Artykuł
Zdecydował się Pan na pisanie powieści. Dlaczego właśnie twórczość literacka? - zapytaliśmy Andrzeja Pilipiuka, popularnego pisarza powieści fantasy.
Jakoś tak wyszło. Nie umiem malować ani rysować. Nie radzę sobie z dłutem i blokami granitu, ale potrafię w miarę sprawnie składać wyrazy w zdania, a zdania w akapity. Może gdybym w dzieciństwie miał dostęp do innych surowców, narzędzi i warsztatu, poszedłbym w innym kierunku.
Pisanie było najtańsze – wystarczył zeszyt i długopis. Nie wymagało miejsca – starczyło mieć go tyle, by zeszyt położyć na blacie. Mogłem też wykorzystać wiedzę, którą zdobyłem.
Skąd biorą się pomysły na historie?
Przede wszystkim szukam ciekawych miejsc, w których mógłbym osadzić fabuły. Czasem zainspiruje mnie legenda lub wydarzenie historyczne.
Notuję wszystko – wykorzystuję potem może 20%. Każdy pomysł obracam sobie w głowie – czasem ten proces trwa wiele miesięcy...
Teraz bardzo modne jest pisanie o wampirach. Pan jednak w Wampirze z M-3 zrobił to w nietypowy sposób, igrając z konwencją i bawiąc się tradycyjnym postrzeganiem tej postaci, co odeszło nawet od wcześniejszego ukazania wampira w Kuzynkach. Dlaczego umieścił Pan wampira w PRL-u?
„Dla jajec”. Mierżą mnie wszelakiego rodzaju mody i krótkotrwałe fascynacje popkultury. Szedłem przejściem podziemnym na placu Bankowym w Warszawie. Zobaczyłem gablotę zawaloną popłuczynami po Zmierzchu. Pamiętniki wampirów, Szkoła wampirów, etc etc.
I obudził się we mnie duch straszliwiej przekory. Powiedziałem sobie: „czekajcie, już ja wam dam wampiry...”
Napisanie dobrej parodii jest oczywiście pierońsko trudne. Poszedłem po lini najmniejszego oporu. Zagrałem na przeciwstawieństwie.
Wampiry wywodzą się z arystokracji – to ja dałem zwykłych fabrycznych roboli, mieszkają w USA – to ja umieściłem w Polsce, i to ludowej, są bogate – to ja dałem biedne, mają bogate życie wewnętrzne – ja stworzyłem istoty proste jak konstrukcja cepa. I tak dalej... Jakoś te różne elementy udało się zgrać.
Jak zdobycie nagród za Kuzynki wpłynęło na Pana tzw. rozpoznawalność?
Nijak. Nasze nagrody branżowe przyznają ludzie, którzy już daną pozycje przeczytali. Niezainteresowanym fantastyką niewiele mówią...
Czy widocznie odczuwa Pan swoją sławę? Co ona zmieniła w Pana życiu?
Zasadniczo zdobycie jakiejś tam sławy nic nie zmieniło. Choć parę razy w różnych sprawach czytelnicy mi pomogli.
Nadal lubię suszoną kiełbasę, nie jadam kawioru, szparagi uważam za pozbawione smaku. Może mam trochę więcej pewności siebie, ale to może być efekt całkowicie niezależny i naturalny. Dorosłem...
Jest Pan blisko swoich fanów – poprzez swoją stronę internetową, bywanie na konwentach. Jak odnoszą się do Pana ludzie zafascynowani Pana twórczością literacką?
Bardzo różnie. Staram się dobrze żyć ze wszystkimi, więc wrogów mam niewielu. Są ludzie, którzy czytają i chwalą – to miłe. Są ludzie, którym nie podoba się moja proza. Trudno.
Kiedy kończy się ten Andrzej Pilipiuk – sławny pisarz, a zaczyna się zwyczajna osoba?
Nie potrafię określić. Wydaje mi się, że zawsze jestem sobą.
Skąd ten sentyment do Krakowa? Tutaj odgrywały się wydarzenia z serii Kuzynki.
Wielokrotnie opisuje Pan urocze zakątki naszego miasta.
Warszawa jakoś mnie przytłaczała. W Krakowie czy Lublinie żyje się jakby wolniej, spokojniej. To trudno określić. Przeprowadziłem się, bo mieszkania tu były tańsze, niż w stolicy. Ożeniłem się też z Krakowianką.
Mieszka tu Pan, tworzy i osadza fabuły. Co Pan najbardziej lubi w naszym mieście?
Trudno powiedzieć. Lubię sobie połazić zaułkami. Lubię też pojeździć rowerem po bulwarach nad Wisłą.
Wiele się tutaj dzieje. Czy podobają się Panu zmiany, które teraz się odbywają? Czy ta technologizacja nie będzie miała ujemnego wpływu na atmosferę miasta?
Nocne podświetlenie zabytków, muzeum w podziemiach rynku, czy nowe tramwaje to zmiany w moim odczuciu pozytywne.
Bardzo trzeba się natrudzić, aby wydać swoją książkę?
Sytuacja obecnie jest o wiele trudniejsza, niż jeszcze kilka lat temu. Wejście podatku VAT na książki spowodowało tąpnięcie rynku i spadek sprzedaży o ok. 1/3. Większość wydawców musiała skorygować plany. Książka debiutanta to zawsze spore ryzyko, więc te projekty przycięto najbardziej.
To bardzo zły czas, by zaczynać przygodę z pisaniem.
Andrzej Pilipiuk – polski pisarz i publicysta, z wykształcenia archeolog. Laureat nagrody im. Zajdla. Twórca takich niezapomnianych postaci, jak Jakub Wędrowycz (niezapomniany bimbrownik) czy Monika Stiepankovic. Pilipiuk mieszka i tworzy w Krakowie.
Rozmawiała Barbara Szymczak
Jakoś tak wyszło. Nie umiem malować ani rysować. Nie radzę sobie z dłutem i blokami granitu, ale potrafię w miarę sprawnie składać wyrazy w zdania, a zdania w akapity. Może gdybym w dzieciństwie miał dostęp do innych surowców, narzędzi i warsztatu, poszedłbym w innym kierunku.
Pisanie było najtańsze – wystarczył zeszyt i długopis. Nie wymagało miejsca – starczyło mieć go tyle, by zeszyt położyć na blacie. Mogłem też wykorzystać wiedzę, którą zdobyłem.
Skąd biorą się pomysły na historie?
Przede wszystkim szukam ciekawych miejsc, w których mógłbym osadzić fabuły. Czasem zainspiruje mnie legenda lub wydarzenie historyczne.
Notuję wszystko – wykorzystuję potem może 20%. Każdy pomysł obracam sobie w głowie – czasem ten proces trwa wiele miesięcy...
Teraz bardzo modne jest pisanie o wampirach. Pan jednak w Wampirze z M-3 zrobił to w nietypowy sposób, igrając z konwencją i bawiąc się tradycyjnym postrzeganiem tej postaci, co odeszło nawet od wcześniejszego ukazania wampira w Kuzynkach. Dlaczego umieścił Pan wampira w PRL-u?
„Dla jajec”. Mierżą mnie wszelakiego rodzaju mody i krótkotrwałe fascynacje popkultury. Szedłem przejściem podziemnym na placu Bankowym w Warszawie. Zobaczyłem gablotę zawaloną popłuczynami po Zmierzchu. Pamiętniki wampirów, Szkoła wampirów, etc etc.
I obudził się we mnie duch straszliwiej przekory. Powiedziałem sobie: „czekajcie, już ja wam dam wampiry...”
Napisanie dobrej parodii jest oczywiście pierońsko trudne. Poszedłem po lini najmniejszego oporu. Zagrałem na przeciwstawieństwie.
Wampiry wywodzą się z arystokracji – to ja dałem zwykłych fabrycznych roboli, mieszkają w USA – to ja umieściłem w Polsce, i to ludowej, są bogate – to ja dałem biedne, mają bogate życie wewnętrzne – ja stworzyłem istoty proste jak konstrukcja cepa. I tak dalej... Jakoś te różne elementy udało się zgrać.
Jak zdobycie nagród za Kuzynki wpłynęło na Pana tzw. rozpoznawalność?
Nijak. Nasze nagrody branżowe przyznają ludzie, którzy już daną pozycje przeczytali. Niezainteresowanym fantastyką niewiele mówią...
Czy widocznie odczuwa Pan swoją sławę? Co ona zmieniła w Pana życiu?
Zasadniczo zdobycie jakiejś tam sławy nic nie zmieniło. Choć parę razy w różnych sprawach czytelnicy mi pomogli.
Nadal lubię suszoną kiełbasę, nie jadam kawioru, szparagi uważam za pozbawione smaku. Może mam trochę więcej pewności siebie, ale to może być efekt całkowicie niezależny i naturalny. Dorosłem...
Jest Pan blisko swoich fanów – poprzez swoją stronę internetową, bywanie na konwentach. Jak odnoszą się do Pana ludzie zafascynowani Pana twórczością literacką?
Bardzo różnie. Staram się dobrze żyć ze wszystkimi, więc wrogów mam niewielu. Są ludzie, którzy czytają i chwalą – to miłe. Są ludzie, którym nie podoba się moja proza. Trudno.
Kiedy kończy się ten Andrzej Pilipiuk – sławny pisarz, a zaczyna się zwyczajna osoba?
Nie potrafię określić. Wydaje mi się, że zawsze jestem sobą.
Skąd ten sentyment do Krakowa? Tutaj odgrywały się wydarzenia z serii Kuzynki.
Wielokrotnie opisuje Pan urocze zakątki naszego miasta.
Warszawa jakoś mnie przytłaczała. W Krakowie czy Lublinie żyje się jakby wolniej, spokojniej. To trudno określić. Przeprowadziłem się, bo mieszkania tu były tańsze, niż w stolicy. Ożeniłem się też z Krakowianką.
Mieszka tu Pan, tworzy i osadza fabuły. Co Pan najbardziej lubi w naszym mieście?
Trudno powiedzieć. Lubię sobie połazić zaułkami. Lubię też pojeździć rowerem po bulwarach nad Wisłą.
Wiele się tutaj dzieje. Czy podobają się Panu zmiany, które teraz się odbywają? Czy ta technologizacja nie będzie miała ujemnego wpływu na atmosferę miasta?
Nocne podświetlenie zabytków, muzeum w podziemiach rynku, czy nowe tramwaje to zmiany w moim odczuciu pozytywne.
Bardzo trzeba się natrudzić, aby wydać swoją książkę?
Sytuacja obecnie jest o wiele trudniejsza, niż jeszcze kilka lat temu. Wejście podatku VAT na książki spowodowało tąpnięcie rynku i spadek sprzedaży o ok. 1/3. Większość wydawców musiała skorygować plany. Książka debiutanta to zawsze spore ryzyko, więc te projekty przycięto najbardziej.
To bardzo zły czas, by zaczynać przygodę z pisaniem.
Andrzej Pilipiuk – polski pisarz i publicysta, z wykształcenia archeolog. Laureat nagrody im. Zajdla. Twórca takich niezapomnianych postaci, jak Jakub Wędrowycz (niezapomniany bimbrownik) czy Monika Stiepankovic. Pilipiuk mieszka i tworzy w Krakowie.
Rozmawiała Barbara Szymczak
Komentarze |






