Aktualności

Wielka Orkiestra Wiślackiej Pomocy

Wielka Orkiestra Wiślackiej Pomocy

Autor: Michał Szczepanik

19-02-2012 16:46:15


Zaloguj się



Czy na pierwszy wiosenny mecz w Ekstraklasie można sobie wyobrazić lepszego rywala niż zespół zamykający tabelę? Wydaje się, że nie. A jednak Wisła Kraków udowodniła, że nawet czerwona latarnia może dla Mistrzów Polski stanowić przeszkodę nie do przeskoczenia. Biała Gwiazda zremisowała w Lubinie z Zagłębiem 2:2. Choć biorąc pod uwagę fatalne błędy wiślackiej defensywy, należałoby raczej napisać, że - niczym fundacja Jurka Owsiaka - podarowała rozpaczliwie szukającym punktów gospodarzom cenne "oczko".


Podopieczni Moskala przed startem wiosennej części rozgrywek, zapowiadali ambitną pogoń za liderem i walkę o obronę wywalczonego przed rokiem mistrzostwa. Pierwsza okazja na zmniejszenie dziesięciopunktowego dystansu do Śląska Wrocław nadarzyła się szybciej niż można było się spodziewać. Wrocławianie zgubili bowiem punkty we wczorajszej potyczce z Ruchem Chorzów. Zwycięstwo Wisły w Lubinie byłoby tym samym niemal na wagę złota.


I trzeba przyznać, że do pewnego momentu podopieczni trenera Moskala byli na najlepszej drodze, do wypełnienia tego planu w stu procentach. Zaprezentowali wszystkie atuty znane z meczu przeciwko Standardowi Liege. Szybką, ambitną grą i krótkimi podaniami bezlitośnie obnażali obronę lubinian. Gol Andraża Kirma, poprzedzony kombinacyjną akcją, był tego najlepszym dowodem. Zaś niezwykłej urody trafienie Ilieva, można uznać za wisienkę na torcie finezyjnych poczynań wiślaków w ofensywie.


Niestety tutaj podobieństwa do czwartkowego spotkania w Lidze Europy nie skończyły się. Wzorem Gervasio Nuneza sprzed trzech dni, krakowianie postanowili najwyraźniej podreperować zdobycz bramkową rywala i wręcz prześcigali się w beznadziejnych zagraniach w obronie. Festiwal błędów już w 3. minucie rozpoczął wspomniany Kirm, posyłając zbyt krótkie podanie do Sergeia Pareiki. Estończyk tym razem zdążył uratować swój zespół odważnym wyjściem z bramki, ale po kwadransie sam włączył się do wyścigu o czapkę Świętego Mikołaja. Po jego dziecinnym błędzie przy wyjściu do dośrodkowania, Banaś musiał tylko dołożyć nogę, by wyprowadzić Zagłębie na prowadzenie.


Wszystkich przebił jednak Dragan Paljić. Serb w wyjściowej jedenastce Wisły znalazł się w wyniku oszczędzania sił Juniora Diaza. I udowodnił, że z ławki rezerwowych nie powinien się w najbliższym czasie podnosić. Był bezsprzecznie najgorszy na boisku, jego każdy kontakt z piłką wywoływał u krakowskich fanów stan przedzawałowy. Fatalnych zagrań zanotował co nie miara i tylko nieporadności gospodarzy zawdzięcza, że ewidentną winę ponosi zaledwie jednego straconego gola. Niestety tego, dającego Zagłębiu wyrównanie.


Podział punktów nie urządza żadnej z drużyn. Wisła zaprzepaściła szansę na przeskoczenie w tabeli Lecha Poznań i Ruchu Chorzów, zaś lubinianie zachowują niechlubne miano czerwonej latarni. Zadowoleni mogą być tylko postronni obserwatorzy meczu, gdyż ten zapewnił im sporą dawkę emocji i ciekawych akcji. Niestety dla Wisły, wrażenia artystyczne w piłce nożnej nie są punktowane…

 


KGHM Zagłębie Lubin – Wisła Kraków 2:2 (1:1)
Banaś 18’, Abwo 80’ - Iliev 30’, Kirm 55’


KGHM Zagłębie Lubin
: Ptak – Rymaniak, Banaś, Vidanov, Costa – Bilek – Pawłowski, Rakowski (83’ Rachwał), Hodur (77’ Traore), Małkowski (62’ Abwo) – Sernas

Wisła Kraków:
Pareiko – Lamey, Czekajm, Chavez, Paljić – Wilk – Iliev (82’ Jovanović), Garguła (68’ Nunez), Melikson, Kirm – Genkov (72’ Biton)

Żółte kartki: Hodur, Ptak (Zagłębie)

Sędziował: Robert Małek (Zabrze)
Widzów: 7 019


Michał Szczepanik

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech