Artykuł
Pierwsza grupa stewardów pojawiła się na stadionie 15 marca 2011 roku na meczu pucharowym z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Ona na stadionie Wisły Kraków zadebiutowała 9 kwietnia w meczu z Bełchatowem. Nosi całkiem niekobiecą żółtą kamizelkę, ale wcale jej to nie przeszkadza. O kim mowa?
Po co stewardzi na stadionie? Pokazujecie jak zachowywać się, gdy dana drużyna strzeli bramkę lub gdzie są maski tlenowe w razie przegranej? – zapytaliśmy Kasię Pilch – jedną ze stewardów na stadionie krakowskiej Wisły.
Stewardzi to coś pomiędzy ochroną a obsługą meczu. Większa część ludzi przychodzących na mecze to oczywiście zagorzali kibice i stali bywalcy, ale zdarzają się też tacy, którzy na stadionie (albo w ogóle na tego typu imprezie sportowej) są pierwszy raz. My najczęściej pomagamy w takich prostych, zwyczajnych sprawach: gdzie jest toaleta, gdzie można kupić coś do jedzenia czy picia, jak znaleźć swój rząd i miejsce. Mamy także dbać o to, by przejścia i korytarze się nie „zakorkowały”, co mogłoby utrudnić ewentualną ewakuację stadionu, gdyby zaszła taka potrzeba. Pamiętam, że kiedyś do mojego kolegi, również stewarda Wisły Kraków, po jakimś przegranym meczu podszedł kibic i wypalił: „Halo! Skoro jest pan służbą informacyjną to niech mi pan wytłumaczy jak napastnik może nie trafić do pustej bramki z trzech metrów?!”
Idziecie więc za przykładem angielskiej Premier League.
Tak miało być. Po jednym sezonie widać natomiast dobitnie, że to chyba niemożliwe, przynajmniej przy takiej jak dotychczas organizacji pracy i stosunku do całej sprawy… (Znaczące milczenie).
Na sektorze E25, po lewej stronie, ktoś zamalował numery rzędów na schodkach i podczas ostatniego meczu (z Zagłębiem Lubin – przyp. red.) wielu kibiców miało problem ze znalezieniem swojego miejsca. Wskazywaliśmy im wiec pierwszy rząd i radziliśmy, żeby liczyli rzędy i miejsca, bo przecież przy tysiącach ludzi wchodzących na sektor nie jesteśmy w stanie każdego prowadzić za rękę do jego siedzenia.
Wydaje mi się, że Mistrz Polski, poważny klub z wielkimi tradycjami aspirujący do Ligi Mistrzów nie powinien mieć takich problemów.
Poza tym, jeśli ktoś (nawet jak ma dobre chęci i chce usiąść na swoim miejscu, a nie gdziekolwiek) nie znajdzie swojego miejsca, które ma na imiennym bilecie, to siądzie gdziekolwiek, więc jeśli dojdzie do jakiejś awantury, i wychwyci go monitoring, to wszystko weźmie w łeb, ponieważ okaże się, że mało kto siedzi na swoim miejscu.
Mimo tych problemów, wydaje się być lekką i łatwą robotą.
Cóż, nie powiem żeby była to robota trudna i znojna... Ale też nie jest to aż taka sielanka jak się wydaje.
W chwili, gdy coś się dzieje na boisku to na trybunach zawsze zaczynają narastać emocje. Wystarczy żeby ktoś nagle wstał i zaczął gestykulować, a osoba za nim ma już mocno ograniczone pole widzenia. Jeśli w tym czasie na murawie rozgrywa się jakaś kluczowa akcja to łatwo można sobie wyobrazić jak to się kończy – pretensjami do stewardów, zarządu klubu i całego świata, że: "nie widziałem bramki!". Osobiście już wiele razy musiałam interweniować i słuchać różnego rodzaju wyzwisk pod moim adresem w sprawach, w których absolutnie niczym nie zawiniłam. Kiedyś też jeden pan mocno awanturował się, że podłoga trybuny pod jego nogami jest mokra (padało wtedy mocno przez cały dzień) i żeby ktoś przyniósł mu jakąś deskę, bo chce oprzeć stopy na czymś suchym… Wrzeszczał przy tym na mnie, tak jakbym sama osobiście projektowała nasz stadion i nie dopilnowała tej sprawy specjalnie, żeby zrobić mu na złość. Pamiętam też przypadek, kiedy pijany kibic groził jednej z moich koleżanek. Skończyło się oczywiście interwencją ochrony i wyprowadzeniem tego człowieka.
Krótko mówiąc w każdej pracy z ludźmi, tutaj też wszystko zależy od tego, na kogo się trafi.
Jesteś jedyną kobietą-stewardem na stadionie Wisły?
Nas (stewardess, choć tego słowa w tym przypadku chyba nie powinno się odmieniać) jest na Wiśle w tym momencie dość dużo. Z tego, co pamiętam ogłoszenie dotyczące tej pracy było sformułowane w taki sposób, żeby zachęcić przede wszystkim kobiety.
No i uczono nas na szkoleniu, że kibice „lepiej” reagują na kobiety stewardów niż na mężczyzn.
Lepiej, czyli jak?
Och, różnie... Z reguły uśmiechem, czasem jakimś mniej czy bardziej kulturalnym komentarzem. Chociaż jedna sytuacja utkwiła mi w głowie. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy byłam strasznie zdenerwowana.
Stałam sama na korytarzu, podczas ligowego meczu, więc nie było wielu ludzi. Wszyscy siedzieli na trybunach, tylko co jakiś czas mijali mnie ci, którzy wychodzili do toalet. Nagle widzę kibica – taki typowy „kark” – w różowej koszulce, żeby było ciekawiej. Podchodząc do mnie, uśmiecha się, więc odwzajemniłam uśmiech. Chyba potraktował to opacznie, ponieważ podszedł do mnie i zaczął dotykać rękami mojej twarzy. Byłam po prostu zszokowana tym zachowaniem, szybko pogroziłam ochroną i dał mi spokój.
Kiedyś też, jeden kibic spytał mnie czy będę go dziś „obsługiwać”. Ale generalnie jest wielu takich, którzy podchodzą po prostu żeby sobie pogadać głupio, trochę poflirtować. I z reguły mieści się to w granicach kultury i taktu. Atmosfera ma być przyjemna, więc też żadna "stewardka" nie obraża się o byle słowo czy puszczone oczko.
Co jest największą zmorą – Twoim zdaniem – podczas meczu?
Nie wiem czy największą, ale stanowczo najczęstszą są papierosy. Wedle ustawy o organizacji imprez masowych, palenie jest niedopuszczalne, o czym strasznie topornie przekonują się nasi kibice. Choć wina leży też po stronie klubu – brakuje widocznych informacji o tym zakazie, rozlokowanych w kluczowych miejscach, przez co często kibice nie wiedzą nawet, że łamią regulamin. Myślę, że dużo pomógłby także krótki komunikat od spikera.
W tym sezonie na Reymonta będą wreszcie przyjeżdżać kibice gości. Do tej pory ich nie było. Boisz się trochę?
Moim zdaniem atmosfera jest dużo lepsza, kiedy są kibice gości. Nawet te wulgaryzmy, które sobie nawzajem posyłają to tak naprawdę element tego całego wydarzenia, taki koloryt, coś, co tworzy klimat meczu. Problem pojawia się wtedy, kiedy wraz z tymi przyśpiewkami rodzi się pociąg do obicia komuś twarzy za niewłaściwy kolor szalika.
Czy się boje? Nie. Cieszę się, że będzie jeszcze więcej intensywnych, ale pozytywnych (mam nadzieję) emocji.
Swoją drogą, na ostatnim meczu (z Zagłębiem Lubin – przyp. red.) była stosunkowo mała grupka kibiców przyjezdnych i wielki szacunek dla nich, bo przez pierwsze minuty meczu było ich słychać na całym stadionie.
Co należy zrobić, aby zostać stewardem?
Należy wejść na oficjalną stronę Wisły Kraków (www.wisla.krakow.pl – przyp. red.) w sieci i poszukać informacji o rekrutacji.
Następnie trzeba wysłać CV ze zdjęciem na podany adres, przejść 3-dniowe szkolenie i zdać komplet testów. Po zdaniu tych testów otrzymuje się certyfikat pracownika służby informacyjnej, który uprawnia do ochraniania imprez sportowych oraz kulturalnych.
Wszystkich chętnych (powyżej 20 roku życia - to ważne!) oczywiście serdecznie zapraszamy. Nowa trybuna potrzebuje nowych stewardów!
Kogo ze składy Wisły lubisz najbardziej i dlaczego?
Patryka Małeckiego. On jest symbolem tego klubu! Wzrusza mnie bardzo widok, gdy klęczy na murawie przed każdym meczem. To jak prowadził doping podczas jednego meczu w tamtym sezonie było niesamowite. Odnoszę wrażenie, że nie da się go nie lubić. Choć zdania są mocno podzielone. Do grzecznych i pokornych, obiektywnie rzecz biorąc, nie należy.
Muszę też przyznać, że Maor Melikson jest także super!
Jak oceniasz szanse na awans do fazy grupowej LM?
Mówią, że jeśli nie teraz i nie na plecach mistrza Cypru to nigdy ;)
Komentarze |






