Aktualności
Po niedawnym rozszerzeniu strefy płatnego parkowania luźniej zrobiło się na Kazimierzu, ale kompletnie zatkały się Grzegórzki. Na rozwiązanie problemu przyjdzie poczekać przynajmniej do jesieniPo ulicach Grzegórzek, gęsto upakowanych samochodami, oprowadza nas pracująca w okolicy pani Barbara Gruskoś, która zainteresowała nas problemem parkowania w tej części miasta. Samochody stoją zaparkowane jeden przy drugim tuż przy samej granicy poszerzonej w ubiegłym tygodniu strefy C - na ul. Miodowej, zaraz za nasypem kolejowym.
- Mimo że samochody pozostawiało tu wcześniej wiele osób, znalezienie wolnego miejsca nie stanowiło problemu. Teraz to prawie niemożliwe - twierdzi pani Barbara, wskazując na ściśnięte na ulicach i chodnikach auta.
Samochodów pełno jest też na al. Daszyńskiego. W większości jednak stoją od siebie w sporych odstępach. - Proszę spojrzeć, na tym parkingu marnuje się przecież dużo miejsca! Gdyby kierowcy stawali choć trochę bliżej siebie, w skali całej ulicy zyskalibyśmy kilka dodatkowych miejsc. Wystarczyłoby, by miasto namalowało w tym miejscu pasy wytyczające miejsca parkingowe - punktuje pani Barbara. Przechodzimy przez kompletnie zastawione osiedlowe uliczki. - Rozumiem potrzebę wprowadzania stref płatnego parkowania, ale mieszkańcy powinni w zamian otrzymywać parkingi w pobliżu pętli przesiadkowych na obrzeżach Krakowa. W ten sposób problem z parkowaniem nie byłby spychany do kolejnych dzielnic - przekonuje nasza rozmówczyni.
Pod koniec ubiegłego tygodnia Grzegórzki stały się wyspą darmowego parkingu między dwoma obszarami, które objęła strefa C - między Kazimierzem i okolicami Dworca Głównego w pobliżu ronda Mogilskiego. Więcej samochodów widać od razu. Szczelnie zastawione są pobocza głównych i osiedlowych dróg. Kierowcy wciskają się, gdzie tylko mogą, pozostawiając pojazdy nawet na zakrętach. O tym, że po wprowadzeniu strefy C na Kazimierzu problem braku miejsc przeniesie się w inne części Krakowa, mówiło się już od dawna. Dlatego mieszkańcy Grzegórzek wielokrotnie domagali się wprowadzenia strefy C także u siebie. W mieście nie ma jednak na razie takich planów. Urzędnicy wskazują, że inicjatywa powinna wyjść od dzielnicowych radnych.
- Jesteśmy jedynie wykonawcą decyzji rady miejskiej. Takie miejsca jak al. Daszyńskiego od dawna zastawione są samochodami, ale to radni powinni rozpocząć dyskusję o tym, czy strefa płatnego parkowania jest w tej części miasta w ogóle potrzebna - mówi Jacek Bartlewicz, rzecznik prasowy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. - Jesteśmy za to po wstępnych rozmowach z radnymi Podgórza o wprowadzeniu w tej części Krakowa strefy C. O Grzegórzkach na razie żadne rozmowy się nie toczą. Miejscy radni już trzykrotnie przymierzali się do poszerzenia strefy płatnego parkowania o Grzegórzki i na razie niewiele z tego wyszło - przypomina.
Tę sprawę inaczej pamięta Grzegorz Stawowy, przewodniczący klubu Platformy Obywatelskiej w radzie miasta, wybrany m.in. przez mieszkańców Grzegórzek. - Rozmawialiśmy o wprowadzeniu strefy C jedynie w części tej dzielnicy, w rejonie ul. Topolowej, i to faktycznie się udało. Jeśli chodzi o poszerzenie strefy płatnego parkowania o resztę Grzegórzek, to trudno wyrokować, czy jest taka potrzeba. Minęło zaledwie kilka dni od wprowadzenia jej na Kazimierzu. Odpowiednie analizy powinny być wykonane, ale dopiero jesienią - uważa Stawowy.
źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
więcej: http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,9703483,Wieksza_strefa_C_zatkala_Grzegorzki.html
Komentarze |






