Artykuł
O Woodstocku pisali już wszyscy i chyba napisali wszystko, więc dlaczego i my nie mielibyśmy o
tym wspomnieć?
Woodstock zorganizowany był już po raz siedemnasty, a po raz ósmy w Kostrzynie nad Odrą. Jak
zwykle organizacja samego Przystanku była wielkim przedsięwzięciem i jak zwykle się udała.
Fama niesie, że w tym roku było nawet siedemset tysięcy ludzi! To ogromna liczba, myślę że
pod tym względem festiwal jest w ścisłej czołówce świata, może nawet przewodzi wszystkim
innym festiwalom. Wedle badań Havas Sports & Entertainment Woodstock jest trzecim najlepiej
zorganizowanym festiwalem na starym kontynencie (lepiej wypadły tylko kultowy Glastonbury i
Oya) i pierwszym pod względem efektywności wykorzystania środków jakimi festiwale dysponują.
Wart odnotowania jest też fakt, że pod tym względem na drugim i trzecim miejscu znalazły się
dwie inne polskie masowe imprezy: Off Festival i Open'er. Lepiej być nie mogło.
Największym problemem Przystanku jest to, że aby zobaczyć wszystko, co się dzieje, trzeba by
złamać wiele z norm etycznych jak i przyspieszyć rozwój nauk – innymi słowy sklonować się. I to
przynajmniej dwu – trzykrotnie. Ogrom terenu i imprez na nim organizowanych jest niemożliwy
do ogarnięcia przez jedną osobę; tym większe wyrazy uznania dla Jurka Owsiaka za to co i jak
robi! Z tego też powodu, choćbym bardzo chciał, nie mogę wam opowiedzieć nawet o wszystkich
koncertach. Dlatego też opowiem tylko pokrótce o kilku wybranych. Ale może od początku.
Jeszcze przed rozpoczęciem imprezy na ASP pojawił się Tomasz „Titus” Pukacki, lider i wokalista
Acid Drinkers. Po Titusie w ASP pojawił się Bartosz Węglarczyk, dziennikarz Gazety Wyborczej,
szerzej znany jako współprowadzący z Kingą Rusin Dzień Dobry TVN. Później na tej samej scenie
ślub wzięli Joanna Pietrzyk i Aleksander Ryżek – gratulacje!
Zobacz galerię zdjęć z Przystanku Woodstock 2011!
Oficjalnie około godziny piętnastej festiwal otworzył Jurek Owsiak, nad naszymi głowami
przeleciały Iskry tworząc na niebie polską flagę, tuż za nimi przeleciały F-16 – huk był tak
ogromny, że trzeba było zatkać uszy, żeby nie ogłuchnąć. Wrażenie było naprawdę piorunujące.
Zaraz po otwarciu na scenę wkroczył zespół Plateau ze swoim projektem Grechuta – nowe
aranżacje Mistrza wypadły wcale nieźle. Po Plateau na scenę wkroczyły zespoły takie jak
Chilli, Raggafa, Kumka Olik czy Heaven Shall Burn. Pierwszy dzień Woodstocku zakończył
się wyczekiwanymi koncertami Zebrahead, H-Blockx i Skindred – energia wydobywająca się z
ogromnej sceny była niesamowita. Chyba nie było nikogo, kto by się dobrze nie bawił!

Drugi dzień rozpoczął się spotkaniem na ASP z Markiem Belką, byłym premierem, aktualnie
prezesem Narodowego Banku Polskiego. Później gościem był Marek Koterski – tego reżysera
chyba nikomu nie trzeba przedstawiać - oraz Piotr Pustelnik, nasz wspaniały himalaista. Koncerty
wystartowały występem Luxtorpedy. Energetyczny koncert spodobał się fanom twórczości Litzy.
Później tłumy przed sceną główną rozkręcali między innymi Jędrzej „Kodym” Kodymowski z
Apteką, austriacki zespół Kontrust ze świetną polską wokalistką Agatą Jarosz, po których, szczerze
powiedziawszy, spodziewałem się większej energii – co wcale nie oznacza, że ludzie się źle bawili.
Pani Agata bardzo mocno starała się nawiązać kontakt z publicznością, a ta nie była głucha na jej
starania. Zaraz po Kontrust, na głównej scenie pojawił się Jurek Owsiak z Pucharem Mistrzostw
Europy, który wcześniej można było oglądać w namiocie Carlsberga. Później wystąpiła chyba
największa gwiazda drugiego dnia, czyli Helloween - na cześć których przygotowano nawet
specjalne Woodstockowe koszulki. Następnie wystąpił zespół Riverside, który, choć nie bardzo
pasował do specyfiki festiwalu, dał bardzo dobry koncert (wokalista Riverside Mariusz Duda nawet
zażartował, że po raz pierwszy na świecie zespół grający rocka progresywnego wystąpił przed
publicznością liczącą więcej niż sto osób). Zaraz po nich na scenę wkroczył Projekt Republika.
Moim zdaniem - druga największa kontrowersja tegorocznego Festiwalu. Miałem wrażenie, że
koncert był przygotowany jakby w biegu: po krótkiej prezentacji aktualnej działalności byłych
członków Republiki rozpoczął się właściwy występ. Odebrałem to tak, jakby wokaliści dostali
kilka dni na to, żeby mniej lub bardziej odwzorować Grzegorza Ciechowskiego, niemal bez własnej
inwencji. Dobrze to było widać zarówno przy występie Tomka „Lipy” Lipnickiego, którego na
początku w ogóle nie było słychać z racji wyciszonego mikrofonu, oraz gdy na scenę wszedł Glaca,
który śpiewał Białą Flagę. Po krótkiej solówce Zbigniewa Krzywańskiego Glaca, zdaje się, myślał,
że ten będzie ją kontynuował, bo w tym momencie nastąpił mały zgrzyt. Muzycy przez krótką
chwilę nie bardzo wiedzieli co zrobić dalej. Glaca potrafił jednak nawiązać kontakt ze słuchaczami:
na zakończenie swojego występu, wprowadzając w niemałą konsternację ochroniarzy, rzucił się ze
sceny w publiczność, która odpowiedziała mu natychmiastowo nosząc go na rękach. Drugi dzień
festiwalu zakończył się grubo po godzinie czwartej nad ranem, gdy po ostatnim bisie schodził ze
sceny zespół Dog Eat Dog.
Ostatniego dnia na scenie ASP pojawił się Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania
Warszawskiego. Potem odbyło się fantastyczne spotkanie z aktorami Janem Nowickim i Andrzejem
Grabowskim – wieloletnia znajomość między oboma panami zaowocowała żywiołowymi
reakcjami ze strony publiczności zgromadzonej wokół zdecydowanie zbyt małego namiotu ASP.
Następnie na tej samej scenie miał się pojawić Wojciech Mann, którego niestety zatrzymały
sprawy osobiste i na spotkanie nie dotarł. Niejako w zamian za niego później na scenie pojawił się
Piotr „Glaca” Mohamed. Występy na dużej scenie (co tam dużej – ogromnej) rozpoczął ponownie
Robert „Litza” Friedrich tym razem z dziecięcym zespołem Arka Noego – czyli laureat Złotego
Bączka sceny folkowej z zeszłego roku. Później zespół Buldog z nowym już wokalistą Tomaszem
Kłapczotem (wcześniej Akurat) oraz zespół Enej – laureat polskiego Złotego Bączka dużej sceny
(największą liczbę głosów na dużej scenie zdobyli Papa Roach, niestety, w tym terminie nie mogli
przyjechać, by dać standardowy koncert zwycięzców tego plebiscytu). Zaraz po Enej wystąpił
Airbourne, którzy oprócz świetnego koncertu zrobili też fantastyczny show, moim zdaniem
jeden z najlepszych. Między innymi wokalista zespołu Joel O'Keeffe wspiął się na rusztowanie
i zagrał niemal pod samym dachem sceny. Po Airbourne zagrali Gentleman & The Evolution i
tu nastąpiła wcześniej wspomniana największa kontrowersja. Otóż zaraz po Gentlemanach miał
wystąpić zespół The Prodigy – nie wątpliwie największa gwiazda tegorocznej edycji Przystanku
Woodstock. Jednak zażyczyli sobie oni (a konkretniej ich menedżer), aby publiczność od sceny
oddzielały barierki, dotąd nie spotykane na festiwalu. Były one rozstawiane właśnie podczas
koncertu Gentleman & The Evolution. Mimo to publiczność zachowała się wspaniale i dała
pracownikom technicznym miejsce, by ci mogli wykonać swoją pracę, bez której koncert The
Prodigy by się prawdopodobnie w ogóle nie odbył. Sami The Prodigy dali koncert świetny: przed
sceną zgromadził się chyba największy tłum jaki do tej pory Przystanek widział, niestety nic więcej
nie da się o tym powiedzieć. Zagrali największe przeboje, z własnej woli zagrali bisa i zniknęli ze
sceny – pozostawiając ogromny niedosyt, ale i otwarte drzwi dla Łąki Łan. Następnego dnia dały
się słyszeć głosy - nawet od samego Jurka Owsiaka - że The Prodigy byli niejako supportem dla
Łąki Łan. Po nich na scenę po raz kolejny wkroczył Piotr Bukartyk zamykając festiwal.
Wracając jeszcze na chwilę do The Prodigy – ich występ był kontrowersyjny jeszcze z innego
względu. Biorąc pod uwagę styl, w jakim grają, nie do końca pasowali do idei Przystanku. Jak
wypowiedziała się jedna z uczestniczek festiwalu „zespół przyciągnął na Przystanek dziwnych
ludzi, którzy normalnie patrzyliby z wyraźną odrazą w kierunku większości kolorowego tłumu,
jaki gości na festiwalu, a tu stają się niemal ich przyjaciółmi”. Ktoś mógłby spytać gdzie w
tym kontrowersja, przecież ideą Woodstocku jest łączenie różnych ludzi – dobrze, tylko sami
powiedzcie teraz, czy idea „Miłość, Przyjaźń i Rock and Roll” funkcjonuje poza festiwalem?
Niestety nie, a i obawiam się, że nawet podczas jego trwania nie obyło się bez niepotrzebnych
incydentów.
![]()
Chciałbym też wspomnieć o czymś bardzo ważnym. Po raz bodaj szósty na terenie Przystanku
odbyła się akcja krwiodawstwa i po raz szósty okazała się ona sukcesem. Wedle nieoficjalnych
danych dziennie krew oddawało niemal tysiąc osób! To niewyobrażalny sukces, choćby dlatego,
że wakacje to najgorszy okres dla regionalnych centrów krwiodawstwa i krwiolecznictwa: jest
najwięcej wypadków. Co za tym idzie, liczba potrzebnej krwi wzrasta, a dawcy wyjeżdżają, przez
co liczba donacji drastycznie spada. Akcje taka jak ta ratują niejedno życie, ale trzeba pamiętać, że
krwi wciąż brakuje. Dlatego z tego miejsca gorąco Was namawiam, wybierzcie się do najbliższego
centrum (w Krakowie główny punkt RCKiK mieści się na ulicy Rzeźniczej 11, ale krew można
oddać także w siedemnastu innych punktach) i poświęćcie trochę krwi. Pamiętajcie, że krew jest
niemożliwa do wyprodukowania, nie można jej niczym zastąpić a kiedyś może przydać się i Wam,
choć mam nadzieję, że nigdy taka potrzeba nie nastąpi.
Wróćmy jednak jeszcze do samego Woodstocku. Jak co roku do Kostrzyna przybyła masa ludzi,
często o skrajnie różnych poglądach kulturowych – zapewne było kilka incydentów, których
niemal wszyscy woleliby uniknąć, ale jak na taką liczbę uczestników festiwalu (w końcu można
by z nas stworzyć wcale niemałe miasto – nawet jak na światowe warunki) wszystko odbyło się
spokojnie. Jak co roku też PKP miało ogromny problem, żeby wszystkich sprawnie dowieźć
z powrotem do domów i jak co roku wiele osób na to narzekało. Przydałoby się, żeby nasz
narodowy przewoźnik w końcu zaczął wyciągać wnioski z poprzednich lat i przygotować się do tak
ogromnego przedsięwzięcia, w końcu i oni na tym korzystają. Trzymam kciuki, żeby w przyszłym
roku wszyscy spokojnie i w miarę wygodnie dojechali tak na przystanek, jak i do domów już po
zakończeniu najpiękniejszego festiwalu na świecie.
Podczas festiwalu odbyła się jeszcze cała masa różnych atrakcji, jak na przykład turniej piłki
nożnej, parady motocyklistów i brodaczy czy różne warsztaty w ASP, ale po szczegóły już was
odsyłam na stronę Przystanku.
Teraz pozostaje nam już tylko czekać na ogłoszenie kolejnych gwiazd, które odwiedzą ten wielki
festiwal za rok. A będzie to, jak już wspominałem, osiemnastka Woodstocku: liczę, że z tej okazji
będzie jeszcze więcej fajerwerków, niż w tym roku.
Do zobaczenia za rok. Sie ma!
autor: Jakub Zajączkowski Zither
Komentarze |






