Aktualności

WYBORY 2011: Wywiad z posłem Andrzejem Adamczykiem

WYBORY 2011: Wywiad z posłem Andrzejem Adamczykiem

Autor: Michał Rodak

10-06-2011 18:29:15


Zaloguj się



Kolejny wywiad w ramach naszego serwisu o tegorocznych wyborach parlamentarnych. Tym razem rozmawiamy z Andrzejem Adamczykiem, kandydatem PiS do Sejmu.

 

Na początek proszę nam opowiedzieć o Pańskich początkach w polityce

Do polityki wszedłem pod koniec lat 80. Moje pierwsze działania polityczne wynikały ze sprzeciwu przeciw systemowi, jaki funkcjonował w Polsce. Aktywnie działałem przy wyborach 4 czerwca 1989 roku, wcześniej zaś w Komitetach Obywatelskich „Solidarności". Następnie w 1993 roku kandydowałem do Sejmu z ramienia Porozumienie Centrum. W 1998 roku, zostałem wybrany do Rady Powiatu Krakowskiego. Pracowałem w Komisji Infrastruktury i Gospodarki Komunalnej.


Czyli od zawsze interesowała pana infrastruktura, inwestycje?

Tak, panie redaktorze, od początku interesował mnie wielki Kraków. Przyświecała mi idea miasta, w którym komunikacja funkcjonuje podobnie jak w wysoko rozwiniętych państwach świata, ponieważ komunikacja jest rusztowaniem, na którym opiera się rozwój.

Gdy przyglądałem się innym państwom, próbowałem dociekać, w czym tkwi sukces dużego skoku gospodarczego. Zauważyłem, że ten rozwój poprzedzała decyzja o rozwoju sieci komunikacyjnej. Tak było na Wyspach Brytyjskich, w północnej części Włoch. Jednak najlepiej widać to na przykładzie Bawarii - wielkiego Monachium - jak ja to nazywam.


Kiedyś starosta monachijski, którego zapytałem, w czym tkwi sukces, co jest podstawą sukcesu, że Bawaria - region jeszcze przed wojną mocno zacofany dokonał takiego skoku… – odpowiedział mi, że dobra komunikacja i dobra administracja to podstawa. I wszędzie, gdzie te dwie rzeczy są dobrze rozwinięte, inwestorzy przyjeżdżają i zostawiają pieniądze, a nie omijają szerokim łukiem. Ale to jest jedno.

Drugą sprawą, w kontekście Krakowa, są ludzie, którzy mieszkają w ościennych powiatach Krakowa. Oni muszą mieć możliwość dotarcia do tego miasta. Ponieważ dla inwestorów jest to znak, iż mogą liczyć na wielu pracowników. Sam potencjał Krakowa to za mało. Gdy popatrzymy na ościenne powiaty, zobaczymy obszar o wielkości stu kilometrów.

Trzeba to wykorzystać. Można powiedzieć, że widać pewien postęp w udrażnianiu tego korytarza komunikacyjnego, prowadzącego do Krakowa, ale przez ostatnie lata mieliśmy zastój.

 

Więc autostrada A4 nie wystarcza?

Na dzień dzisiejszy A4 jest ślepa. Prowadzi do nikąd. Kończy się na Szarowie. A nam zależy, aby była autostrada nowoczesnych technologii - czyli taka, wokół której organizują się przedsiębiorstwa, magazyny, instytucje. Aby potentaci gospodarczy, mogli prowadzić ekspansje na wschód. Musimy wyprzedzić Słowaków, aby Ukraińcy włączyli naszą A4 w swój system transportowy. Jeżeli tak się stanie, to będziemy mieszkać przy autostradzie nowoczesnych technologii, a sam Kraków będzie tylko na tym korzystał.

Jeśli mówimy o komunikacji, to nie sposób nie powiedzieć o Balickim Węźle Komunikacyjnym. W 2007 roku podpisano umowę, w której była mowa o zrealizowaniu tego projektu. Uczestniczyłem w tym projekcie, wspomagając wówczas twórcę tej umowy, który wymyślił, że port w Balicach musi być dobrze skomunikowany, aby być znaczącym portem lotniczym w naszym regionie. Wszyscy zgodzili się, że powinna powstać przynajmniej dwupasmowa droga, aby wyprowadzić ruch z Krakowa obwodnicą.

Przekonywałem ministra infrastruktury, aby połączyć Dworzec Główny z lotniskiem, ale niestety zakończyło się to fiaskiem. Zawiedli rządzący. Gdyby to przedsięwzięcie zostało zakończone, mielibyśmy jeden z najlepiej skomunikowanych z centrum miasta port lotniczy. Dodatkowo "wyrzucony" na, zewnątrz, który może się rozwijać. Teraz cofamy się.


A jak według pana, powinna wyglądać współpraca z powiatami okalającymi Kraków?

Gdy zostałem szefem Komisji Infrastruktury i Gospodarki Komunalnej Rady Powiatu, uzgodniłem, iż nie ma możliwości, aby samorządy graniczące z Krakowem, prowadziły politykę infrastrukturalną niezgodną z miastem, bo to jest nielogiczne i drogie. Stąd też w porozumieniu z Krakowem można zdziałać więcej. Wspólnie ustaliliśmy, że Północna Obwodnica Krakowa jest priorytetem. Podjęliśmy inicjatywy na rzecz realizacja północnego obejścia Krakowa. Dzięki temu, po 10 latach mamy węzeł Modlnica. Kolejnym etapem, który musi zostać zrealizowany to odcinek między "siódemką" a węzłem na drodze 94, bo to daje szanse, że tranzyt zostanie wyrzucony za miasto. Jeżeli S7 zrealizujemy do Rybitw, to tranzyt pójdzie na A4. Wszystko wymaga czasu, ale konsekwencja jest niezbędna bez względu na politykę. Bo miedzy innymi przez politykę Kraków i Małopolska została pozbawiona tych obiecujących inwestycji. Z uporem maniaka powtarzam, że rozbudowa sieci nie jest tylko dla krakowian, ale dla wszystkich przede wszystkim dla Polski.


Jak wygląda sprawa północnej obwodnicy Krakowa?

To jest ciekawe pytanie i dziękuję za nie. Północna obwodnica jest fenomenem. Właściciele terenów, który jest zarezerwowany pod pas drogowy, domagają się dysponowania swoją własnością. Ale nic nie mogą zrobić, ponieważ Państwo nie pozwala na to. Jeśli Państwo nie pozwala, to musi odkupić te grunty. Ciekawą i smutną rzeczą jest natomiast to, ile wydano pieniędzy na przygotowania. Jest to suma przekraczająca dwa miliony złotych. Dlaczego zostało tyle wydane? Bo samorząd był zachęcany przez rządzących. "Pokażcie coś, wykażcie się inicjatywą". Jednak po wyborach prezydenckich okazało się, że jednak ta droga nie będzie realizowana, jako droga krajowa, bo nie ma uzasadnienia ekonomicznego.

To nie pierwszy przypadek, gdy minister Grabarczyk coś obiecywał. Razem z klubem parlamentarnym PiS odwiedzaliśmy różne województwa i jadąc do Nysy, chciałem się przygotować pod kątem infrastruktury. I co znalazłem? Zapewnienia Cezarego Grabarczyka, że wokół Nysy zostanie zbudowana obwodnica. Co lepsze! Pojawiły się bilbordy z datą: maj 2011 - rozpoczęcie budowy obwodnicy! Kiedy okazało się, że ta obwodnica nie powstanie – wypisz, wymaluj - dokładnie ten sam przypadek jak z krakowską S7. Według mnie, pan Grabarczyk specjalnie wprowadzał w błąd samorządowców. Na mównicy sejmowej zapytałem, kto weźmie odpowiedzialność za zmarnowane publiczne pieniądze w wysokości ponad 2 milionów złotych. Ponieważ ktoś musi za to ponieść odpowiedzialność. W jakiejkolwiek instytucji prywatnej osoba, która zmarnowała tyle pieniędzy zostałaby wyrzucona i pewnie zawiadomiono by organy ścigania.


W przypadku POK mamy do czynienia z jednej strony z brakiem odpowiedzi dla właścicieli gruntów, a z drugiej strony jest jakaś niechęć do realizacji tejże inwestycji, która już w części istnieje. Obwodnica wokół Krakowa musi zostać zbudowana! Obwodnica, która pozwoli przejechać w przeciągu kilkunastu czy kilkudziesięciu minut trasę, która teraz zabiera minimum godzinę.

Ostatnio mierzyłem czas przejazdu między węzłem Sidzina a węzłem Modlnica - przejechanie tej trasy zajęło mi 11 minut.


Rozumiem, że jechał Pan z prędkością dozwoloną?

Oczywiście. I to jest nie tylko szybki, ale przede wszystkim bezpieczny przejazd, bo aspekt bezpieczeństwa na drogach to kolejna przestrzeń, o której warto rozmawiać. Lepsze drogi to bezpieczniejsze drogi.

Ostatnio wracałem z Rzeszowa, gdzie byłem w prokuraturze w sprawie tej autostrady budowanej z iłu.


No właśnie i co z tą sprawą?

Przyjęto ode mnie informacje i czekamy. Uważam, że mamy do czynienia z mega historią! Apelowałem do dziennikarzy, by zajęli się tym temat, bo jest on tak śmierdzący jak ten ił, który wydobywa się w żwirowni i wozi na budowę autostrady, co mam udokumentowane fotograficznie. Kolejny krok należy już do prokuratury i musimy czekać na ich decyzje.


No dobrze, a co z tym przejazdem z Rzeszowa?

Jedziemy z moim współpracownikiem z Rzeszowa i zwracam mu uwagę na marnotrawstwo. Tam stoją setki, tysiące samochodów. W każdym jest człowiek, który traci czas. Już nie mówię o stracie benzyny czy zatruwaniu środowiska. Stoją tam setki ciężarówek, które wloką się z prędkością 30 km/h. Trasa z Rzeszowa do Krakowa zajęła nam ponad 4 godziny. Pytanie, czy my chcemy być zamożnymi ludźmi? Jeżeli chcemy nimi być, to zróbmy to, co do nich należy: patrzmy w przyszłość. Potrzebujemy dobrze rozwiniętej infrastruktury. Bez niej nie osiągniemy niczego.


Proszę powiedzieć - co więcej dla Krakowa, oprócz infrastruktury? Gdzie Pan widzi problemy? Co chciałby Pan zdziałać, np. w kwestii inwestycji kulturalnych w naszym mieście?

Panie redaktorze, chciałoby się skończyć z Polską kolesiów. I to nie może być tak, że jeżeli Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego mieszka w jednym z atrakcyjnych miast Polski, to musi tracić Kraków, a zyskiwać Wrocław na przykład. Z tym trzeba skończyć. Jeżeli mamy mówić o równomiernym rozwoju, to też należy pamiętać, że w ramach tego rozwoju istnieją tzw. lokomotywy. Jeżeli coś ma przyciągać ludzi ze świata to niech będzie to m.in. Kraków, który już i tak przyciąga, ale niech będzie to Kraków “dobrze uposażony”. Jeżeli nam warszawiacy mówią, że stolica generuje wiele kłopotów, ale i wiele potrzeb funkcjonowania administracji rządowej i wymaga większego nakładu środków, to Kraków także na to zasługuje i tego potrzebuje - to należy dostrzec.


Co jest w takim razie najważniejsze?

Przede wszystkim dalsza rozbudowa Kampusu UJ - to jest poza dyskusją. To także inwestycja w Szpital Uniwersytecki. Kraków był przodujący w tej dziedzinie i powinien tą palmę pierwszeństwa ponownie przejąć, a przejmie ją tylko wówczas, kiedy będzie dysponował nowoczesnymi placówkami zdrowotnymi. Mam tutaj na myśli przede wszystkim Szpital Uniwersytecki - tak dziecięcy jak i kliniczny.

Również Centrum Kongresowe. Często się zastanawiam, dlaczego wielkie fora nie są organizowane w Krakowie? Przecież mamy praktycznie wszystkie atrybuty! Mamy szybkie połączenie drogowe z Europą autostradą A4, mamy połączenia kolejowe, mamy bazę hotelową, wreszcie mamy coś, co nie wszyscy mają. Magię miasta, typową dla nas ogładę. Dlaczego te przedsięwzięcia nie są organizowane w Krakowie? Bo brakuje tego jednego, brakuje żeby ktoś - a to musi zrobić budżet państwa - wyłożył duże pieniądze na zrealizowanie takich centrów. I to jest dla Krakowa niezbędne.


No tak, ale Centrum Kongresowe w Krakowie wreszcie powstanie, podpisana została umowa z wykonawcą jakiś czas temu...

Panie redaktorze, ale to nie jest tak, że podatnik krakowski musi ponosić wszystkie koszta. Bo jeżeli będzie Centrum - to tylko podatnik krakowski będzie z niego korzystał? Cała Polska! I w tej perspektywie trzeba na to spojrzeć. I dlatego posłużyłem się tym przykładem warszawskim - jeżeli warszawiacy tłumaczą nam, że oni muszą mieć z budżetu państwa zastrzyk finansowy na realizację różnych przedsięwzięć i tłumaczą to argumentem, że to Warszawa, to my też musimy powiedzieć – bo to Kraków!

Kraków ten potencjał posiada i ten potencjał trzeba wykorzystać. Kraków należy doinwestować, aby można było później organizować przedsięwzięcia, które będą przynosiły korzyść państwu. Różnego rodzaju szczyty, fora, wystawy, targi - przecież można to organizować w Krakowie! Kraków na to zasługuje!




Zgadza się Pan z tym, że naszemu miastu brakuje takiego silnego orędownika czy grupy orędowników w Sejmie?

Tak, dzisiaj tak. Patrząc na to, co się stało na przełomie grudnia i stycznia, kiedy Program Budowy Dróg Krajowych został zmieniony i wiele inwestycji drogowych nie zostało ujętych, to działały takie właśnie porozumienia. Byłem pod wielkim wrażeniem, kiedy politycy i samorządowcy Lubelszczyzny, przedstawiciele różnych instytucji stanęli pod chorągwią ziemi lubelskiej i pod tą chorągwią wygrali dla siebie drogę, która jest dla nich drogą życia, czyli S17. Taki sam zastęp stanął pod chorągwią zachodniopomorską, i wygrali dla siebie S3. A my niestety przegraliśmy.


Nikt nie stanął pod taką chorągwią ziemi krakowskiej? Dlaczego?

Tego nie wiem, ja zwracałem się osobiście do parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej. Wysłałem list, w którym przedstawiłem listę zaniechanych inwestycji drogowych w Małopolsce i apelowałem do nich o wspólne działania na rzecz naszego regionu.


Otrzymał Pan odpowiedzi?

Nie otrzymałem od nikogo odpowiedzi. Od jednego z prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej z okręgu krakowskiego usłyszałem taką odpowiedź:. „Zobaczysz co się będzie działo w styczniu” . W styczniu nie zobaczyłem nic, oprócz nicości.

Następnie przekonywano nas, że to będzie kwiecień. I tak aż do przeniesienia planów na czas nieokreślony.

Nie wiem, dlaczego nie można stworzyć takiej grupy ponad podziałami do realizacji przedsięwzięć ważnych dla Krakowa. Odnoszę wrażenie, że przeciwnicy polityczni Prawa i Sprawiedliwości kierują się taką zasadą - im gorzej, tym lepiej dla nas.

Gdy słyszałem wystąpienie tego posła, kiedy został zapytany przez dziennikarzy, co będzie dla Krakowa, odpowiedział: „No to dla miasta to, to, to”  - enumeratywnie wymienił, a przede wszystkim obiecał pieniądze. „Jak wygramy wybory to na pewno będą te pieniądze”

A skąd te pieniądze? – można zapytać. „No, bo mamy znajomych ministrów, którzy na pewno te pieniądze dadzą”.

 

Co Pan sądzi o inicjatywnie profesora Hartmana o utworzeniu Krakowskiego Zespołu Poselskiego?

Jestem za organizacją różnorakich podmiotów, które mogą miastu pomóc. Nie odnosząc się do samej propozycji pana profesora, uważam, że każda płaszczyzna porozumienia na rzecz regionu jest warta wsparcia i uczestnictwa. Będę każdego namawiał, a znam moje koleżanki i moich kolegów, parlamentarzystów z Małopolski - oni wpisują się właśnie w taki nurt, że warto coś dla regionu zrobić i niekoniecznie tylko i wyłącznie z przyczyn politycznych. I niekoniecznie tylko dla tego, że to ja zrobię, więc ja będę beneficjentem, to ja będę miał korzyści polityczne. Zawsze w perspektywie powinna być korzyść społeczna, korzyść obywatela. Jeżeli to nam się uda to i tak wyborcy to docenią.


Jak pan oceni ostatnie cztery lata pod względem dbałości o Kraków?

Wyborca dzisiaj nie jest człowiekiem, któremu odjęło rozum, nie jest człowiekiem, który nie potrafi analizować. I możemy wieszać tysiące billboardów, emitować spoty wyborcze. Wyborcy nie są ciemnym tłumem! Wyborcy dostrzegą tych, którzy, dbają o region i miasto Kraków, Wielki Kraków - nie bez przyczyny stale powtarzam Wielki Kraków - bo to nie jest samo miasto, ale także byli jego mieszkańcy, bo przecież cała masa krakowian przenosi się pod Kraków. Zastanawiam się, dlaczego w ciągu tych 4 lat nie można było wykrzesać pieniędzy potrzebnych na te podstawowe inwestycje drogowe i z uporem maniaka będę do tego wracał, bo tutaj mogę sobie szukać odpowiedzi. Bo jeżeli dzisiaj usłyszę, że nie ma pieniędzy, nie było pieniędzy na Północną Obwodnicę, na Wschodnią Obwodnicę Krakowa, na Obwodnicę Zabierzowa i Skawiny, wreszcie na budowę Balickiego Centrum Komunikacyjnego, bo był kryzys to ja powiem: Panowie, to jest hipokryzja! Bo jeżeli Grabarczyk znalazł pieniądze dla Łodzi w kwocie 15 mld zł, to dla nas nie było 2, 3 czy 4 miliardów? To gdzie tu logika zrównoważonego rozwoju?



 




foto: andrzejadamczyk.pl

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech