zadanie. Dziś widzimy, że tamta decyzja się nie opłaciła. Ramireza można było zostawić i ocenić po sezonie i – widząc brak progresu – w marcu-kwietniu zacząć szukać nowego trenera. Tymczasem Wisła jest u progu kolejnej rewolucji, a piłkarze zamiast o treningach myślą o tym, kto będzie je prowadził.

To miał być długi i zgodny związek, ale Wisła i Joan Carrillo nie żyli długo i szczęśliwie. Zauroczenie szybko minęło, było blisko dziecka w postaci europejskich pucharów, ale zaczęły się również kłótnie. Hiszpan nie okazał się trenerskim beztalenciem, ale przy Reymonta nie zatrudniono także cudotwórcy i człowieka, który potrafi pójść na kompromis i dostosować się do realiów. Okazało się, że – tu cytat jednej z wysoko postawionej osoby przy Reymonta – Hiszpan potrafi być "aż takim ch..."


Najnowsze wiadomości

Wczytaj więcej

Życie miasta

Komunikacja

Biznes

Sport

Kultura

Na sygnale