Artykuł
Pech chciał, że doznałam przykrej kontuzji, w wyniku której musiałam mieć założony gips. Trudno, zdarza się. Ale gdy poszłam do poradni, aby gips zdjąć, usłyszałam, że wolny termin jest dopiero w... maju. 5 miesięcy w gipsie?! Takie rzeczy tylko w Polsce.
Narodowa Służba Zdrowia dostaje dofinansowania z budżetu państwa – de facto z naszych podatków – i z definicji ma służyć szarym obywatelom oraz dbać o ich zdrowie. W szaleństwie urzędowych papierków i strajków, jak choćby lekarzy i farmaceutów, sztucznie tworzonych kolejek (niewykorzystywanych zasobów i możliwości) czy wreszcie słynnej już bezduszności pielęgniarek i „pań z recepcji” – dobro pacjentów przestaje się liczyć. Dodatkowo lekarze w wielu przychodniach przyjmują chorych za darmo jedynie w ok. 1/3 (sic!) swojego czasu dyżurowego, a po niej przyjęcia są już prywatne, czyli płatne.
Sama ostatnio doświadczyłam NFZ-towskiego absurdu. Kiedy przyszłam do jednej z krakowskich poradni ze skierowaniem z pogotowia, aby lekarz zdjął mi gips i zobaczył, czy kostka jest już wyleczona, usłyszałam odpowiedź, po której musiałam się uszczypnąć, bo nie wierzyłam, że to nie sen. Pani z recepcji spojrzała na mnie i odpowiedziała: – Terminy to my mamy, ale na maj! Co oznaczało, że jeszcze przez pięć miesięcy od tamtego momentu powinnam według niej czekać na „swoją kolej”. Inni pacjenci oburzyli się nie mniej ode mnie (i zapewne było to powodem, dla którego jednak mnie przyjęto po czterdziestu minutach – da się? da się!). Jaka była moja gorzka satysfakcja, kiedy postanowiono przyjąć mnie tego samego dnia po zagrożeniu skargą i artykułem! Co mają zrobić osoby, które nie mają tyle animuszu? Ano, pokornie czekać.
To samo jest z przepisywaniem recept i skierowań na badania specjalistyczne. – Potrzebowałam badania krwi. Pani doktor zapytała się mnie, po co mi ono?! Musiałam się z nią kłócić o skierowanie! – skarży się Paulina, studentka filologii. Ten wypadek nie jest niestety odosobniony. Podobne doświadczenia mają i starsze osoby, potrzebujące badań, zwłaszcza tych, które w celu uratowania zdrowia i życia powinny być wykonywane natychmiast. – Kiedyś kazano mi zapłacić, mimo skierowania. Pielęgniarka wyjaśniła, że już mi nie przysługuje, bo od dwóch miesięcy nie byłam u laryngologa. Potem dowiedziałam się, że to nieprawda! – dodaje Ania. Z receptami nie jest lepiej. Są wydawane niechętnie, na droższe leki albo w oparciu o porozumienie na linii lekarz–koncern. – Lekarz przepisał mi antybiotyk za 38 złotych, dopiero w aptece farmaceutka powiedziała mi, że lepszy jest jego tańszy odpowiednik, kosztujących 8 złotych – mówi pani Maria.
Kiedy skończy się ta groteska? Kiedy pacjent nie będzie musiał się obawiać, że w razie niebezpieczeństwa zostanie mu udzielona odpowiednia pomoc? Wątpię, żeby miało tak być po tak wychwalanej prywatyzacji służby zdrowia. Powiedzmy sobie szczerze: nie wszystkich na to stać. – Odbyłam leczenie chemioterapią, które kosztowało ponad 170 tysięcy złotych. Nie dałabym rady tyle uzbierać, więc byłabym skazana na powolną śmierć – kontynuuje pani Maria, spuszczając nisko wzrok.
Gdzie jest więc złoty środek? A co najważniejsze: czy taki w ogóle istnieje? Pacjenci boją się „podpaść” lekarzom, pisząc skargi na traktowanie ich bez szacunku. Jednak dopóki tak będzie, nic się nie zmieni, a sytuacja będzie się pogarszać, więc warto znać swoje prawa. Na razie pozostaje mi powiedzieć jedno: Polaku, bądź zdrów!
Jeśli wiesz o takiej sytuacji albo sam widziałeś, jak służba zdrowia źle potraktowała osobę potrzebującą opieki lekarskiej, napisz do nas. Na pewno nie damy rady od razu pomóc, ale nagłaśniając problem, Twoja reakcja będzie mogła pomóc innym!
Więcej o prawach pacjenta można się dowiedzieć na stronach: http://www.nfz.gov.pl/new/index.php?katnr=2&dzialnr=5 i http://www.prawapacjenta.eu/.
Komentarze |






