Aktualności
Podopieczni Moskala przed startem wiosennej części rozgrywek, zapowiadali ambitną pogoń za liderem i walkę o obronę wywalczonego przed rokiem mistrzostwa. Pierwsza okazja na zmniejszenie dziesięciopunktowego dystansu do Śląska Wrocław nadarzyła się szybciej niż można było się spodziewać. Wrocławianie zgubili bowiem punkty we wczorajszej potyczce z Ruchem Chorzów. Zwycięstwo Wisły w Lubinie byłoby tym samym niemal na wagę złota.
I trzeba przyznać, że do pewnego momentu podopieczni trenera Moskala byli na najlepszej drodze, do wypełnienia tego planu w stu procentach. Zaprezentowali wszystkie atuty znane z meczu przeciwko Standardowi Liege. Szybką, ambitną grą i krótkimi podaniami bezlitośnie obnażali obronę lubinian. Gol Andraża Kirma, poprzedzony kombinacyjną akcją, był tego najlepszym dowodem. Zaś niezwykłej urody trafienie Ilieva, można uznać za wisienkę na torcie finezyjnych poczynań wiślaków w ofensywie.
Niestety tutaj podobieństwa do czwartkowego spotkania w Lidze Europy nie skończyły się. Wzorem Gervasio Nuneza sprzed trzech dni, krakowianie postanowili najwyraźniej podreperować zdobycz bramkową rywala i wręcz prześcigali się w beznadziejnych zagraniach w obronie. Festiwal błędów już w 3. minucie rozpoczął wspomniany Kirm, posyłając zbyt krótkie podanie do Sergeia Pareiki. Estończyk tym razem zdążył uratować swój zespół odważnym wyjściem z bramki, ale po kwadransie sam włączył się do wyścigu o czapkę Świętego Mikołaja. Po jego dziecinnym błędzie przy wyjściu do dośrodkowania, Banaś musiał tylko dołożyć nogę, by wyprowadzić Zagłębie na prowadzenie.
Wszystkich przebił jednak Dragan Paljić. Serb w wyjściowej jedenastce Wisły znalazł się w wyniku oszczędzania sił Juniora Diaza. I udowodnił, że z ławki rezerwowych nie powinien się w najbliższym czasie podnosić. Był bezsprzecznie najgorszy na boisku, jego każdy kontakt z piłką wywoływał u krakowskich fanów stan przedzawałowy. Fatalnych zagrań zanotował co nie miara i tylko nieporadności gospodarzy zawdzięcza, że ewidentną winę ponosi zaledwie jednego straconego gola. Niestety tego, dającego Zagłębiu wyrównanie.
Podział punktów nie urządza żadnej z drużyn. Wisła zaprzepaściła szansę na przeskoczenie w tabeli Lecha Poznań i Ruchu Chorzów, zaś lubinianie zachowują niechlubne miano czerwonej latarni. Zadowoleni mogą być tylko postronni obserwatorzy meczu, gdyż ten zapewnił im sporą dawkę emocji i ciekawych akcji. Niestety dla Wisły, wrażenia artystyczne w piłce nożnej nie są punktowane…
KGHM Zagłębie Lubin – Wisła Kraków 2:2 (1:1)
Banaś 18’, Abwo 80’ - Iliev 30’, Kirm 55’
KGHM Zagłębie Lubin : Ptak – Rymaniak, Banaś, Vidanov, Costa – Bilek – Pawłowski, Rakowski (83’ Rachwał), Hodur (77’ Traore), Małkowski (62’ Abwo) – Sernas
Wisła Kraków: Pareiko – Lamey, Czekajm, Chavez, Paljić – Wilk – Iliev (82’ Jovanović), Garguła (68’ Nunez), Melikson, Kirm – Genkov (72’ Biton)
Żółte kartki: Hodur, Ptak (Zagłębie)
Sędziował: Robert Małek (Zabrze)
Widzów: 7 019
Michał Szczepanik
Komentarze |






