Artykuł

Kraków idealny?

Autor: Dawid Kuciński

29-10-2011 0:41:01


Zaloguj się



Przeglądając obcojęzyczne fora turystyczne możemy znaleźć bardzo wiele pozytywnych opinii na temat Krakowa. Ci, którzy już byli, polecają innym nasze miasto, mówiąc o nim jako o stolicy polskiej kultury, żyjącej dniem i nocą. Turyści doceniają architekturę Starego Miasta, interesują ich historia i krakowskie legendy, podkreślają także polską życzliwość. Czy to oznacza, że Kraków jest idealny?

 

Mówi się, że nie ma rzeczy idealnych. Dlatego też każde miasto, nieważne jak bardzo byłoby piękne i magiczne, posiada pewne cechy, które nie będą odpowiadać osobom przyjezdnym. Jest kilka takich elementów krakowskiej rzeczywistości, które mogą, w większym lub mniejszym stopniu, obniżyć komfort wypoczynku i podróżowania.  


Pierwszym miejscem, z którym turyści mają styczność, jest Dworzec Główny. Jaki dworzec jest, każdy widzi. Trwają tam prace remontowe, które od pewnego czasu utrudniają przemieszczanie się między peronami. Utrudniają, ale nikt nie powinienem mieć o to większych pretensji. Jeśli chcemy elegancki i nowoczesny dworzec trzeba trochę pocierpieć! Turyści jednak bardziej niż na remont, narzekają na dużą liczbę bezdomnych i żebrzących, którzy oblegają tamte okolice. Niestety, kierując się w stronę Rynku ich liczba nie maleje. Są to sprawy, które denerwują zarówno turystów jak i nas - mieszkańców. Inną kwestią, równie irytującą, są publiczne toalety w centrum miasta (a raczej ich brak). Jakieś są, ale nie wiadomo gdzie. Jak już się jakaś znajdzie, to okazuje się, że „za krzaczkiem” jest lepszy standard. W rezultacie turyści wydają pieniądze na toalety w restauracjach narzekając na słabo rozwiniętą sieć toalet miejskich.

Mimo tego, że turyści zwiedzają jedynie mały obszar Krakowa, jakim jest Stare Miasto i Kazimierz łatwo się gubią. Już w pierwszych momentach, kiedy uda im się opuścić Dworzec Główny, są zdezorientowani. Nie ma tablic informujących jak w łatwy sposób dotrzeć do Rynku czy w inne ważne miejsca. Turysta zazwyczaj robi trzy okrążenia wokół Sukiennic szukając wejścia do muzeum w podziemiach, po drodze wstąpi do kilku punktów informacji turystycznej z prośbą o pomoc. Jest wysyłany z jednego końca Rynku na drugi. Kiedy rezygnuje i wpada na pomysł, aby zwiedzić Wawel, problem pojawia się na nowo: w którą stronę?! W tej sytuacji turyści zdani są jedynie na swoje mapki i przewodniki po mieście. Bez wahania można stwierdzić, że brakuje nam systemu informacji turystycznej, który znacznie ułatwiłby turystom poruszanie się po Krakowie. 


Do you speak english?

Z pozytywnej odpowiedzi na to pytanie, zadowoleni będą jedynie angielskojęzyczni turyści. W rzeczywistości: Niemiec denerwuje się, że w Polsce nie mówi się po niemiecku. Włoch, że nie mówimy po włosku, a Francuz, że go nie rozumiemy. Większość też okazuje wielkie zdziwienie, kiedy nie ma możliwości zapłacenia we własnej walucie.  Oczywiście nie wszyscy turyści są tacy. Niektórzy są na tyle mili, że nauczą się kilku podstawowych zwrotów po polsku i sprawia im to ogromną radość. Takie zachowania są zależne od tego, w jaki sposób postrzegamy świat i inne kultury. U niektórych turystów widać silny etnocentryzm, a przecież celem podróżowania jest raczej poznawanie innych kultur i ludzi, a nie ciągłe porównywanie i krzywienie się przy każdym zetknięciu z innością.


Ceny dla wybranych

Prawdziwe niezadowolenie wypływa jednak nie z naszej odmienności, ale z oszustw, których dopuszczają się Polacy. Są takie sytuacje, które naprawdę mogą zdenerwować podróżującego. Obcojęzycznego turystę naciąga się na każdym kroku. Pierwszym przykładem mogą być kantory na Starym Mieście. Ceny skupu są mało widoczne i często odbiegają od realnego kursu walut. Zapytani o kurs sprzedawcy wprowadzają w błąd klientów podając kurs bankowy i zatajając własne ceny.  Innych, przykrych doświadczeń, może doświadczyć turysta przemieszczający się po mieście „taksówkami”. Kierowcy często wykorzystują u swoich klientów brak znajomości języka polskiego oraz obyczajów. Oszukany turysta zapłaci nawet 100 złotych za kurs spod Dworca Głównego do Rynku. Ostatnią i również nieuczciwą praktyką jest sprzedaż alkoholi w kolosalnych cenach. Zagraniczni zaciągani są do takich lokali przez piękne polskie dziewczyny, które najczęściej towarzyszą im przez cały wieczór czuwając nad tym, aby zamawiali oni jak największą liczbę drinków. Na koniec nieświadomy niczego turysta dostaje rachunek w wysokości nawet kilku tysięcy złotych.


W tym wypadku nawet sprawa publicznych toalet wydaje się być błaha.  To rzeczywistość, w której widać jak wiele człowiek gotów jest zrobić, aby zarobić więcej pieniędzy kosztem innych.
Chyba daleka jest nasza droga do doskonałości… mimo wszystko kochamy Kraków. Turyści też.

 

Paulina Bajer

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech