Artykuł

Let me play for you - wywiad z DJem Vintage System

Autor: Dawid Kuciński

16-08-2011 17:42:05


Zaloguj się



Profesjonalnie za dekami od czterech lat, kilkanaście wyprodukowanych utworów i setki zagranych imprez. O byciu didżejem i krakowskiej scenie muzycznej rozmawiamy z Vintage System – młodym krakowianinem, dla którego muzyka to sposób życia.

Vintage System - co to właściwie znaczy i skąd się wzięło?
W zasadzie nie odpowiadam nigdy na to pytanie, jednak mogę zrobić wyjątek. Vintage dlatego że na początku grałem najwięcej oldschoolowego house’a z lat 90. System, bo to miała być nazwa dla duetu z moim kolegą, jednak ostatecznie gram i tworzę muzykę pod tą nazwą sam.

Od ilu lat grasz?
Pierwsza impreza, na której wystąpiłem była w 2007 roku w listopadzie, w częstochowskim klubie Rura. Czyli będą już prawie 4 lata.

Twoje największe osiągnięcia, to...
Singiel "Let Me Dance For You" wydany razem z Yvesem Murascą, Trafił na 18 kompilacji digitalowych i 3 kompilacje CD, wydane na niemieckim rynku. To bez wątpienia mój najbardziej znany utwór. Jeśli chodzi o klubowe występy, to każda dobra i udana impreza, na której gram, jest osiągnięciem.

Jaką drogę musi przebyć ktoś, kto chcę zostać DJ-em?
Przede wszystkim musi fascynować go klubowy świat, dobra muzyka i fajne imprezy. Później trening umiejętności, zawieranie znajomości, promowanie się na różne sposoby. To tak jak w całej branży muzycznej. Nie ma przepisu, żeby zostać gwiazdą pop i grać koncerty. W każdym przypadku jest to inna ścieżka. Czasami też trzeba mieć trochę szczęścia.

Na pewno wszyscy didżeje są po szkołach muzycznych. Tak jak ty.
Chyba żaden z didżeji, których znam, nie skończył szkoły muzycznej. Wielu światowych artystów muzyki elektronicznej to samouki. Trzeba tylko odrobinę kreatywności, no i wyczucie rytmu.

Bycie DJ-em to praca, czy bardziej sposób życia? To zależy od podejścia danej osoby. Niektórzy traktują to wyłącznie jako prace. Dla mnie jest to bardziej styl życia i realizowania siebie.

A za dnia jesteś?
Obecnie mam wakacje ;) Od października wybieram się na studia, na informatykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Poza tym amatorsko fotografuję.

Trudno dostać angaż w krakowskich klubach?
Tak. Środowisko klubowe w Krakowie jest dość hermetyczne. Tutaj prawie wszyscy dj-e się znają. Czasami managerowie klubów nie zwracają uwagi na staż czy umiejętności dj-a, liczy się to, że ktoś go polecił. Często trudno zagrać w danym klubie, nie mając żadnych znajomości. Na szczęście są też ludzie otwarci, którzy dają szansę młodym talentom.

Jaka muzyka w naszym kraju jest obecnie najpopularniejsza?
To niestety smutne, ale hity, które lansują media. Poziom muzyczny w Polsce ciągle rośnie, jednak dalej brakuje otwartości, więc wielu ludzi woli słuchać tego, co znają ze stacji radiowych, niż szukać nowych dźwięków. To dotyczy nie tylko muzyki elektronicznej czy klubowej. Oczywiście nie twierdzę, że cała muzyka komercyjna, promowana w mediach jest zła. Jednak duża część to hity jednego sezonu stworzone do zarabiania pieniędzy. Oprócz grania w klubach jestem też producentem muzycznym, oraz pracuję w belgijskiej wytwórni Allusion Records i wiem, że wielu "artystów" myśli wyłącznie o kasie.

Według mnie, wszędzie są puszczane te same piosenki. W każdym klubie ten sam czarnoskóry mężczyzna krzyczy "Hey ladies, hey fellas !".
Tak, trochę brakuje w Krakowie urozmaicenia. To wynika z problemu, o którym mówiłem wcześniej, czyli braku otwartości na nowe brzmienia. W zasadzie jest tylko house i r'n'b. No i ostatnio jeszcze dubstep.

Więc jak scharakteryzujesz krakowską scenę klubową?
Generalnie poziom jest wysoki. Wiadomo, nie jest to Berlin, Amsterdam czy inne większe europejskie miasto. Jednak jest wielu utalentowanych dj-i, czy ludzi z inicjatywą zorganizowania ciekawego wydarzenia klubowego. Nie zawsze się to udaje, dlatego w wielu naszych klubach jest monotonnie.

Jak ludzie reagują na ambitniejsze granie?
Cóż, zdarza się, że ludzie słysząc coś, czego nie znają, po prostu uciekają z parkietu. To jest problem wielu dj-i w Polsce: Dać siebie, czy dać d….

W którym miejscu było najlepiej, a gdzie jest totalnie do bani?
Nie chcę nikomu robić antyreklamy. W miejscach, gdzie mi się źle gra, dla klubowicza może być fajnie i może się tam dobrze bawić. Dobrze wspominam wiele klubów, ciężko wybrać najlepszy. Miło wspominam moje pierwsze występy w Częstochowie, czy Tarnowie z ekipą Soulspinnin. Te imprezy miały świetny klimat.
Z krakowskich klubów najlepsze imprezy były w Shakersie, Cieniu, InBlanco. No i oczywiście nieistniejącym już dziś Blackfisch, gdzie pierwszy raz grałem regularnie. To miejsce było specyficzne. Albo się je kochało, albo nienawidziło. Ja kochałem ;)

Pewnie, gdy grasz, nie możesz odgonić się od dziewczyn, a kumple podrywają na "znam didżeja, mogę zamówić coś specjalnie dla ciebie".
To trochę przesadzone stwierdzenie. Oczywiście są dziewczyny, które lecą na dj-i. Ale też np. na barmanów. Taka branża, ludzie chodzą do klubów, żeby się dobrze bawić i zawierać nowe znajomości. Natomiast, jeśli o mnie chodzi, jestem w stałym związku, więc takie dziewczyny nie mogą na nic liczyć. Nie słyszałem jeszcze, żeby któryś z moich kumpli podrywał na podobny tekst.

Twoja dziewczyna nie ma nic przeciwko graniu po nocach?
Rozumie, że to moja pasja i kocham grać.



Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech