Aktualności
Echa strzelających korków od szampana już przy Reymonta umilkły, a zawodnicy w świetnych nastrojach udali się na zasłużony wypoczynek. Zimowa przerwa w rozgrywkach to doskonały czas na podsumowanie rundy, która dla krakowian rozpoczęła się już 13 lipca. I trzeba przyznać, że mimo wspaniałego sukcesu wieńczącego rok 2011, ocena jesiennych dokonań wiślaków musi być jednak negatywna. Ich forma przypominała sinusoidę, przy czym rozczarowania rysowały się na niej znacznie częściej niż sukcesy. A przekonujące zwycięstwa były tylko przerywnikami dla serii słabych występów.
LM czyli Liga (w sferze) Marzeń
Przede wszystkim znów nie udało się Wiśle osiągnąć celu nadrzędnego, jakim od lat pozostaje awans do Ligi Mistrzów. Pamiętny dwumecz z APOEL-em Nikozja do dziś pod Wawelem wszystkim odbija się czkawką. Na Białą Gwiazdę spadła ogromna fala niezasłużonej krytyki. Niezasłużonej bo późniejsze dokonania Cypryjczyków w tych rozgrywkach (zaledwie jedna porażka i pierwsze miejsce w grupie) udowodniły krytykantom, jak bardzo w ostatnich latach podniósł się poziom futbolu na Wyspie Afrodyty. Tym niemniej, po tyleż pechowej, co zasłużonej porażce w Nikozji, w dobrze funkcjonującym zespole Maaskanta coś się zacięło, a z zawodników wyraźnie uszło powietrze. Automatyczny awans do fazy grupowej Ligi Europy potraktowano w Krakowie jako marną nagrodę pocieszenia.
Znak firmowy - 0:1
Pucharowe niepowodzenie wyraźnie odbiło się na formie zespołu w lidze. Pierwszym zwiastunem nadchodzącego kryzysu była domowa przegrana 0:1 z beznadziejną tej jesieni Lechią Gdańsk. Porażki w identycznych rozmiarach przydarzyły się wiślakom aż pięciokrotnie, a cztery z nich miały miejsce na stadionie im. Henryka Reymana. Komplet uzupełniają Derby Krakowa przy ul. Kałuży, po których z funkcją pierwszego trenera pożegnał się Robert Maaskant, zastąpiony Kazimierzem Moskalem. Niewiele lepiej wygląda bilans gier poza Krakowem. Po stronie pozytywów zapisać należy tylko zwycięstwa w Poznaniu i Wrocławiu. W efekcie mistrzowie Polski po 17. kolejce zajmują dopiero szóste miejsce w ligowej tabeli, z dziesięcioma punktami straty do liderującego Śląska Wrocław i mizernym bilansem bramek 16-13.
Euroentuzjazm
Jeśli gdzieś można szukać optymizmu, to przede wszystkim w zmaganiach pucharowych. I to zarówno tych na krajowym podwórku, jak i na arenie europejskiej. W Pucharze Polski Wisła awansowała bowiem do ćwierćfinału, w którym wiosną zmierzy się z poznańskim Lechem. Wprawdzie wyeliminowanie Floty Świnoujście i Limanovii Limanowa wielkim osiągnięciem nie jest, ale nie o takie przeszkody zdarzyło się krakowskiej jedenastce w krajowym pucharze potykać. Stąd mały plusik zapisany w bilansie zysków. Znacznie większy postawić należy za zmagania w Lidze Europy. Awans do 1/16 finału tych rozgrywek jest niewątpliwie wielkim sukcesem. I nie umniejsza go fakt, iż nastąpił również za sprawą korzystnego układu gwiazd oraz wyników rywali w grupie K.
„…a na ten Nowy Rok przede wszystkim zdrowia!”
Miejmy nadzieję, że będzie on dla wiślaków tchnieniem wiary, iż sezon 2011/2012 można jeszcze uratować. Biała Gwiazda to ciągle jedna z najmocniejszych drużyn T-Mobile Ekstraklasy. Należy wspomnieć, że jedną z głównych przyczyn słabszej postawy mistrzów Polski, były kontuzje bezlitośnie trapiące liderów zespołu. To właśnie kreatywności Meliksona, żywiołowości Małeckiego, czy doświadczenia Sobolewskiego najbardziej brakowało krakowianom przez większą część jesieni. Z nimi w składzie Wisła jest w stanie obronić wywalczone przed rokiem mistrzostwo. Bo choć pozycja w tabeli odległa, a strata do lidera duża, to wydarzenia minionej środy nauczyły nas, że piłka nożna potrafi wyjść poza ramy zdrowego rozsądku.
autor: MiSzcz
Komentarze |






