Aktualności

Porażka Wisły Kraków na inaugurację Ligi Europy

Porażka Wisły Kraków na inaugurację Ligi Europy

Autor: Michał Rodak

15-09-2011 23:03:23


Zaloguj się



Porażką 1:3 swą przygodę z Ligą Europejską w sezonie 2011/2012 rozpoczęła Wisła Kraków. Na stadionie przy ulicy Reymonta 16 tysięcy sympatyków Białej Gwiazdy wysłuchało hymnu LE. Również zespół przyjezdny miał wsparcie w postaci kilkuset swoich fanów, którzy pojawili się w Krakowie.

Jak przystało na rozgrywki europejskie, zespół Wisły był iście międzynarodowy. Jedynym Polakiem, który rozpoczął mecz w wyjściowym składzie był kapitan – Radosław Sobolewski. Od początku spotkania współpracowali ze sobą Iliev i Melikson, jednak nie przekładało się to na żadne klarowne sytuacje. W 10 minucie gospodarze mieli duże szczęście. Po błędzie obrony Utaka popisał się świetnym strzałem głową, jednak piłka minęła bramkę Pareiki. Bardzo szybki napastnik Odense od pierwszej minuty sprawiał wiele problemów obrońcom Białej Gwiazdy. Duńczycy rozpoczęli mecz z impetem. Wisła nie cofnęła się i dążyła do strzelenia pierwszej bramki. Efektem tego była sytuacja z 28 minuty, kiedy to po świetnym prostopadłym podaniu Bitona, Kirm znalazł się w sytuacji „sam na sam”, ale zamiast podnieść piłkę, Słoweniec strzelił prosto w bramkarza.

Niestety w 35 minucie Wisła przegrywała 0:1. Po fatalnym błędzie Nuneza, który nie przyjął podania od Radka Sobolewskiego, do futbolówki dopadł Johansson i strzałem po ziemi w długi róg pokonał Pareikę. Szkoda straconej bramki, bo padła ona po dobrym okresie gry ze strony Krakowian. Wiślacy skończyli pierwszą połowę wynikiem 0:1 na własne życzenie. Nie popełnili dużo błędów, ale niestety przeciwnik zdołał wykorzystać jeden z nich. Porównując grę Białej Gwiazdy w dzisiejszym spotkaniu do poziomu, jaki prezentowała w piątkowym meczu w Poznaniu, wydawało się jakby nie wrzuciła dziś najwyższego biegu.

Mecz mocno ożywił się po wyjściu zawodników z szatni. Już po 10 minutach drugiej połowy Wiśle udało się wyrównać stan spotkania. Kirm strzelił po ziemi, Wessels miał piłkę na rękach, jednak na szczęście Krakowian futbolówka wtoczyła się do bramki. Po stracie gola, goście rzucili się do ataku. Stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji do strzelenia bramki, ale albo trafiali w piłkarzy Wisły albo w ogóle nie trafiali w piłkę. Chwilę później swoich szans nie wykorzystali również podopieczni Roberta Maaskanta. Spotkanie mogło się podobać dużo bardziej niż w pierwszych 45 minutach. Obydwa zespoły grały lepiej, szybciej i z większym zaangażowaniem. Po stronie Krakowian uaktywnił się w końcu Maor Melikson, co w dużej mierze wpłynęło na lepszą grę jego drużyny.

Od 60 minuty mogliśmy obserwować taką grę Wisły, do jakiej nas przyzwyczaiła. Zawodnicy grali z wielkim poświęceniem i nie ustawali w atakach na bramkę Odense. Duńczyli podawali bardzo niecelnie, tak jakby nie mieli już siły. Krakowianie nie mieli takich problemów. W 76 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Utaka posłał piłkę do bramki, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Chwilę później po kolejnym stałym fragmencie gry w wyniku ogromnego zamieszania Utaka po raz kolejny trafił do bramki. Towarzyszyły temu duże kontrowersje. Zarówno piłkarze, jak i trener sugerowali, że zawodnik Wisły był faulowany w polu karnym. Sędzia miał na ten temat inne zdanie, uznał bramkę i Biała Gwiazda niespodziewanie przegrywała 1:2. Już doliczonym czasie gry katastrofalny błąd Chaveza kosztował gospodarzy trzecią bramkę, zdobytą przez Falka.

Wynik utrzymał się do końca meczu, ale zdecydowanie nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Wisła nie zasłużyła na tą porażkę, choć należy oddać Duńczykom, że wykorzystali błędy naszej obrony w 100%. Niezależnie od tego, goście wywożą z Reymonta cenne 3 punkty. Krakowianom pozostaje zapomnieć o tym spotkaniu i zacząć myśleć o kolejnym starciu w Lidze Europejskiej.

Źródło: własne
Dodał: anisal

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech