Artykuł
Przyszedł styczeń, a wraz z nim karnawał - czas tańców do białego rana, kąpieli w szampanie, balów przebierańców, weneckich masek, pióropuszy, cekinów i hektolitrów alkoholu. Co gorsza, wszyscy oczekują od Ciebie, że razem z nimi będziesz brał udział w tym konwencjonalnym sposobie celebrowania Nowego Roku. Jak to przetrwać?
Znajomi dniami i nocami organizują różne bardziej i mniej tematyczne imprezy, prześcigają się w opowieściach o „epickich” i „grubych” imprezach, próbują sobie przypomnieć konfiguracje, kto spał z kim oraz czym jest dziwna maź na ścianie w salonie. Nikt nie zauważa twoich sugestywnych, odpływających w dal spojrzeń, które są objawem weltschmerzu.
Żadne wymówki, nawet te, które jeszcze niedawno wydawały się murowane (np. „nie mogę, bo jestem już w piżamce” albo „nie mogę, bo kot na mnie leży”), zdają się do nich nie docierać – musisz pojawić się na tej czy innej domówce, jeżeli chcesz, żeby ktokolwiek jeszcze się do ciebie odezwał (i liczysz na notatki do sesji).
Niestety, z wypełnianiem tego typu towarzyskich obowiązków, często wiąże się tzw. syndrom dnia następnego. Podkreślmy jednak, że dla prawdziwego wyalienowanego młodego intelektualisty, wiąże się to przede wszystkim z kacem moralnym. Wyrzuty sumienia, że znowu uległeś namowom znajomych, założyłeś obowiązkowy t-shirt z zabawnym nadrukiem i okulary kujonki (mimo, że początkowo rozważałeś ubranie nagryzionego przez mole tureckiego swetra, żeby nie wypaść zbyt mainstreamowo), wypiłeś o kilka kieliszków Luksusowej za dużo (chociaż z reguły preferujesz whisky z lodem) i dałeś się uwieść dziewczynie, której imponujące tatuaże, rano okazały się dowodami samookaleczania. Z tego wszystkiego pogrążyłeś się w otchłaniach melancholii, a depresyjne przemyślenia zaowocowały bólami i zawrotami głowy, bólem żołądka, mdłościami, drżeniem rąk, suchością w ustach i ogólnym osłabieniem.
Oto kilka sprawdzonych sposobów na walkę z poimprezową chandrą:
1. Pij dużo (naprawdę dużo) wody - nawet 2 litry. Najlepiej z sokiem cytrynowym, który działa kojąco na twój delikatny żołądek, a witamina C zniweluje szkodliwy wpływ alkoholu na wszystkie cenne elementy twojego ciała (czyli szare komórki, naczynia krwionośnie, ciała jamiste i gąbczaste). Ewentualnie może być też Pepsi Twist lub Mountain Dew, ale po wypiciu 2 litrów takich napojów pilnuj, by nie oddalać się od WC.
2. Jedz banany – zawierają potas, który jest wypłukiwany z organizmu wraz z alkoholem. Jeśli niestety nie jesteś sam, co jest równoznaczne ze zjedzeniem banana na oczach znajomych – omiń ten punkt.
3. Połknij odpowiednie suplementy diety (magnez, witamina B6). Mógłbyś też zjeść kilka migdałów, ale znalezienie ich w studenckiej kuchni wydaje się równie prawdopodobne, jak scenariusz „Julii”.
4. Idź na spacer lub przynajmniej przejdź się do kiosku po gazetę. Jeśli nie masz siły – wystaw na chwilę głowę przez okno i głęboko oddychaj (wcześniej zapoznaj się z komunikatem o stanie powietrza w Krakowie).
5. Jeśli nadal czujesz się tak, jakbyś właśnie wrócił z podróży kosmicznej w metalowej opasce na głowie, zaciskanej coraz mocniej przez twoją byłą – weź środki przeciwbólowe. Pamiętaj tylko, żeby nie pomylić kolorów i wziąć te właściwe. Wystrzegaj się też zabawnych pigułek z uśmiechniętymi buźkami i dziwnymi krzyżykami.
6. Kiedy mdłości i biegunka już minęły, natomiast wyrzuty sumienia wręcz przeciwnie – zrób sobie porządnego drinka i (dla odciągnięcia myśli od ponurych rozważań) pograj na Xboxie. Równowaga psychiczna to podstawa.
Znajomi dniami i nocami organizują różne bardziej i mniej tematyczne imprezy, prześcigają się w opowieściach o „epickich” i „grubych” imprezach, próbują sobie przypomnieć konfiguracje, kto spał z kim oraz czym jest dziwna maź na ścianie w salonie. Nikt nie zauważa twoich sugestywnych, odpływających w dal spojrzeń, które są objawem weltschmerzu.
Żadne wymówki, nawet te, które jeszcze niedawno wydawały się murowane (np. „nie mogę, bo jestem już w piżamce” albo „nie mogę, bo kot na mnie leży”), zdają się do nich nie docierać – musisz pojawić się na tej czy innej domówce, jeżeli chcesz, żeby ktokolwiek jeszcze się do ciebie odezwał (i liczysz na notatki do sesji).
Niestety, z wypełnianiem tego typu towarzyskich obowiązków, często wiąże się tzw. syndrom dnia następnego. Podkreślmy jednak, że dla prawdziwego wyalienowanego młodego intelektualisty, wiąże się to przede wszystkim z kacem moralnym. Wyrzuty sumienia, że znowu uległeś namowom znajomych, założyłeś obowiązkowy t-shirt z zabawnym nadrukiem i okulary kujonki (mimo, że początkowo rozważałeś ubranie nagryzionego przez mole tureckiego swetra, żeby nie wypaść zbyt mainstreamowo), wypiłeś o kilka kieliszków Luksusowej za dużo (chociaż z reguły preferujesz whisky z lodem) i dałeś się uwieść dziewczynie, której imponujące tatuaże, rano okazały się dowodami samookaleczania. Z tego wszystkiego pogrążyłeś się w otchłaniach melancholii, a depresyjne przemyślenia zaowocowały bólami i zawrotami głowy, bólem żołądka, mdłościami, drżeniem rąk, suchością w ustach i ogólnym osłabieniem.
Oto kilka sprawdzonych sposobów na walkę z poimprezową chandrą:
1. Pij dużo (naprawdę dużo) wody - nawet 2 litry. Najlepiej z sokiem cytrynowym, który działa kojąco na twój delikatny żołądek, a witamina C zniweluje szkodliwy wpływ alkoholu na wszystkie cenne elementy twojego ciała (czyli szare komórki, naczynia krwionośnie, ciała jamiste i gąbczaste). Ewentualnie może być też Pepsi Twist lub Mountain Dew, ale po wypiciu 2 litrów takich napojów pilnuj, by nie oddalać się od WC.
2. Jedz banany – zawierają potas, który jest wypłukiwany z organizmu wraz z alkoholem. Jeśli niestety nie jesteś sam, co jest równoznaczne ze zjedzeniem banana na oczach znajomych – omiń ten punkt.
3. Połknij odpowiednie suplementy diety (magnez, witamina B6). Mógłbyś też zjeść kilka migdałów, ale znalezienie ich w studenckiej kuchni wydaje się równie prawdopodobne, jak scenariusz „Julii”.
4. Idź na spacer lub przynajmniej przejdź się do kiosku po gazetę. Jeśli nie masz siły – wystaw na chwilę głowę przez okno i głęboko oddychaj (wcześniej zapoznaj się z komunikatem o stanie powietrza w Krakowie).
5. Jeśli nadal czujesz się tak, jakbyś właśnie wrócił z podróży kosmicznej w metalowej opasce na głowie, zaciskanej coraz mocniej przez twoją byłą – weź środki przeciwbólowe. Pamiętaj tylko, żeby nie pomylić kolorów i wziąć te właściwe. Wystrzegaj się też zabawnych pigułek z uśmiechniętymi buźkami i dziwnymi krzyżykami.
6. Kiedy mdłości i biegunka już minęły, natomiast wyrzuty sumienia wręcz przeciwnie – zrób sobie porządnego drinka i (dla odciągnięcia myśli od ponurych rozważań) pograj na Xboxie. Równowaga psychiczna to podstawa.
Agata Knapek
foto: vice.com/pl/dos-and-donts
Komentarze |






