Aktualności

Republika Bananowa czy państwo prawa? - rozmowa z Mariuszem Waszkiewiczem

Republika Bananowa czy państwo prawa? - rozmowa z Mariuszem Waszkiewiczem

Autor: Dawid Kuciński

18-12-2011 19:01:00


Zaloguj się
Lubi to osób: 4



Fora ogłosiły go ekoterrorystą, do czego sam zainteresowany podchodzi z dystansem, nosząc koszulkę właśnie z takim napisem. To on zablokował podwyższenie szkieletora, za co niektórzy najchętniej wywieźliby go na Syberię. O tym oraz o blokowaniu rozbudowy szpitala w Prokocimiu i rzekomym proteście przeciw strefie kibica na błoniach rozmawiamy z Mariuszem Waszkiewiczem — prezesem Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody.


Czym się zajmuje Towarzystwo na Rzecz Ochrony Przyrody? Tylko blokowaniem inwestycji?

Udział w postępowaniach to tylko część działań. Zajmujemy się bezpośrednio ochroną przyrody. Chronimy płazy, sadzimy drzew, zawieszamy budki dla ptaków. Współpracujemy także z dziećmi bierzemy dzieciaki z przedszkola i sadzimy z nimi drzewa. Dla przykładu: w gminie Wielka Wieś zrobiliśmy akcję budowy kilku oczek wodnych. I według nas jest to lepsza edukacja ekologiczna niż prelekcje, które nota bene też organizujemy. Ale gdy na wiosnę przychodzi taki, powiedzmy, Jaś z tatą, i widzi, że w jego oczku są żaby, to co jest lepsze? Ale to jest mało sensacyjne, więc nie trafia do mediów. Chociaż nie – żaby trafiają. No bo jacyś ludzie łapią je na drodze…

 

Dlaczego „szkieletor” przeszkadza ekologom?

Przede wszystkim przeszkadza mieszkańcom. Jeśli wyjdziemy na jakiekolwiek wzgórze w Krakowie, to myślę, że każdy, kto ma w miarę sprawny wzrok‚ zobaczy, o co tak naprawdę chodzi. Jest to wrzód w krajobrazie Krakowa. Nigdy nie powinien był powstać.

 

Inwestor chce wyremontować, dokończyć, a wy się sprzeciwiacie…

Jeśli ktoś mówi, że nie pozwalamy dokończyć budowy, to albo nie wie, o czym mówi, albo kłamie.

Uważamy, że „szkielotora” należy zburzyć i zagospodarować działkę tak, jak zagospodarowane są działki sąsiednie. A że do tego raczej nie dojdzie, więc zgadzamy się, aby go wykończyć, czego najlepszym dowodem jest to, że właściciel posiada drugą WZ, ale na obecną wysokość. Zaskarżyliśmy tę o podwyższeniu. W każdej chwili inwestor może przystąpić o pozwolenia na budowę. Nie blokujemy tego.

 

10 metrów robi taką wielką różnicę?

No, jeżeli nie robi, to dlaczego inwestor chce podwyższyć, a nie chce dokończyć, co może zrobić w tej chwili?

 

Plany są, aby zrobić na tych dwóch kondygnacjach kawiarnię i sale konferencyjną. Obecna wysokość pomieszczeń jest zbyt mała na takie przedsięwzięcia. Inwestor chce, aby pomieszczenia te były wyższe.

A ja chcę, żeby to zburzyli i mamy dwa chciejstwa. Pan architekt powinien wiedzieć, jakie obowiązują przepisy w tym kraju. Ta sytuacja pokazuje, że mamy do czynienia z groźniejsza rzeczą, niż samo podniesienie budynku o te dwie kondygnacje. Czy jesteśmy państwem prawa, czy republiką bananową? Dlaczego inni inwestorzy muszą przestrzegać prawa, a ten akurat może być zwolniony?

Nie ma planu zagospodarowania przestrzennego, więc ustawa mówi o zasadzie dobrego sąsiedztwa i pierwszy punkt jest taki, że jedna działka musi być zabudowana podobnie do sąsiedniej. I teraz pytanie: która działka jest zabudowana budynkiem o wysokości 102,5 metra?

 

Ale żadna też nie ma dziewięćdziesięciu kilku.

Jest to sprawa dyskusyjna czy można nawiązywać do samego siebie. Co więcej, czy można nawiązać do budynku, które nigdy nie został odebrany? Bezdyskusyjną sprawą jest to, iż nigdzie nie ma takich budynków. Urząd Miasta zrobił sobie szeroką analizę, sięgając aż do „błękitka”. Tylko‚ że pomijając fakt, że „błękitek” jest daleko to mierzy 85 metrów. Jest to ewidentne naruszenie prawa. Według mnie, CBŚ powinno zająć się tą sprawą i sprawdzić, dlaczego urzędnicy wydali takie zaświadczenie, a kolegium je podtrzymało.

 

Po prostu chcieli skończyć tę ponad 30-letnią historię.

Ale co to znaczy „chcieli”? Urzędnik ma się stosować do prawa. Proszę iść i złożyć wniosek o WZ, i zobaczymy, jakie postawią przed panem wymagania. Sąd powiedział, że pierwszą rzeczą, jaką należy sprawdzić, jest to, czy na sąsiedniej działce stoi podobny budynek. Jeśli nie, to wydaje się decyzję odmowną. Opiera się to na prawie, a nie na widzimisię urzędnika.

Tak samo jest z budową na Woli Duchackiej. Stają tam wieżowce, które nie wiadomo do czego nawiązują. To jest naruszenie prawa. I takich rzeczy w Krakowie jest więcej. Sprawa „szkieletora” pokazuje coś szerszego: nie może być tak, że inwestorzy i Miasto będą sobie działać jak chcą. Jeśli nikt się nie dowie, wyda się „wuzetkę” i będzie ona realizowana. Tak się robiło na Dzikim Zachodzie, a nie w cywilizowanym państwie europejskim.

 

Druga „wuzetka” dla „szkieletora” została także zaskarżona.

Tak, bo niczym nie różni się od pierwszej. Poza tym, są aż cztery! Jedna została odwołana, druga jest zaskarżona, trzecia prawomocna i ta czwarta, o której jeszcze nic nie wiemy. Na razie czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku, bo pewne służby powinny się tym zainteresować.

 

Mówi pan zdecydowane „nie” dla wieżowców w Krakowie.

Jeśli ktoś znajdzie mi miejsce, gdzie mogłyby stać, to możemy porozmawiać.

 

Mariusz Waszkiewicz w siedzibie TnROP, fot. Michał Rodak /lovekrakow.pl

 

A dlaczego blokujecie rozbudowę szpitala Prokocim?

Jest to kolejne kłamstwo. Ktoś próbuje wmówić opinii publicznej, że blokujemy. Szpital w Prokocimiu się nie rozbudowuje. Natomiast to, co jest przedmiotem tego sporu, to budowa nowego szpitala, dla tych klinik, które są obecnie przy ul. Kopernika. To nie ma nic wspólnego ze szpitalem dziecięcym. Nie jesteśmy przeciwnikami szpitala. My mówimy o tym, że jest to fatalna lokalizacja.

Od kilku lat występujemy do UJ-tu i Prezydenta, o zamianę działek. Na Piaskach Nowych ruszyła budowa szpitala, zostały wylane fundamenty, ale budowy nie dokończono. A teraz ktoś się uparł, że wytnie 15 ha lasu i koniec. I to nie jest kwestia tylko drzew, poniżej lasu są źródliska Potoku i stawy. Jeśli wytną las i zostaną wylane fundamenty, to przepływ wód gruntowych zostanie zakłócony – w konsekwencji wszystko wyschnie. A w stawach są gatunki chronionych płazów i wymienia je opracowanie nt. herpetofauny Krakowa wykonane na zlecenie Miasta.

 

Te drzewa to samosiejki?

Tak i z punktu widzenia przyrodniczego samosiejka jest cenniejsza niż drzewo posadzone przez człowieka. Padają głosy, że to nie jest rezerwat, ale nie możemy chronić tylko tych miejsc o najwyższej randze. Tereny zielone mają znaczenie rekreacyjne. Ani na błoniach, ani na plantach nie rosną gatunki bardzo ważne przyrodniczo, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby te tereny zabudować. Poza tym UJ powinien dbać o ten teren, który kiedyś był polem. Gdyby był koszony, to teraz nie byłoby takiego problemu.

 

A prawdą jest, że jeśli inwestor posadzi 6 tys. drzewek w innej lokalizacji, to będzie kompromis?

Tak, pod warunkiem, że będzie to jedno kompleksowe zadrzewienie, ale w Krakowie nie jest to łatwe. Drugą rzeczą jest próba ochrony źródlisk i stawów. To są warunki podstawowe.

 

Jaka mogłaby być inna lokalizacja dla szpitala?

W tej chwili trudno mi wskazać takie miejsce. Nie dysponuję mapą własności. Ale zróbmy dobrą inwentaryzację w Krakowie i może się okaże, że mamy liczne tereny niewykorzystane.

 

Na przykład?

Na pewno Kombinat chce się pozbyć pewnych terenów. Tutaj Miasto ze Skarbem Państwa powinno się dogadać.

 

Dlaczego na błoniach nie może być strefy kibica?

Z naszej strony nie ma protestu. To, że gazeta napisała to i to… Dziennikarz do mnie zadzwonił i zapytał, co o tym sądzę. Powiedziałem własne zdanie i to jest cały protest.

Parę lat temu zwracaliśmy uwagę na to, że na błoniach jest zbyt dużo imprez. Teren nie podlega rekultywacji z powodu braku czasu na to. Tutaj rodzi się drugie pytanie: po co wyrzuciliśmy ogromne pieniądze na dwa stadiony? Nie jestem przeciwny strefy kibica, ale dlaczego nie może to być na stadionie Wisły czy Cracovii? I to nie na murawie, tylko na trybunach.

 

No ale będą tam trenować inne zespoły – uczestnicy EURO.

Więc jest to okazja, aby ożywić inne stadiony. Hutnik może ożyje, ale co z innymi? Może stadion Wandy w Nowej Hucie?

No i co zostanie z miejsca, gdzie przez miesiąc będzie strefa kibica? Po 2-3 dniach widać, co się dzieje z trawą. Jak to wyglądało po harcerzach?

 

Niedobrze.

No właśnie. Więc co później zrobimy? Zamkniemy błonia na trzy miesiące, żeby trawa odrosła? Tam nie powinno być tylu imprez i wtedy jest szansa na to, że utrzymamy błonia w dobrym stanie.

 

A dlaczego część prasy tak was nie lubi? Tytuły artykułów są zazwyczaj mocno negatywne.

Zależy w czyim interesie działają dziennikarze. Obserwujemy ten cykl w prasie o „szkieletorze”. I co interesujące – zaczął się nie po wyroku, ale dwa tygodnie przed posiedzeniem sądu. Dla mnie była to próba wywarcia presji na sąd. Ten na szczęście nie dał się w to wrobić.

Również sensacja odgrywa tu ważną rolę. Są dziennikarze, którzy szukają sensacji i gdy nie potrafią jej znaleźć – tworzą ją.

Dlaczego nikt nie wspomniał, że inwestor ma ważną, prawomocną „wuzetkę”? Dopiero teraz zaczynają o tym pisać. I automatycznie z tą informacją widać, że ludzie zmieniają zdanie na ten temat. Powoli, bo nie do wszystkich dotarło, o co chodzi.

 

A co do ludzi. Niektórzy biorą was – tu cytat – za „pseudo-ekologów, dla których liczą się łapówki od inwestorów”.

Niech ktoś powie to publicznie. Anonimowo można mówić, co ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś tak o nas powie, to spotkamy się w sądzie. Kiedyś rozmawiałem z pewną dziennikarką, która udawała, że nie rozumie, dlaczego się nie zgadzamy na podwyższenie wieżowca. Później powiedziała, że ten i ten pan z takiego i takiego biura powiedział, że jeśli będziemy przeszkadzać, to rozpowie, że chcieliśmy wyciągnąć od niego haracz.

 

 

Rozmawiali: Michał Rodak, Dawid Kuciński

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech