Niespotykane konsekwencje uderzenia

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
Sąd Apelacyjny zakończył nieszczęśliwą historię Włocha Matteo B., który przyjechał do Polski, aby pomóc rodzinie, a spotkał się z nie lada kłopotami.

Mężczyzna został oskarżony przez prokuraturę o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, który realnie zagrażał życiu. Poszkodowany Michał B. trafił do szpitala z obrażeniami głowy. Niezbędna była interwencja chirurgiczna.

Taki stan nie był jednak efektem brutalnego pobicia, tylko jednego ciosu łokciem, który zadał Matteo B. agresywnemu i nietrzeźwemu mężczyźnie. Obrażenia powstały w wyniku upadku Michała B.

Zresztą poszkodowany od samego początku wyglądał na mocno zaskoczonego takim obrotem sprawy. Na sali sądowej przyznał, że to on sprowokował i sam sobie jest winien. Nie miał też żadnych roszczeń i pretensji względem Włocha.

Sąd podobnie rozpoznał sprawę i przyjął, że Matteo B. działał w obronie koniecznej. Kolejne uderzenie zadał mężczyźnie, będąc pod wpływem wzburzenia spowodowanego bezprawnym zamachem.

Do ponownego rozpatrzenia

Zdaniem prokurator Bogumiły Kociuby sąd zaniechał ustalenia wszystkich okoliczności i nie zadawał pytań świadkom i uczestnikom zdarzenia, aby wyjaśnić rozbieżności, jakie się pojawiły w trakcie całego postępowania.

Nieodpowiednio miały też zostać ocenione dowody. Prokurator również nie zgodziła się z interpretacją nagrania z monitoringu, kiedy to Michał B. leżał już na ziemi, a oskarżony kontynuował atak.

Prokurator Kociuba zawnioskowała o uchylenie wyroku i ponowne rozpatrzenie sprawy.

Instynkt

Mecenas Jerzy Sioła uznał, że apelacja jest bezpodstawna. Opowiedział o ciężkim dzieciństwie oskarżonego, który do 12 roku życia wychowywał się w patologicznej rodzinie, gdzie agresja i przemoc były niemal codziennością.

Kiedy Michał B. zaczął mu grozić, a nie było to ich pierwsze nieprzyjemne spotkanie, i przypierać do ściany, zadziałał instynkt.

– Oskarżony był wyzywany od pedałów, pedofili, miał się tłumaczyć z tego, po co przyjechał do kraju – stwierdził adwokat. A powód był taki, że nie wszyscy chcieliby o tym rozmawiać z nieznajomymi. Opowiadał o tym sam Matteo B. Wrócił do Polski, bo chciał pomóc swojej matce i siostrze.

Jerzy Sioła odniósł się również do zarzutów prokuratury, iż sąd nie zadawał pytań. – Na sali obecna była pani prokurator, mogła te sprzeczności wyjaśnić. A co do tych sprzeczności, to one były, bo całe towarzystwo, oprócz oskarżonego, piło kilka dni – dodał mecenas. – Było im obojętne, co i o kim mówią – stwierdził.

Prokuratura uważa również, że należało powołać biegłego, aby ustalić, jak doszło do obrażeń poszkodowanego. – Dwukrotnie to zgłaszałem, ale nie spotkałem się z poparciem prokuratora. Sąd natomiast stwierdził, że oskarżony nie mógł przewidzieć, iż takie będą konsekwencje jednego uderzenia. W innym przypadku szpitale byłyby pełne rannych po bójkach – kontynuował mecenas.

W zawieszeniu

Sąd Apelacyjny zastosował salomonowe rozwiązanie. Przede wszystkim rozbił zarzut na dwa. Ten pierwszy dotyczący ciężkiego uszkodzenia ciała został potraktowany jako nieumyślny. Jednocześnie Matteo B. działał w pełnej obronie koniecznej i został uniewinniony.

Drugi czyn został inaczej oceniony. To, że oskarżony wrócił do nieprzytomnego i uderzył go w głowę, zostało zakwalifikowane jako naruszenie nietykalności cielesnej. Skład sędziowski z Tomaszem Szymańskim na czele warunkowo umorzył postępowanie na jeden rok próby. Matteo B. będzie też musiał zapłacić tysiąc złotych Michałowi B. Wyrok jest prawomocny.

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Stare Miasto
comments powered by Disqus