Artykuł

Galeria osobliwości czyli Przystanek Woodstock

Autor: lovekrakow

08-09-2011 10:04:11


Zaloguj się



O Woodstocku pisali już wszyscy i chyba napisali wszystko, więc dlaczego i my nie mielibyśmy o tym wspomnieć?

Woodstock zorganizowany był już po raz siedemnasty, a po raz ósmy w Kostrzynie nad Odrą. Jak zwykle organizacja samego Przystanku była wielkim przedsięwzięciem i jak zwykle się udała. Fama niesie, że w tym roku było nawet siedemset tysięcy ludzi! To ogromna liczba, myślę że pod tym względem festiwal jest w ścisłej czołówce świata, może nawet przewodzi wszystkim innym festiwalom. Wedle badań Havas Sports & Entertainment Woodstock jest trzecim najlepiej zorganizowanym festiwalem na starym kontynencie (lepiej wypadły tylko kultowy Glastonbury i Oya) i pierwszym pod względem efektywności wykorzystania środków jakimi festiwale dysponują. Wart odnotowania jest też fakt, że pod tym względem na drugim i trzecim miejscu znalazły się dwie inne polskie masowe imprezy: Off Festival i Open'er. Lepiej być nie mogło. Największym problemem Przystanku jest to, że aby zobaczyć wszystko, co się dzieje, trzeba by złamać wiele z norm etycznych jak i przyspieszyć rozwój nauk – innymi słowy sklonować się. I to przynajmniej dwu – trzykrotnie. Ogrom terenu i imprez na nim organizowanych jest niemożliwy do ogarnięcia przez jedną osobę; tym większe wyrazy uznania dla Jurka Owsiaka za to co i jak robi! Z tego też powodu, choćbym bardzo chciał, nie mogę wam opowiedzieć nawet o wszystkich koncertach. Dlatego też opowiem tylko pokrótce o kilku wybranych. Ale może od początku. Jeszcze przed rozpoczęciem imprezy na ASP pojawił się Tomasz „Titus” Pukacki, lider i wokalista Acid Drinkers. Po Titusie w ASP pojawił się Bartosz Węglarczyk, dziennikarz Gazety Wyborczej, szerzej znany jako współprowadzący z Kingą Rusin Dzień Dobry TVN. Później na tej samej scenie ślub wzięli Joanna Pietrzyk i Aleksander Ryżek – gratulacje!

Zobacz galerię zdjęć z Przystanku Woodstock 2011!

Oficjalnie około godziny piętnastej festiwal otworzył Jurek Owsiak, nad naszymi głowami przeleciały Iskry tworząc na niebie polską flagę, tuż za nimi przeleciały F-16 – huk był tak ogromny, że trzeba było zatkać uszy, żeby nie ogłuchnąć. Wrażenie było naprawdę piorunujące. Zaraz po otwarciu na scenę wkroczył zespół Plateau ze swoim projektem Grechuta – nowe aranżacje Mistrza wypadły wcale nieźle. Po Plateau na scenę wkroczyły zespoły takie jak Chilli, Raggafa, Kumka Olik czy Heaven Shall Burn. Pierwszy dzień Woodstocku zakończył się wyczekiwanymi koncertami Zebrahead, H-Blockx i Skindred – energia wydobywająca się z ogromnej sceny była niesamowita. Chyba nie było nikogo, kto by się dobrze nie bawił!



Drugi dzień rozpoczął się spotkaniem na ASP z Markiem Belką, byłym premierem, aktualnie prezesem Narodowego Banku Polskiego. Później gościem był Marek Koterski – tego reżysera chyba nikomu nie trzeba przedstawiać - oraz Piotr Pustelnik, nasz wspaniały himalaista. Koncerty wystartowały występem Luxtorpedy. Energetyczny koncert spodobał się fanom twórczości Litzy. Później tłumy przed sceną główną rozkręcali między innymi Jędrzej „Kodym” Kodymowski z Apteką, austriacki zespół Kontrust ze świetną polską wokalistką Agatą Jarosz, po których, szczerze powiedziawszy, spodziewałem się większej energii – co wcale nie oznacza, że ludzie się źle bawili. Pani Agata bardzo mocno starała się nawiązać kontakt z publicznością, a ta nie była głucha na jej starania. Zaraz po Kontrust, na głównej scenie pojawił się Jurek Owsiak z Pucharem Mistrzostw Europy, który wcześniej można było oglądać w namiocie Carlsberga. Później wystąpiła chyba największa gwiazda drugiego dnia, czyli Helloween - na cześć których przygotowano nawet specjalne Woodstockowe koszulki. Następnie wystąpił zespół Riverside, który, choć nie bardzo pasował do specyfiki festiwalu, dał bardzo dobry koncert (wokalista Riverside Mariusz Duda nawet zażartował, że po raz pierwszy na świecie zespół grający rocka progresywnego wystąpił przed publicznością liczącą więcej niż sto osób). Zaraz po nich na scenę wkroczył Projekt Republika. Moim zdaniem - druga największa kontrowersja tegorocznego Festiwalu. Miałem wrażenie, że koncert był przygotowany jakby w biegu: po krótkiej prezentacji aktualnej działalności byłych członków Republiki rozpoczął się właściwy występ. Odebrałem to tak, jakby wokaliści dostali kilka dni na to, żeby mniej lub bardziej odwzorować Grzegorza Ciechowskiego, niemal bez własnej inwencji. Dobrze to było widać zarówno przy występie Tomka „Lipy” Lipnickiego, którego na początku w ogóle nie było słychać z racji wyciszonego mikrofonu, oraz gdy na scenę wszedł Glaca, który śpiewał Białą Flagę. Po krótkiej solówce Zbigniewa Krzywańskiego Glaca, zdaje się, myślał, że ten będzie ją kontynuował, bo w tym momencie nastąpił mały zgrzyt. Muzycy przez krótką chwilę nie bardzo wiedzieli co zrobić dalej. Glaca potrafił jednak nawiązać kontakt ze słuchaczami: na zakończenie swojego występu, wprowadzając w niemałą konsternację ochroniarzy, rzucił się ze sceny w publiczność, która odpowiedziała mu natychmiastowo nosząc go na rękach. Drugi dzień festiwalu zakończył się grubo po godzinie czwartej nad ranem, gdy po ostatnim bisie schodził ze sceny zespół Dog Eat Dog.

Ostatniego dnia na scenie ASP pojawił się Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. Potem odbyło się fantastyczne spotkanie z aktorami Janem Nowickim i Andrzejem Grabowskim – wieloletnia znajomość między oboma panami zaowocowała żywiołowymi reakcjami ze strony publiczności zgromadzonej wokół zdecydowanie zbyt małego namiotu ASP.

Następnie na tej samej scenie miał się pojawić Wojciech Mann, którego niestety zatrzymały sprawy osobiste i na spotkanie nie dotarł. Niejako w zamian za niego później na scenie pojawił się Piotr „Glaca” Mohamed. Występy na dużej scenie (co tam dużej – ogromnej) rozpoczął ponownie Robert „Litza” Friedrich tym razem z dziecięcym zespołem Arka Noego – czyli laureat Złotego Bączka sceny folkowej z zeszłego roku. Później zespół Buldog z nowym już wokalistą Tomaszem Kłapczotem (wcześniej Akurat) oraz zespół Enej – laureat polskiego Złotego Bączka dużej sceny (największą liczbę głosów na dużej scenie zdobyli Papa Roach, niestety, w tym terminie nie mogli przyjechać, by dać standardowy koncert zwycięzców tego plebiscytu). Zaraz po Enej wystąpił Airbourne, którzy oprócz świetnego koncertu zrobili też fantastyczny show, moim zdaniem jeden z najlepszych. Między innymi wokalista zespołu Joel O'Keeffe wspiął się na rusztowanie i zagrał niemal pod samym dachem sceny. Po Airbourne zagrali Gentleman & The Evolution i tu nastąpiła wcześniej wspomniana największa kontrowersja. Otóż zaraz po Gentlemanach miał wystąpić zespół The Prodigy – nie wątpliwie największa gwiazda tegorocznej edycji Przystanku Woodstock. Jednak zażyczyli sobie oni (a konkretniej ich menedżer), aby publiczność od sceny oddzielały barierki, dotąd nie spotykane na festiwalu. Były one rozstawiane właśnie podczas koncertu Gentleman & The Evolution. Mimo to publiczność zachowała się wspaniale i dała pracownikom technicznym miejsce, by ci mogli wykonać swoją pracę, bez której koncert The Prodigy by się prawdopodobnie w ogóle nie odbył. Sami The Prodigy dali koncert świetny: przed sceną zgromadził się chyba największy tłum jaki do tej pory Przystanek widział, niestety nic więcej nie da się o tym powiedzieć. Zagrali największe przeboje, z własnej woli zagrali bisa i zniknęli ze sceny – pozostawiając ogromny niedosyt, ale i otwarte drzwi dla Łąki Łan. Następnego dnia dały się słyszeć głosy - nawet od samego Jurka Owsiaka - że The Prodigy byli niejako supportem dla Łąki Łan. Po nich na scenę po raz kolejny wkroczył Piotr Bukartyk zamykając festiwal. Wracając jeszcze na chwilę do The Prodigy – ich występ był kontrowersyjny jeszcze z innego względu. Biorąc pod uwagę styl, w jakim grają, nie do końca pasowali do idei Przystanku. Jak wypowiedziała się jedna z uczestniczek festiwalu „zespół przyciągnął na Przystanek dziwnych ludzi, którzy normalnie patrzyliby z wyraźną odrazą w kierunku większości kolorowego tłumu, jaki gości na festiwalu, a tu stają się niemal ich przyjaciółmi”. Ktoś mógłby spytać gdzie w tym kontrowersja, przecież ideą Woodstocku jest łączenie różnych ludzi – dobrze, tylko sami powiedzcie teraz, czy idea „Miłość, Przyjaźń i Rock and Roll” funkcjonuje poza festiwalem? Niestety nie, a i obawiam się, że nawet podczas jego trwania nie obyło się bez niepotrzebnych incydentów.



Chciałbym też wspomnieć o czymś bardzo ważnym. Po raz bodaj szósty na terenie Przystanku odbyła się akcja krwiodawstwa i po raz szósty okazała się ona sukcesem. Wedle nieoficjalnych danych dziennie krew oddawało niemal tysiąc osób! To niewyobrażalny sukces, choćby dlatego, że wakacje to najgorszy okres dla regionalnych centrów krwiodawstwa i krwiolecznictwa: jest najwięcej wypadków. Co za tym idzie, liczba potrzebnej krwi wzrasta, a dawcy wyjeżdżają, przez co liczba donacji drastycznie spada. Akcje taka jak ta ratują niejedno życie, ale trzeba pamiętać, że krwi wciąż brakuje. Dlatego z tego miejsca gorąco Was namawiam, wybierzcie się do najbliższego centrum (w Krakowie główny punkt RCKiK mieści się na ulicy Rzeźniczej 11, ale krew można oddać także w siedemnastu innych punktach) i poświęćcie trochę krwi. Pamiętajcie, że krew jest niemożliwa do wyprodukowania, nie można jej niczym zastąpić a kiedyś może przydać się i Wam, choć mam nadzieję, że nigdy taka potrzeba nie nastąpi.

Wróćmy jednak jeszcze do samego Woodstocku. Jak co roku do Kostrzyna przybyła masa ludzi, często o skrajnie różnych poglądach kulturowych – zapewne było kilka incydentów, których niemal wszyscy woleliby uniknąć, ale jak na taką liczbę uczestników festiwalu (w końcu można by z nas stworzyć wcale niemałe miasto – nawet jak na światowe warunki) wszystko odbyło się spokojnie. Jak co roku też PKP miało ogromny problem, żeby wszystkich sprawnie dowieźć z powrotem do domów i jak co roku wiele osób na to narzekało. Przydałoby się, żeby nasz narodowy przewoźnik w końcu zaczął wyciągać wnioski z poprzednich lat i przygotować się do tak ogromnego przedsięwzięcia, w końcu i oni na tym korzystają. Trzymam kciuki, żeby w przyszłym roku wszyscy spokojnie i w miarę wygodnie dojechali tak na przystanek, jak i do domów już po zakończeniu najpiękniejszego festiwalu na świecie.
Podczas festiwalu odbyła się jeszcze cała masa różnych atrakcji, jak na przykład turniej piłki nożnej, parady motocyklistów i brodaczy czy różne warsztaty w ASP, ale po szczegóły już was odsyłam na stronę Przystanku.

Teraz pozostaje nam już tylko czekać na ogłoszenie kolejnych gwiazd, które odwiedzą ten wielki festiwal za rok. A będzie to, jak już wspominałem, osiemnastka Woodstocku: liczę, że z tej okazji będzie jeszcze więcej fajerwerków, niż w tym roku.
Do zobaczenia za rok. Sie ma!

autor: Jakub Zajączkowski Zither

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech