Aktualności
To już prawie finał Szlachetnej Paczki – ostatnie zakupy, wypełnianie kartonów i dostarczanie ich do magazynów. W ten weekend, w całej Polsce tysiące rodzin otrzyma pomoc.
W Krakowie nie ma już rodziny, która zostałaby bez paczki, ale chętni mogą dalej pomagać innym województwom. O akcji rozmawialiśmy z Renatą Poredą, PR-owcem, mamą i wolontariuszką projektu.
Czy jako koordynator regionalny Szlachetnej Paczki czuje się pani św. Mikołajem?
W pewnym sensie tak, choć przede wszystkim czuję się osobą, która jest takim pomostem łączącym SZP z potrzebującymi i tymi, którzy tej pomocy chcą udzielić. I gdybyśmy mieli porównać ideę Szlachetnej Paczki do genezy św. Mikołaja, to rzeczywiście możemy znaleźć odniesienie. To co łączy, to fakt, że staramy się spełniać marzenia, albo może bardziej przywracać wiarę, że warto marzyć. Nie jest to takie oczywiste, bo wiele osób borykając się z codziennością zapomniało co to znaczy. A w naszej akcji chodzi o to, aby dotrzeć do osób, które znalazły się w trudnej sytuacji pomocy i odpowiedzieć na ich potrzeby. Nie tylko spełniamy marzenia, ale docieramy do rzeczy, których naprawdę potrzebują. Często są do dla nas rzeczy prozaiczne, bo oni potrzebują prostych rzeczy typu wegiel, ubrania czy żywność.
Czy darczyńcy pozostają anonimowi dla rodzin?
Dajemy prawo wyboru. Jeśli rodzina zgadza się na kontakt z darczyńcą, a on wyraża zgodę i chce poznać rodzinę, którą obdarowuje, to istnieje taka możliwość. Musi być zgoda dwóch stron. Bardzo często jednak jest tak, że i rodziny chcą pozostać anonimowe i darczyńcy również. To właśnie jest taki święty Mikołaj, który podrzuca cichaczem prezenty i nie zawsze chce, żeby było o nim głośno. Generalnie paczka opiera się na anonimowości.
Do zakończenia Szlechetnej Paczki pozostało już kilka dni. Czy zaczął się wyścig z czasem?
Rzeczywiście, wyścig z czasem jest. W dużych miastach jest mniejszy problem, jeśli chodzi o darczyńców, natomiast w mniejszych miejscowościach, gdzie możliwości darczyńców też są mniejsze – rodziny pozostają. Ale walczymy cały czas i wierzymy, że nam się uda. Już teraz w Krakowie, Warszawie, Poznaniu i innych dużych miastach funkcjonują magazyny zastępcze, z których paczki pojadą do mniejszych miejscowości. Najważniejsze, aby zdążyć z pomocą na czas. Od wczorajszego dnia znalazło się 400 darczyńców. Na pewno będziemy walczyć do końca, żeby każda z tych rodzin otrzymała paczkę i miała dzięki temu trochę milsze święta.
Na ile znane twarze promujące akcję – których w tym roku jest bardzo dużo – pomagają w odnalezieniu nowych darczyńców?
To jest tak, że sama idea mądrego pomagania, opartego na indywidualnym podejściu do każdej z Rodzin biorących udział w akcji pociąga za sobą wiele osób.To także osobiste spotkania Wolontariusza z Darczyńcą, a w naszych anonimowych czasach to duża wartość. Stąd Ambasadorowie SP wspierają ją i firmują ją swoim nazwiskiem, natomiast nie robią tego bez przekonania. Wystarczy przypomnieć sobie wywiad z Anią Muchą, którą urzekła idea – bo wszystko opiera się na mądrym pomaganiu, polegającym na trafianiu dokładnie w potrzeby tych osób, które potrzebują pomocy. Jeżeli wiemy, że rodzina potrzebuje węgla i to jest jej najważniejsza potrzeba, a zgłosił się darczyńca, który nie może spełnić tej podstawowej potrzeby, to wtedy proponujemy, żeby wybrał rodzinę, której potrzeby może spełnić. To taka pomoc 'skrojona na miarę'. Ktoś inny jest projektantem, ktoś inny krawcem a jeszcze inne osoby finalizują efekt pracy i projektanta i krawca.
Jak wygląda zgłaszanie się rodzin? Muszą to zrobić same czy też robią to wolontariusze?
Jest taka zasada, że rodziny nie mogą się zgłaszać same. Bazujemy na pomocy pedagogów szkolnych, CARITASu, MOPSu, pielęgniarek środowiskowych oraz wywiadzie środowiskowym. Nawet jeśli są osoby, które piszą na stronie Szlachetnej Paczki w komentarzach, że potrzebują pomocy – nie docieramy do nich. Dostajemy adresy od instytucji, które są prawnie ugruntowane. Na początku jest wstępny kontakt z pedagogiem, gdzie uzyskujemy wstępną zgodę na kontakt, a potem udostępnienie danych. Adresy trafiają do lidera rejonu, albo on sam je pozyskuje, następnie dawane są wolontariuszowi. To on idzie do konkretnej rodziny i przeprowadza ankietę.
Czy istnieje coś takiego jak priorytet, że potrzeby jednej rodziny są ważniejsze od potrzeb drugiej?
Nie, nie wartościujemy potrzeb rodzin. Wszystko opiera się na tym, że wolontariusze są u danej rodziny i widzą w jakiej sytuacji się ona znajduje. Nie ma czegoś takiego, że któraś jest ważniejsza. Owszem, staramy się docierać do różnych rodzin – nawet jeśli są to te same co rok, to staramy się przeprowadzić wywiad,czy od poprzedniej wizyty coś się zmieniło, czy rodzina zrobiła coś by poprawić swoją sytuację. Bardzo mocno zwracamy też uwagę na to, czy nie są to postawy roszczeniowe, czy nie jest tak, że rodzina przyzwyczaiła się do pomocy i właściwie nie podejmuje najmniejszego wysiłku, żeby coś zrobić. Jeśli mamy rodzinę, w której ktoś nie pracuje i tej pracy nie szuka, czy nie podejmuje pracy dorywczej – to przyczyny są wnikliwie sprawdzane. Staramy się dotrzeć do osób faktycznie potrzebujących. Chcemy być także inspiracją do działania. Bo niejednokrotnie jest tak, że wizyta wolontariusza, rozmowa a w efekcie paczka sprawia, że ludzie zaczynają wierzyć na nowo.
Czy zdarzyło się pani spotkać z rodziną, która miała zaskakujące życzenie co do zawartości paczki?
Chyba nie...choć te potrzeby są bardzo różne. Od opału na zimę, po kakao. To jest cały wachlarz potrzeb i często są naprawdę elementarne. Oczywiście, zdarzają się marzenia o klockach lego czy marzenia wyższego rzędu, które są dla dzieci z tych rodzin nieosiągalne na co dzień. One marzą o tym, bo ich rówieśnicy mają, nie chcą być od nich gorsze.
Wypełniając formularz zgłoszeniowy można wybrać rodzinę, której chce się pomagać – czy będzie to osoba samotna, wielodzietna rodzina, samotny rodzic z dzieckiem itp.. Czy pomoc którejś z grup jest pani szczególnie bliska/ważna, która według Pani jest tą najbardziej potrzebującą?
Myślę, że tego nie da się określić dlatego, że każda z tych osób znajduje się w innej sytuacji życiowej w danym momencie. I tak jak wcześniej powiedziałam - nie możemy wartościować, która osoba bardziej będzie potrzebować: czy to matka z dzieckiem jest potrzebująca, bo nie może zapewnić dogodnych warunków swojemu dziecku, czy osoba starsza, która niedomaga, jest chora i również potrzebuje pomocy... Gdybym ja miała wybierać – i tak wybrałam – komu pomóc, to będą to rodziny z dziećmi, bo sama jestem mamą i mam dzieci.
Bardzo trudno, czytając dokładne opisy na stronie wybrać rodzinę i znaleźć kogoś, kogo życzenia można spełnić w stu procentach.
Rzeczywiście te potrzeby są bardzo różne. Chciałabym, żeby osoby, które czytają opisy, potencjalni darczyńcy mieli świadomość, że to nie jest pobożna lista życzeń. To są autentyczne potrzeby. Jeśli jest potrzeba lodówki, to tej lodówki faktycznie w domu nie ma, albo ta która jest co chwilę się psuje. Akceptowałam opisy rodzin, które wymieniały dużo potrzeb, nawet tych kosztownych, jednak po rozmowie z wolontariuszem było bardzo trudno odrzucić jakąkolwiek z nich. Bo tych rodzin naprawdę nie stać, żeby kupić sobie np. pralkę... I rzeczywiście darczyńcy stają na wysokości zadania i te potrzeby spełniają. Organizują się w większe grupy. Niektóre paczki, właśnie te z większymi potrzebami, przygotowywane są przez kilkadziesiąt osób. Mam nadzieję, że także tym razem uda nam się pomóc wszystkim rodzinom dokładnie w takim stopniu, w jaki potrzebują. Niezależnie od tego, czy najważniejszą potrzebą jest opał na zimę, farba do malowania ścian kakao, czy ręczna maszynka do mielenia mięsa, zęby zaoszczędzić na prądzie
Już teraz wynik tegorocznej Szlachetnej Paczki jest lepszy od ubiegłorocznego.
To z jednej strony bardzo pocieszające, że pomagamy coraz większej liczbie rodzin, ale z drugiej strony jest taka smutna prawda, że poziom życia się obniża i coraz większej ilości ludzi nie stać na różne rzeczy. Jednak to dobrze, że wśród ludzkiej obojętności i znieczulicy społecznej znajdują się ludzie, którzy chcą pomagać potrzebującym. I tego też życzę wszystkim Czytelnikom/Użytkownikom lovekrakow.pl. A także cudnych Świąt Bożego Narodzenia z takim indywidualnym, małym cudem dla każdego z Was.
Rozmawiała Joanna Lidwin
W Krakowie nie ma już rodziny, która zostałaby bez paczki, ale chętni mogą dalej pomagać innym województwom. O akcji rozmawialiśmy z Renatą Poredą, PR-owcem, mamą i wolontariuszką projektu.
Czy jako koordynator regionalny Szlachetnej Paczki czuje się pani św. Mikołajem?
W pewnym sensie tak, choć przede wszystkim czuję się osobą, która jest takim pomostem łączącym SZP z potrzebującymi i tymi, którzy tej pomocy chcą udzielić. I gdybyśmy mieli porównać ideę Szlachetnej Paczki do genezy św. Mikołaja, to rzeczywiście możemy znaleźć odniesienie. To co łączy, to fakt, że staramy się spełniać marzenia, albo może bardziej przywracać wiarę, że warto marzyć. Nie jest to takie oczywiste, bo wiele osób borykając się z codziennością zapomniało co to znaczy. A w naszej akcji chodzi o to, aby dotrzeć do osób, które znalazły się w trudnej sytuacji pomocy i odpowiedzieć na ich potrzeby. Nie tylko spełniamy marzenia, ale docieramy do rzeczy, których naprawdę potrzebują. Często są do dla nas rzeczy prozaiczne, bo oni potrzebują prostych rzeczy typu wegiel, ubrania czy żywność.
Czy darczyńcy pozostają anonimowi dla rodzin?
Dajemy prawo wyboru. Jeśli rodzina zgadza się na kontakt z darczyńcą, a on wyraża zgodę i chce poznać rodzinę, którą obdarowuje, to istnieje taka możliwość. Musi być zgoda dwóch stron. Bardzo często jednak jest tak, że i rodziny chcą pozostać anonimowe i darczyńcy również. To właśnie jest taki święty Mikołaj, który podrzuca cichaczem prezenty i nie zawsze chce, żeby było o nim głośno. Generalnie paczka opiera się na anonimowości.
Do zakończenia Szlechetnej Paczki pozostało już kilka dni. Czy zaczął się wyścig z czasem?
Rzeczywiście, wyścig z czasem jest. W dużych miastach jest mniejszy problem, jeśli chodzi o darczyńców, natomiast w mniejszych miejscowościach, gdzie możliwości darczyńców też są mniejsze – rodziny pozostają. Ale walczymy cały czas i wierzymy, że nam się uda. Już teraz w Krakowie, Warszawie, Poznaniu i innych dużych miastach funkcjonują magazyny zastępcze, z których paczki pojadą do mniejszych miejscowości. Najważniejsze, aby zdążyć z pomocą na czas. Od wczorajszego dnia znalazło się 400 darczyńców. Na pewno będziemy walczyć do końca, żeby każda z tych rodzin otrzymała paczkę i miała dzięki temu trochę milsze święta.
Na ile znane twarze promujące akcję – których w tym roku jest bardzo dużo – pomagają w odnalezieniu nowych darczyńców?
To jest tak, że sama idea mądrego pomagania, opartego na indywidualnym podejściu do każdej z Rodzin biorących udział w akcji pociąga za sobą wiele osób.To także osobiste spotkania Wolontariusza z Darczyńcą, a w naszych anonimowych czasach to duża wartość. Stąd Ambasadorowie SP wspierają ją i firmują ją swoim nazwiskiem, natomiast nie robią tego bez przekonania. Wystarczy przypomnieć sobie wywiad z Anią Muchą, którą urzekła idea – bo wszystko opiera się na mądrym pomaganiu, polegającym na trafianiu dokładnie w potrzeby tych osób, które potrzebują pomocy. Jeżeli wiemy, że rodzina potrzebuje węgla i to jest jej najważniejsza potrzeba, a zgłosił się darczyńca, który nie może spełnić tej podstawowej potrzeby, to wtedy proponujemy, żeby wybrał rodzinę, której potrzeby może spełnić. To taka pomoc 'skrojona na miarę'. Ktoś inny jest projektantem, ktoś inny krawcem a jeszcze inne osoby finalizują efekt pracy i projektanta i krawca.
Jak wygląda zgłaszanie się rodzin? Muszą to zrobić same czy też robią to wolontariusze?
Jest taka zasada, że rodziny nie mogą się zgłaszać same. Bazujemy na pomocy pedagogów szkolnych, CARITASu, MOPSu, pielęgniarek środowiskowych oraz wywiadzie środowiskowym. Nawet jeśli są osoby, które piszą na stronie Szlachetnej Paczki w komentarzach, że potrzebują pomocy – nie docieramy do nich. Dostajemy adresy od instytucji, które są prawnie ugruntowane. Na początku jest wstępny kontakt z pedagogiem, gdzie uzyskujemy wstępną zgodę na kontakt, a potem udostępnienie danych. Adresy trafiają do lidera rejonu, albo on sam je pozyskuje, następnie dawane są wolontariuszowi. To on idzie do konkretnej rodziny i przeprowadza ankietę.
Czy istnieje coś takiego jak priorytet, że potrzeby jednej rodziny są ważniejsze od potrzeb drugiej?
Nie, nie wartościujemy potrzeb rodzin. Wszystko opiera się na tym, że wolontariusze są u danej rodziny i widzą w jakiej sytuacji się ona znajduje. Nie ma czegoś takiego, że któraś jest ważniejsza. Owszem, staramy się docierać do różnych rodzin – nawet jeśli są to te same co rok, to staramy się przeprowadzić wywiad,czy od poprzedniej wizyty coś się zmieniło, czy rodzina zrobiła coś by poprawić swoją sytuację. Bardzo mocno zwracamy też uwagę na to, czy nie są to postawy roszczeniowe, czy nie jest tak, że rodzina przyzwyczaiła się do pomocy i właściwie nie podejmuje najmniejszego wysiłku, żeby coś zrobić. Jeśli mamy rodzinę, w której ktoś nie pracuje i tej pracy nie szuka, czy nie podejmuje pracy dorywczej – to przyczyny są wnikliwie sprawdzane. Staramy się dotrzeć do osób faktycznie potrzebujących. Chcemy być także inspiracją do działania. Bo niejednokrotnie jest tak, że wizyta wolontariusza, rozmowa a w efekcie paczka sprawia, że ludzie zaczynają wierzyć na nowo.
Czy zdarzyło się pani spotkać z rodziną, która miała zaskakujące życzenie co do zawartości paczki?
Chyba nie...choć te potrzeby są bardzo różne. Od opału na zimę, po kakao. To jest cały wachlarz potrzeb i często są naprawdę elementarne. Oczywiście, zdarzają się marzenia o klockach lego czy marzenia wyższego rzędu, które są dla dzieci z tych rodzin nieosiągalne na co dzień. One marzą o tym, bo ich rówieśnicy mają, nie chcą być od nich gorsze.
Wypełniając formularz zgłoszeniowy można wybrać rodzinę, której chce się pomagać – czy będzie to osoba samotna, wielodzietna rodzina, samotny rodzic z dzieckiem itp.. Czy pomoc którejś z grup jest pani szczególnie bliska/ważna, która według Pani jest tą najbardziej potrzebującą?
Myślę, że tego nie da się określić dlatego, że każda z tych osób znajduje się w innej sytuacji życiowej w danym momencie. I tak jak wcześniej powiedziałam - nie możemy wartościować, która osoba bardziej będzie potrzebować: czy to matka z dzieckiem jest potrzebująca, bo nie może zapewnić dogodnych warunków swojemu dziecku, czy osoba starsza, która niedomaga, jest chora i również potrzebuje pomocy... Gdybym ja miała wybierać – i tak wybrałam – komu pomóc, to będą to rodziny z dziećmi, bo sama jestem mamą i mam dzieci.
Bardzo trudno, czytając dokładne opisy na stronie wybrać rodzinę i znaleźć kogoś, kogo życzenia można spełnić w stu procentach.
Rzeczywiście te potrzeby są bardzo różne. Chciałabym, żeby osoby, które czytają opisy, potencjalni darczyńcy mieli świadomość, że to nie jest pobożna lista życzeń. To są autentyczne potrzeby. Jeśli jest potrzeba lodówki, to tej lodówki faktycznie w domu nie ma, albo ta która jest co chwilę się psuje. Akceptowałam opisy rodzin, które wymieniały dużo potrzeb, nawet tych kosztownych, jednak po rozmowie z wolontariuszem było bardzo trudno odrzucić jakąkolwiek z nich. Bo tych rodzin naprawdę nie stać, żeby kupić sobie np. pralkę... I rzeczywiście darczyńcy stają na wysokości zadania i te potrzeby spełniają. Organizują się w większe grupy. Niektóre paczki, właśnie te z większymi potrzebami, przygotowywane są przez kilkadziesiąt osób. Mam nadzieję, że także tym razem uda nam się pomóc wszystkim rodzinom dokładnie w takim stopniu, w jaki potrzebują. Niezależnie od tego, czy najważniejszą potrzebą jest opał na zimę, farba do malowania ścian kakao, czy ręczna maszynka do mielenia mięsa, zęby zaoszczędzić na prądzie
Już teraz wynik tegorocznej Szlachetnej Paczki jest lepszy od ubiegłorocznego.
To z jednej strony bardzo pocieszające, że pomagamy coraz większej liczbie rodzin, ale z drugiej strony jest taka smutna prawda, że poziom życia się obniża i coraz większej ilości ludzi nie stać na różne rzeczy. Jednak to dobrze, że wśród ludzkiej obojętności i znieczulicy społecznej znajdują się ludzie, którzy chcą pomagać potrzebującym. I tego też życzę wszystkim Czytelnikom/Użytkownikom lovekrakow.pl. A także cudnych Świąt Bożego Narodzenia z takim indywidualnym, małym cudem dla każdego z Was.
Rozmawiała Joanna Lidwin
Komentarze |






