Artykuł
Wampir. Istota przedwieczna, wzbudzająca zarówno strach, jak i pożądanie. Dlaczego tak nas interesuje, pociąga? Czy to tęsknota za czymś nadprzyrodzonym, groźnym, tajemniczym, a teraz - szalenie modnym?
„Saga Zmierzch”, „Pamiętniki wampirów”, „True Blood: Czysta Krew” – wszystkie te książki i ich filmowe adaptacje biją rekordy popularności. Nastolatki zwariowały na punkcie „Zmierzchu”, starsi mogą poobserwować pikantne szczegóły z życia seksualnego wampirów w „True Blood”. Dlaczego autorki (!) zdecydowały się uczynić głównymi bohaterami swoich utworów akurat wampiry? Według znakomitej pozycji Marii Janion „Wampir. Biografia symboliczna”, nieumarły symbolizuje niemal wszystkie najważniejsze dla człowieka tematy tabu: wolną seksualność, niejednokrotnie homoseksualną albo inną naznaczoną społecznym piętnem, krew, dojrzałość i – co najważniejsze – śmierć. Ludzie wymyślili postać, na której karb złożyli wszystko to, co nie pasowało do usankcjonowanego schematu postępowania, a także to, czego najbardziej się bali.
W muzeum znajdującym się pod płytą rynku w Krakowie zobaczyć można szkielety dwóch kobiet pochodzących – bodajże – z XIII/XIV wieku. Obie zostały pochowane w sposób niezmiernie ciekawy (nie zdradzę jaki, aby zachęcić Was do odwiedzenia muzeum!), sugerujący, że obawiano się ich powrotu w postaci upiorów. Wśród Słowian popularne było zasypywanie grobu ciężkimi kamieniami, uniemożliwiającymi zmarłemu odebranie swojej własności i przemienienie krewnych w istoty takie, jak on. Innym sposobem zagwarantowania sobie spokoju było umieszczenie głowy między stopami albo dłońmi zmarłego, wypełnienie mu ust czosnkiem (który, oczywiście, miał właściwości magiczne) albo pochowanie do twarzą w dół – aby nie mógł znaleźć drogi do świata żywych. Należy przyznać – kreatywności naszym protoplastom nie brakowało!
Co trzeba było zrobić albo kim być, aby zostać posądzonym o bycie nosferatu albo przemienienie się w niego po śmierci? Przede wszystkim, trzeba było złamać jakieś określone tabu, zmieniające się w zależności od społeczeństwa, w jakim danej osobie przyszło żyć. I tak w Albanii wystarczył stosunek z obcokrajowcem, w Skandynawii urok rzucony przez czarownicę, a w samej Grecji lista była bardzo, bardzo długa – do tego stopnia, że vrykolasem mógł zostać niemal każdy!
Wiara w nieumarłych zakorzeniona była tak mocno, że w – mogłoby się wydawać – oświeconych Niemczech w XVII wieku nastąpiła istna „gorączka wampiryzmu”. Wtedy do dyskusji wtrącił swoje trzy grosze nawet Kościół, oficjalnie potępiający wiarę w zabobony. Pasjami sprzeczano się, czy też bezkrwiści istnieją, czy też nie, wymyślając coraz ciekawsze argumenty zarówno za, jak i przeciw.
Wydawać by się mogło, że o wampirach pisze się jedynie współcześnie, ale to nie jest prawda. Motyw odżył w dobie romantyzmu, kiedy autorzy coraz chętniej sięgali po chłopskie wierzenia. O krwiopijcach pisali tacy pisarze, jak Tołstoj w „Rodzinie wilkołaka”, Le Fanu w prekursorskiej „Carmilli”, Kostova w swoim barwnym „Historyku” czy krakowski Miłosz w „Dolinie Issy”. Nawet pisarz z naszego podwórka, a mowa tu o Mickiewiczu, sięgnął po ludowe zwyczaje w mrocznej balladzie „Lilije”. Nie wspominam o bliższych naszym czasom autorach pokroju Sapkowskiego oraz współczesnych debiutantach.
Dla mnie autorytetem pisarskim w kręgu literatury związanej ściślej lub luźniej z wampiryzmem, jest amerykańska autorka Anne Rice. Jej seria „Kronik wampirów”, począwszy od „Wywiadu z wampirem” jest nie tylko bogata w motywy ludowe (nie brak jednak inwencji samej Rice), ale dla wielu służyć może jako wzór pięknego, barokowego pisania. Historie cierpiącego, człowieczego Louisa, diabelskiego księcia Lestata i wielu, wielu innych postaci, którym poświęcone są poszczególne tomy „Kronik wampirów” niesamowicie wciągają, ukazują celtycką Wielką Brytanię, rozwijające się Stany Zjednoczone czy XVIII-wieczny Paryż.
W przeprowadzonej przeze mnie ankiecie w gimnazjum nr 25 w Krakowie wyszło, że ponad 50% nastolatków czyta książki, w których występuje postać wampira, za to jeśli w grę wchodził film – było to już ponad 70%. Wyniki stanowczo nie są przypadkowe, bo choć popularność motywu już powoli przemija, jej echo wciąż gdzieś tam jest.
Jean-Paul Roux w swojej publikacji Krew. Mity, symbole, rzeczywistość pisze:„Gdy w grę wchodzi literatura, znajdujemy się pośród największego nieporządku. Każdy widział wampira takiego, jakiego sobie życzył, a przypisywane mu cechy rzadko bywają stałe”. Może to częściowo wyjaśniać zainteresowanie sylwetką nieśmiertelnego. Skoro nikt go nie widział i nie opisał – nasza wyobraźnia może zrobić to sama. Wilkołak jest już dokładniej wyjaśniony, nawet postać celtyckiej banshee nie wzbudza tylu kontrowersji.
Wojciech Orliński, znany publicysta i dziennikarz, podczas jednej z konferencji na Uniwersytecie Śląskim powiedział: „W odróżnieniu od zombiaków wampiry kuszą. Na widok statystów z filmu o żywych trupach każdy by się rzucił do ucieczki (w każdym razie każdy, kto zachował trzeźwość umysłu) – ale wampiry często występują jako przystojni mężczyźni i atrakcyjne kobiety. Rozum każe uciekać, serce (a właściwie libido) każe zostać i dać się ukąsić”.
Barbara Szymczak
Komentarze |






