Artykuł
Czy Kraków to tylko stare mury, bogata architektura i klimatyczne miejsca? To dobre pytanie. W dzisiejszych czasach, jednak to nie wszystko. Coraz ważniejsze stają się tereny zielone.Gród Kraka ma pewnego rodzaju pecha, gdyż umiejscowiony jest w kotlinie, która uniemożliwia rozchodzenie się zanieczyszczeń. Przez to stężenie pyłów i substancji szkodzących przewyższa wszelkie standardy. Najgorzej jest w zimie. Ale teraz, korzystając z lata, krakowianie powinni zadbać o to, aby w ich mieście powietrze było jak najczystsze. Jak to zrobić?
Stare chińskie powiedzenie mówi: „Chcesz być szczęśliwy jeden dzień - upij się, chcesz być szczęśliwy tydzień - ożeń się, chcesz być szczęśliwy całe życie - zostań ogrodnikiem”. I nie dość, że będziesz szczęśliwy, to uszczęśliwisz innych. Problemem może być tyko to, iż dokładnie nie wiadomo, do kogo te kilka metrów chwastów pod blokiem należy. Być może znalazłoby się kilka osób, które chciałby zająć się tym niezagospodarowanym metrażem, ale brakuje im odwagi lub administrator zabrania. Jednak w większości wypadków, pewnie chodzi o chęci, a raczej ich brak.
Całkiem inna sytuacja panuje na obrzeżach Krakowa. Ludzie chętnie uprawiają swoje ogródki warzywne, pielęgnują ogrody. Jednak niepokojąca staje się moda na iglaki. Krzewy i drzewa liściaste zostają powoli wypychane przez różnego rodzaju tuje, świerki, sosny, które nie tracą liści, są ponoć odporniejsze na szkodniki oraz szybciej rosną. Ludzie zapominają o jednej ważnej rzeczy – rozkładaniu dwutlenku węgla i oddawaniu czystego tlenu. Zamiast walczyć z globalnym ociepleniem (o ile takie istnieje) ustawami ograniczającymi emisje CO2, powinno się sadzić więcej drzew liściastych, które są nieporównywalnie "lepsze" w te klocki niż iglaki.
I dochodzimy do punktu, gdy Kraków przestaje być kamieniem i betonem, a zamienia się w miejsce, gdzie żyją ludzie oraz zwierzęta, a do życia potrzebują natury. Ogrody towarzyszą człowiekowi od zawsze. Nie rezygnujmy z tego. To prawda, że mamy planty, liczne parki, błonia. Lecz to za mało. Najważniejsze jest to – idąc za Kandydem – aby „uprawiać swój własny ogródek”. Te słowa można spokojnie potraktować literalnie.
Tym bardziej cieszy zainteresowanie organizowanym od 16 lat konkursem „Ogrody sąsiedzkie” i „Pnącza dla Krakowa”. Blisko sto zgłoszeń wpłynęło na tegoroczną edycje. I organizatorzy są zadowolenie. Mnie jednak to nie przekonuje. W mieście, w którym żyje od 750 tys. ludzi do blisko miliona (w porze roku akademickiego), to niewiele. A przecież wystarczyły wziąć kopaczkę, wsadzić kilka gałązek, cebulek kwiatów i cieszyć się.
Komentarze |






