Artykuł

Bankrut?

Autor: Dawid Kuciński

27-06-2011 18:43:20


Zaloguj się



Pół Rynku Głównego firmie budowlanej z Ciechocinka, drugie pół znanej sieci sklepów dyskontowych „Żuczek”, Sukiennice koncernowi tekstylnemu z Chin, kilka kamienic innym wierzycielom, stadion Wisły i Cracovii wystawiony na Allegro. I w ten sposób prezydent Majchrowski zdobywa pieniądze na kolejne Wianki i inne tego typu imprezy, na które tak ochoczo nas zaprasza.


Oczywiście przesadzam. Te kamienice i stadiony w zupełności wystarczyłyby na oddalenie widma bankructwa od miasta. Tylko, że na przeszkodzie stać może prawo lub zdrowy rozsądek. Polityków o to drugie nie podejrzewam, więc „in law we trust”. Chociaż znów nachodzi mnie smutna refleksja, że ufać, to nawet sobie nie można. Do rzeczy.



Od ogłoszenia stanu finansów Krakowa, media straszą mieszkańców miasta (zadłużone na ok. 2,5 mld zł) bankructwem. Jednak jak wygląda owo bankructwo, nikt nie wie, a nawet jeśli wie, to powiedzieć nie chce. Wiadomo jest tylko tyle, że zadłużone miasta mogą mieć problemy z uzyskiwaniem kolejnych kredytów lub kontynuowaniem inwestycji i jeśli zadłużenie przekroczy 60 proc. władzom miasta grozi odwołanie, ( zgaduję, że tego obawiają się najbardziej) i zostanie wprowadzony zarząd komisaryczny.

W zeszłym roku na zapłacenie rachunków zabrakło miastu 60 mln zł - ich płatność przełożono więc na rok obecny. Aby zrealizować plany budżetowe przyjęte na ten rok, miasto musi wypuścić obligacje warte ok. 300 mln zł. Pieniądze te nie pójdą na inwestycje, tylko na spłatę starych długów – podaje Gazeta Wyborcza.

W dużym uproszczeniu, Kraków można porównać do wielkiego koncernu międzynarodowym, działającego w różnych gałęziach gospodarki. Koncern ten w pewnym momencie zadłuża się, gdyż bierze liczne kredyty na inwestycje. Oprócz tego mało zarabia, ponieważ jest w fazie rozwoju, wydaje dużo pieniążków na różne imprezy, aby przypodobać się pracownikom (mieszkańcom, którzy odwdzięczą się głosami przy urnach) i klientom (potencjalnym inwestorom, turystom) etc. A więc przy ustalaniu budżetu na rok następny, musi wziąć pod uwagę spłacenie tychże inwestycji oraz imprez. Wszystko idzie dobrze, obliczenia pokazują, że problemu żadnego nie ma. Lecz w pewnym momencie przychodzi okropna Regionalna Izba Obrachunkowa i mówi, że dług Krakowa jest o 280 mln większy niż wynikało to z obliczeń miejskich urzędników, ponieważ wlicza w to odroczone płatności na inwestycje, i w takim wypadku miasto nie będzie mogło wypuścić obligacji.

Tylko, co to w praktyce oznacza? Podwyższenie podatków, cen biletów MPK? Na razie o tym cisza. Faktem jest tylko wstrzymanie inwestycji np. modernizacja oddziału chirurgicznego w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym. Urzędnicy korzystając z wakacji, działają w cieniu gabinetów i starają się nie stresować mieszkańców. Jedyne, co teraz można zrobić, to czekać na wynik obrad kolegium, które będzie się zastanawiać 29 czerwca nad programem naprawczym. Co z tego wyniknie? Dowiemy się już w tym tygodniu.



Ale żeby nie kończyć tak pesymistycznie, sprawdziłem, czy w ostatnich dwudziestu latach upadło jakiekolwiek polskie miasto, wieś choćby. Niespodzianki nie będzie. Co więcej, takiego przypadku w historii państwa Polskiego nie było.

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech