Aktualności
MediaTORY 2011 za nami. Wiemy, kto został nagrodzony w ośmiu poszczególnych kategoriach, a kto musiał obejść się smakiem. Co do smaków, to na pewno smaczku całej gali dodał występ Poparzonych Kawą Trzy – zespołu złożonego z… dziennikarzy radia RMF i Zet.
„Wychodzi na to, że studenci dziennikarstwa nic a nic nie rozumieją z otaczającego ich świata medialnego. Nic.”– Taką konkluzję o wyborze Moniki Olejnik na Autorytet 2011 skomentował portal wpolityce.pl. w tym roku formuła przyznawania tej najważniejszej nagrody różniła się od poprzednich edycji. Każdy mógł zgłosić swojego kandydata. Wygrała właśnie Monika Olejnik
- To jest chyba najważniejsza nagroda w moim życiu, że przyszli dziennikarze tak mnie docenili. Będę sobie zadawała pytanie: „jak żyć”– powiedziała na sobotniej gali dziennikarka. - Polityka jest dla mnie jak marihuana. Uwielbiam polityków – przyznała. Nie obyło się też bez smutnej refleksji: - Najgorszym momentem, najbardziej wstrząsającym, była katastrofa smoleńska. Wydarzyło się coś, co niestety zmieniło Polskę i doprowadziło do podziałów, które długo nie znikną.
Jednak zaczęliśmy od końca. Pierwszą kategorią była Torpeda – czyli szybkość i rzetelność w jednym. Zdaniem studentów dziennikarstwa z trzynastu publicznych uczelni z całej Polski, taką właśnie osobą jest Marcin Woroch z TVN-u. Został nominowany za „profesjonalizm i opanowanie w relacjonowaniu wydarzeń na świecie”oraz korespondencje z Libii. Zapytany przez Annę Kot, która wręczyła statuetkę, gdzie było najtrudniej, odpowiedział, że w Londynie. – Policja zostawiła tam nas samym sobie. Powiedzieli, że metro jest czynne do 17 i jeśli coś nam się stanie, to nie ich sprawa – opowiadał. Zapytany o wrażenia z Libii, opowiedział o tym, jak strasznie było w mieście Kadafiego. Nie pominął również historii z nagraniem ciała zabitego dyktatora. – To nie mogło się udać, ale się udało – zakończył.
Statuetkę w kategorii Detonator – za publikacje, które wybuchły najgłośniej, nie tylko w świecie mediów – zdobyli państwo Irena i Jerzy Morawscy za dokument „Czekając na sobotę”. Niestety nie mogli pojawić się na gali. W ich imieniu nagrodę odebrali Michał Majewski i Paweł Reszka. Warto tu przytoczyć opinię rektora UJ prof. Karola Musioła, który porównał tę kategorię do cyklu powstawania gwiazdy: – Gdy powstaje gwiazda, może przerodzić się w czerwonego karła, olbrzyma lub supernową. Najważniejsza jest właśnie supernowa i zmiata ona wszystko po drodze, również inne gwiazdy.
Nawigatorem, czyli publicystą, dzięki któremu nasze poglądy zaczynają iść własną drogą, został Andrzej Stankiewicz z Nesweeka. Rozmowa z nim toczyła się głównie wokół jego spraw sądowych, które wytoczyli mu różni politycy.
– Walczy pan z paragrafem 212 KK? – zapytał prowadzący rozmowę. – Tak, bo sam mam 212 spraw sądowych – zażartował. Andrzej Stankiewicz powiedział młodym dziennikarzom, iż solą dziennikarstwa są konferencje prasowe.
Reformatorami zostali dziennikarze z redakcji „Uwaga”za akcję „Zwierzęta są jak ludzie, czują”. Zaproszeni na czerwoną kanapę opowiadali o tym, jak po wyemitowaniu programów, które są o złym traktowaniu zwierząt – żeby nie powiedzieć o bestialstwie, jakiego dopuszczają się ich właściciele – ruszyła lawina listów do redakcji. Oprócz samych interwencji, redakcja zajmuje się edukacją najmłodszych poprzez książki. – Cieszy nas to, że do akcji przyłączyły się szkoły. Dzięki temu w przyszłości te dzieciaki będą lepiej traktować zwierzęta – powiedział Zbigniew Łuczyński, jeden z prowadzących „Uwagę”.
- Nie czuję się jak na rozdaniu Oscarów – powiedział Michał Walkiewicz z redakcji Filmweb24 Magazyn. – Za zimno – dodał. Filmweb24 dostał statuetkę za „utworzony w tym roku działu publicystyki filmowej, który stał się domem dla stałej dawki felietonów, reportaży ze światowych festiwali i analitycznych artykułów, które jakością nie ustępują tym drukowanym w tradycyjnej prasie” i „próbę odczarowania Internetu jako miejsca jedynie dla krótkich, newsowych informacji i promowanie wpływowej krytyki filmowej w sieci”. W imieniu całej redakcji obiecał, że „nie puszczą nogi z gazu w przyszłym roku”.
Następnie przyszedł czas na słowo od jednego z głównych sponsorów - Julian Kozankiewicz, prezes zarządu jPalio SA., nie promował siebie, a raczej podpowiedział młodym ludziom, którzy chcą znaleźć własnego sponsora, a duże koncerny im tego odmawiają, aby szukali swojej szansy u małych przedsiębiorców. – Pamiętajcie, że mali, mikro i średni też są i razem tworzymy siłę – powiedział. Podziękował również organizatorom Mediatorów, którzy jego zdaniem zmieniają świat na lepszy.
Akumulatorem został prowadzący już od dwudziestu lat w TVP1 Teleexpress – Maciej Orłoś. To on naładował najwięcej akumulatorów pozytywną energią w tym roku. – Cała redakcja Teleexpressu powinna być dumna z tej nagrody – zaczął. – Z badań wynika, że nasz program oglądają ludzie starsi, mieszkający na peryferiach. Następne opowiadał, że trudno jest wymyślić coś zabawnego na zakończenie programu. Zapytany przez naszego redakcyjnego kolegę Jakuba Dobroszka o to, czy za dwadzieścia lat będzie można zaśpiewać „Czterdzieści lat minęło”, odpowiedział: - Co będzie za 20 lat? Nie wiem, czy TVP będzie istnieć. Ale zaraz dodał, iż często prowadzący starzeje się wraz z widzami, więc niczego nie wyklucza.
Czy w 2001 roku było gorzej, czy lepiej niż teraz? Czy pewne historie rozpoczęte dziesięć lat temu zakończyły się pozytywnie, czy wręcz przeciwnie? Wreszcie czy zapewnienia polityków, kiedykolwiek się ziściły? Na te pytania próbuje odpowiedzieć w swoim programie „Ciąg dalszy nastąpił”Tomasz Sianecki. Zresztą nie on sam, jak podkreślił w rozmowie po otrzymaniu statuetki Inicjator. Podziękował całemu zespołowi pracującemu przy programie.
– Nie mamy czasu, aby wrócić do przeszłości. Nasz program do spełnienie moich marzeń i marzeń moich kolegów - dziennikarzy – powiedział. Na pytanie, czy w naszym kraju jest lepiej niż 10 lat temu opowiedział: – Polska 2001 nie różni się zbytni od Polski 2011 – wtedy był kryzys i teraz też mamy kryzys.
Prowokatorem 2011 nie został pewien mieszkaniec Manchesteru, który chciał się przyłączyć do Londyńskich burd i w ramach tego przewrócił jeden ze stojących koszy na śmieci. Zdaniem studentów na miano pozytywnego Prowokatora zasłużył Andrzej Poczobut – najbardziej za postawę obywatelską i wierność wolności. Za to, że jest niezłomny, a prawda jest najważniejsza. Oczywiście Andrzej Poczobut nie może opuszczać Białorusi, dlatego Mediatory pojechały do niego. Niestety jedno nagranie z wręczenia statuetki i krótki wywiad zostało zarekwirowane przez białoruską straż graniczną. Dopiero z pomocą Bielsatu udało się „przemycić”kolejne nagranie. Poczobut opowiada na nim o tym, że aresztowania są częścią pracy dziennikarza na Białorusi. Pierwszy raz był w areszcie po trzech miesiącach pracy. – Na Białorusi trudniej jest dziennikarzom, którzy chcą znać prawdę. Nie są zapraszani na konferencje, urzędnicy czasami odmawiają dopowiedzi, ale to mobilizuje do większego wysiłku – opowiedział o swojej pracy. Ważnym aspektem było to, iż ludzie traktują go jako bohatera, na co on sam odpowiada, że nie czuję się takim, tylko stara się zachowywać uczciwie. Zna ludzi, którzy przeżyli stalinowskie więzienia i to oni mogą tak o sobie myśleć.
5. Gali towarzyszyła debata o przyszłości mediów. Po rozmowach z nagrodzonymi wypowiadali się ludzie nauki związani z mediami. Głos w tej sprawie zabrał m.in. prof. Zygmunt Bauman, który zauważył, że główną rzeczą w pracy dziennikarskiej będzie pomoc ludziom w zrozumieniu świata.
Dawid Kuciński
Fot. Joanna Lidwin
Komentarze |






