Aktualności

Startupy, przedsiębiorczość, edukacja - rozmowa z twórcami krakowskiego Hive

Startupy, przedsiębiorczość, edukacja - rozmowa z twórcami krakowskiego Hive

Autor: Michał Rodak

23-12-2011 20:05:52


Zaloguj się
Lubi to osób: 4



Oboje są z Krakowa, oboje studiowali w Krakowie, oboje mają ogromną wiedzę o informatyce i rynku startupów. Połączył ich projekt Hive - inicjatywa łącząca i aktywizująca krakowskie środowisko startupowe i mająca na celu pomóc wystartować z własnym internetowym biznesem.
O startupach, e-biznesie, przedsiębiorczości i edukacji rozmawiamy z Elą Madej i Piotrkiem Nędzyńskim - młodymi przedsiębiorcami i twórcami Hive.

Co to jest Hive, skąd pomysł i wasza współpraca? Jak dzielicie się obowiązkami?
Ela: Pomysł powstał niezależnie w mojej głowie i w głowie Piotra. Na początku jako Applicake wynajęliśmy duże biuro, gdzie chcieliśmy stworzyć przestrzeń co-workingową, miało to mieć formę inkubatora kreatywnego, ale pomysł upadł. Zbiegło się to czasowo z inicjatywą Piotra, który chciał zrobić tego typu spotkania w Krakowie. Wiec duża w tym jego zasługa, ja służę ludźmi do pomocy i kontaktami!

Piotrek: Gdy wróciłem do Krakowa po dwuletnim pobycie w Danii, zaskoczył mnie fakt, że nie ma tutaj miejsca, gdzie startujący przedsiębiorcy mogliby się spotykać i wymieniać doświadczeniami.
Na początku rozkręcania biznesu, ludzie często borykają się z wieloma problemami z dziedzin w których nie znają i nie posiadają odpowiedniego doświadczenia. Do tej pory nie było w Krakowie forum, gdzie mogliby zaprezentować swoją działalność, znaleźć pomoc i wsparcie dla projektu. Na naszych “rojach” przedsiębiorcy mogą usłyszeć opinie innych o swoich pomysłach, poradzić się bardziej doświadczonych.

Ela: W Krakowie brakuje nam środowiska młodych przedsiębiorców z pomysłami, ale brak jest również inwestorów. Często bywam na zagranicznych konferencjach i różnica w poziomach dyskusji i w istnieniu takich środowisk jest olbrzymia. To nie wynika z poziomu wykształcenia, a doświadczenia. Brakuje silnego ekosystemu przedsiębiorców i inwestorów.

Wasza inicjatywa powstała i ma miejsce w Krakowie. Czy sądzicie, że Kraków sprzyja tworzeniu startupów?
Ela: Sprzyja ze względu na ilość inżynierów, programistów i technicznych uczelni. Sprzyja ze względu na fajną atmosferę miasta. Nie jest to jednak miasto biznesu sensu stricte.

W Warszawie jest łatwiej wystartować z własnym biznesem?
Ela: Wydaje mi się, że w Warszawie jest większy nacisk na sukces, co oczywiście nie zawsze jest dobre. Stolica daje więcej możliwości – tam jest przecież więcej pieniędzy. A do tego świat mediów i reklamy, co jest bardzo ważnym czynnikiem w promowaniu własnej działalności.
W Krakowie natomiast, wydaje mi się, że mamy lepsze uczelnie techniczne, mamy więcej talentów wśród programistów. Dowodem na to jest to są takie firmy, jak. Motorola, Sabre czy Ericpol, mające tutaj swoje siedziby.

Jakie problemy stoją najczęściej na drodze młodych przedsiębiorców?
Piotrek: Myślę, że przede wszystkim brakuje nam dostępu do wiedzy i doświadczeń ludzi, którym udało się już odnieść sukces. Owszem, wielu znanych przedsiębiorców i inwestorów prowadzi blogi, pisze książki i naprawdę dużo można się w ten sposób nauczyć. Jednak to nie wszystko - osobisty kontakt z doświadczonym człowiekiem i możliwość poproszenia o radę bywają bezcenne, i mogą nawet przesądzić o sukcesie lub zamknięciu projektu. Hive jest inicjatywą, która ma pomóc w tym obszarze.

Jedną z głównych przeszkód wydaje się być kapitał, a właściwie jego małe ilości. W którą stronę radzilibyście się kierować początkującemu przedsiębiorcy, który ma świetny pomysł, ale do końca nie wie skąd wziąć środki, aby go rozwinąć?
Piotrek: Czas i wysiłek są główną walutą przedsiębiorcy. W sektorze IT większość pomysłów można zwalidować bez ponoszenia dużych kosztów finansowych.
Wiele osób zbyt dużą uwagę przywiązuje do pomysłu na biznes. Inwestorzy nie inwestują w pomysły, lecz w ludzi, którzy mają je wprowadzić w życie. Przedsiębiorca będący w stanie zaprezentować, że umiał zbudować prototyp produktu lub usługi i znaleźć na nią nawet nieduży popyt, będzie miał w ręku mocny argument w rozmowach z potencjalnymi inwestorami.


Ela

i Piotr

Teraz trochę informacji o Was samych. Piotrek, pomagałeś w organizacji Startup Weekend w Kopenhadze, mógłbyś opisać, na czym polegała Twoja działalność?
Startup weekend to ogólnoświatowy non profit, który organizuje wydarzenia w różnych miastach. Organizacją konkretnego weekendu w danym mieście zajmuje się miejscowy zespół wolontariuszy. Na jednym ze spotkań społeczności startupowej w Kopenhadze, usłyszałem ogłoszenie o naborze i postanowiłem się zgłosić – tak się to zaczęło.

Na czym Startup Weekend polega? W styczniu impreza ta odbędzie się w Krakowie.
Startup Weekend to formuła, polegająca na tym, że w jednym miejscu zbiera się zwykle około setki ludzi, różnych profesji – informatyków, grafików, marketingowców –  by przez 54 godziny trwania weekendu „zbudować” zalążki biznesu.
Na początku uczestnicy rzucają pomysłami, a reprezentanci tych, które zyskają najwięcej głosów później starają się zachęcić pozostałych uczestników do dołączenia do swoich zespołów, aby przez cały weekend pracować nad nimi. Na koniec efekty prac są prezentowane i zwycięzcy otrzymują nagrody.
To jednak nie nagrody, a atmosfera wydarzenia i możliwość poznania interesujących i aktywnych ludzi są najważniejsze. To naprawdę specyficzna i ciekawa grupa ludzi, którzy są gotowi zapłacić za to, żeby przez cały weekend ciężko pracować z ludźmi, których wcześniej nie znali.

Ela, Ty działasz w Applicake i Future Simple, możesz powiedzieć parę zdań na temat tych firm i jaką rolę tam spełniasz?
Jestem współtwórcą tych firm. Applicake powstało pięć lat temu. Tworzymy aplikacje w języku Ruby on Rails oraz aplikacje mobilne.
Współpracowaliśmy od początku tylko i wyłącznie z firmami zagranicznym.  Po drodze podchodziliśmy do kilku własnych projektów; zajmowaliśmy się kiedyś społecznością podróżników, ale nie udało nam się rozwinąć tego projektu. Później zaangażowaliśmy się w Future Simple, jest to oddzielna firma, główna siedziba jest w Chicago. Obecnie w Applicake skupiamy się bardziej na własnych produktach i jest bardzo możliwe, że niedługo będzie można usłyszeć o tym znacznie więcej.

Mówisz, że współpracujecie tylko z klientami zagranicznymi, jak wybiliście się poza obszar Polski?
5 lat temu, kiedy zaczynaliśmy, RoR to była niszowa technologia i mieliśmy szczęście, ponieważ popyt okazał się wysoki, gdyż mało firm się tym zajmowało. Tak naprawdę, zawsze trzymaliśmy się jakości i od początku wszystko co robiliśmy - chcieliśmy i robiliśmy dobrze i w pełni profesjonalnie. Jak się ma takie nastawienie to stosunkowo łatwo znaleźć jeden większy projekt, a później zostać poleconym do kolejnych. Nie ma potrzeby robienia często małych projektów, te duże w zupełności wystarczają. Wydaje mi się, że to nie jest trudny rynek.

Swoimi osobami reprezentujecie dość wysokie doświadczenie w biznesie. Jak zdobyć takie doświadczenie, co robiliście, gdy studiowaliście? Gdybyście wrócili na studia, czy wybralibyście taką samą drogę? Jakie macie rady dla krakowskich studentów?
Ela: Chodziłam V LO w Krakowie.  Powtarzano nam, że wszystko możemy zrobić, natomiast brakowało nauczania „przedsiębiorczości”. Nie uczono nas bycia przedsiębiorczym, nie pokazywano możliwości tworzenia własnej firmy.
Applicake zaczęło się na drugim roku studiów, wcześniej byłam zaangażowana w różne projekty pozauczelniane; organizowałam np. warsztaty inwestycyjne czy Sekcję Promocji Przedsiębiorczości w Stowarzyszeniu Collegium Cogitantium.
Jeśli mogłabym coś zmienić, to od razu wyjechałabym na studia z Polski, najlepiej do Stanów Zjednoczonych. Jeżeli chodzi o poziom merytoryczny to polskie uczelnie są fajne, ale w aspekcie przedsiębiorczości i takiego nastawiania studentów na zrobienie samemu, to jest tragedia. Tego po prostu nie ma.

Piotrek: Zgadzam się z tym, co Ela powiedziała. Na uczelniach nie ma inicjatyw do zakładania własnych firm przez studentów. Uczelnie w pewnym sensie skupiają studentów na tym, do jakich firm mogą pójść po studiach, a nie pokazują, że możliwe i pożądane jest zakładanie własnych firm.
Bardzo cieszę się, że studiowałem informatykę. Żałuję tylko, że wcześniej nie pomyślałem o założeniu firmy.
Studiowanie to dobry czas na to, by myśleć już o tym, co chce się zrobić samemu i dążyć do tego. Każdy, kto ma pomysł, chce coś zrobić samemu - powinien zacząć iść w tym kierunku już na studiach.

Czy, w takim razie, uważacie, że polski system szkolnictwa nie funkcjonuje tak jak powinien? Co według Was powinno zostać wprowadzone, aby uczelnie wpajały przedsiębiorczość studentom?
Piotrek: Nie jestem pewien czy przedsiębiorczości da się nauczyć. Wciąż trwa debata czy jest to cecha genetyczna czy nabyta. Niezależnie jednak od wyników tego sporu, sądzę, że w dużej mierze wynosi się ją z domu. Wielu świetnych przedsiębiorców w USA prowadziło w młodości stoiska z lemoniadą lub zajmowało się dostarczeniem gazet jeszcze w czasie szkoły podstawowej. W Polsce niewiele rodzin zachęca swoje dzieci do podobnej działalności.
W szkole i na uczelni można natomiast uczyć wielu umiejętności przedsiębiorcy potrzebnych np. publicznego przemawiania, pracy zespołowej czy tworzenia i wygłaszania dobrych prezentacji.

Byliśmy na Waszym ‘Roju’ i słuchaliśmy wypowiedzi i prezentacji przedsiębiorców. Całość była po angielsku. Gdzie  nauczyliście się władać dobrze tym językiem? Co sądzicie o poziomie języków obcych na krakowskich uczelniach, oraz czy tak naprawdę język obcy jest koniecznością dla przedsiębiorcy w dzisiejszych czasach?
Piotrek: Aby móc biegle posługiwać się językiem obcym sama szkoła nie wystarczy. Z języka trzeba korzystać tak często jak się da - czytać, oglądać, podróżować i przebywać wśród obcokrajowców.
Dla przykładu prawie wszyscy Duńczycy świetnie władają angielskim. Bardzo dużą rolę w tym odgrywa fakt, że w ich telewizji wszelkie tłumaczenia z obcych języków są w formie napisów, a nie lektorów zagłuszających oryginalny dźwięk. Dzięki temu Duńczycy uczą się języka codziennie od najmłodszych lat.
Znajomość języka angielskiego to klucz do ogromnej ilości wiedzy i informacji, która nie jest tłumaczona na polski. Uważam, że angielski jest niezbędny wszystkim, którzy chcą być na bieżąco z tym co dzieje się na świecie.

Jak zachęcicie przedsiębiorców lub osoby mające ciekawe pomysły na to, by przyszły na wasz Rój?
Piotrek: Przychodząc na nasze spotkania młody przedsiębiorca nie ma nic do stracenia.  Za to uzyska sporo szans. W miłej atmosferze może poznać ciekawych i doświadczonych ludzi, dostać radę, a być może nawet wsparcie dla swojego projektu.
Zapraszamy więc gorąco na kolejne spotkania!


A my zapraszamy na stronę Hive - www.joinhive.com


foto: joinhive.com

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech