Artykuł

Relacja z GramyFair Streetball Challenge 2011

Autor: anisal

29-08-2011 9:28:31


Zaloguj się



27 i 28 sierpnia miasteczo studenckie AGH zamieniło się w królestwo koszykówki. Rozegrany został tu turniej GramyFair Streetball Challenge pod patronatem TVP Kraków i RMF Maxxx. W sobotę odbyły się eliminacje w kategorii „Klasyk”. Ponadto, rywalizowano też w kategoriach „Gramy jak Damy” oraz „Chłopcy bez włosów na klacie” (do 18 roku życia).

Atmosfera panująca na turnieju była niesamowita. Tłumnie zgromadzeni kibice dopingowali zawodników i żywo reagowali na to, co działo się na boisku. Do głównych rozgrywek zaplanowanych na niedzielne popołudnie zakwalifikowało się 16 drużyn. Już na poziomie ćwierćfinału mogliśmy być świadkami niezwykle pasjonującego i wyrównanego spotkania. Ekipa Terror Sport X spotkała się z Łigizyl Nigyzyl. Koszykarze podeszli do meczu bardzo profesjonalnie. Na boisku nie brakowało spornych sytuacji i spięć, jednak gra toczyła się fair play, a panie sędziny skutecznie studziły ogromne emocje zawodników obydwu zespołów. 15 minut regulaminowego czasu gry nie wyłoniło zwycięzców i konieczna okazała się dogrywka. W niej nieznacznie lepsi okazali się gracze Łigizyl Nigyzyl a wynik rozstrzygnął się w ostatnich sekundach spotkania. Po tym niesamowitym boju już nikt nie mógł im zagrozić. Tym samym zwycięzcy tego ćwierćfinału pozostali niepokonani aż do końca turnieju. Ten sukces z pewnością smakuje im podwójnie ze względu na fakt, że zostali laureatami dziesiątej, czyli jubileuszowej edycji GramyFair Streetball Challenge.

Około godziny 16, a więc nieco później niż planowano, rozpoczął się Konkurs Wsadów, czyli Wysokie Loty, na co z niecierpliwością czekali wszyscy kibice. Konkurs ten został rozegrany po raz pierwszy w 2006 roku i tamtą historyczną edycję wygrał Patryk Dobrowolski, który niestety nie mógł pojawić się na tegorocznym turnieju. W dzisiejszym konkursie wzięło udział 8 odważnych zawodników. Byli to: Gracjan, Maślana, Oreł, Izi, Lipek, Kristo, Czarny oraz Pepa namówiony do występu przez komentatora imprezy. Wszyscy byli zachwyceni jego obecnością w Krakowie, gdyż jest to najbardziej znany i utytułowany danker w Polsce, który reprezentuje nasz kraj na wielu konkursach wsadów na całym świecie. W półfinale każdy z koszykarzy miał zaprezentować po 2 wsady. Do finału awansowało dwóch graczy: Rafał „Lipek” Lipiński, który otrzymał od sędziów maksymalną ilość punktów (100) i Piotr „Pepa” Nawojski. W finale Lipek ponownie okazał się lepszy od dotychczasowego mistrza. Nie będę nawet próbowała opisać jego wsadów, gdyż jest to niewykonalne. To trzeba było zobaczyć na własne oczy.
Jeśli ktoś byłby ciekawy co ma do powiedzenia nowa gwiazda wsadów, zapraszam do lektury krótkiej rozmowy z Rafałem przeprowadzonej zaraz po konkursie:

Lovekrakow: Jak zaczęła się Twoja przygoda z wsadami?
Rafał Lipiński: Moja przygoda z wsadami rozpoczęła się dokładnie 14 maja tego roku na turnieju w Poznaniu, kiedy po raz pierwszy miałem zaszczyt uczestniczyć w konkursie wsadów w moim rodzinnym mieście. Wtedy właśnie wykonałem wsad z obrotem 540 stopni i zrobiło się o mnie głośno.

Czy przygotowywałeś się jakoś szczególnie do dzisiejszego konkursu?
RL: Nie, do turnieju GramyFair nie było jakiś specjalnych przygotowań. Staram się brać udział w konkursach w całej Polsce i ćwiczenia do każdego z nich są takie same.

Z którego koszykarza czerpiesz najwięcej inspiracji, jeśli chodzi o Twoje wsady?
RL: Ciężko wskazać jednego, ponieważ inspiruje mnie wielu dankerów z Europy i całego świata. Jednak staram się też wykreować swój własny styl, poprzez który pokazuję swoje umiejętności na konkursach.

Jak smakuje zwycięstwo z Pepą – ikoną polskich wsadów?
RL: Zwycięstwo z Pepą smakuje najbardziej słodko ze wszystkich, ponieważ jest to jeden z czołowych dankerów, których do dzisiaj nie udało mi się pokonać. Mogę więc odchaczyć sobie tego zawodnika na swojej liście. Pozostaje jeszcze Łukasz Biedny, z którym nigdy nie wygrałem. Traktuję to oczywiście jako rywalizację, ale też dobrą zabawę i czekam na kolejne zwycięstwa.

Jak ocenisz poziom organizacji tego turnieju oraz poziom zaprezentowany przez Twoich konkurentów?
RL: Jeśli chodzi o organizację to jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie sądziłem, że na takim zwykłym boisku studenckim można zorganizować tak wspaniałe wydarzenie sportowe. Muszę też dodać, że moi rywale byli bardzo dobrze przygotowani do tego konkursu, pokazali swoje umiejętności i to co potrafią, jednak cieszę się, że to ja okazałem się dziś najlepszy.

Jeszcze raz serdecznie Ci gratuluję. Myślę, że wszyscy tutaj zgromadzeni, tak jak i ja, byli pod wrażeniem Twoich wsadów.
RL: Dziękuję bardzo.

Zaraz po Wysokich Lotach odbył się konkurs Big Shot. Wygrał go obrońca tytułu z zeszłego roku – Mafio – który trafił do kosza z połowy boiska już za pierwszą próbą. Następnie mogliśmy obserwować fantastyczne pokazy Freestyle.

Oceniając tegoroczny turniej GramyFair Streetball Challenge muszę powiedzieć, że osobiście jestem pod wielkim wrażeniem zarówno poziomu organizacyjnego, jak i sportowego oraz profesjonalizmu, jakim wykazały się osoby odpowiedzialne za jego przygotowanie. Jest to fantastyczna impreza, którą zdecydowanie można nazwać świętem koszykówki. Dodatkowo, promuje ona nie tylko sam sport, ale i nasze miasto. Nie spodziewałam się również aż tylu kibiców, którzy pojawili się na boiskach studenckich AGH. Jestem przekonana, że z każdym rokiem będzie ich coraz więcej i choć nie jestem wielką fanką koszykówki, to już nie mogę się doczekać następnej edycji turnieju, na którym z pewnością się pojawię.

Na koniec prezentuję rozmowę z Bartoszem Plewą – głównym organizatorem i pomysłodawcą turniejów Gramy Fair:

Lovekrakow: Czy mógłbyś powiedzieć kilka słów o stowarzyszeniu GramyFair. Jak powstało, czym się zajmuje?
Bartosz Plewa: Ciężko nawet nazwać to stowarzyszeniem. GramyFair to po prostu grupa ludzi, którzy zajęli się pewnymi aspektami kultury ulicznej, w której dojrzewali. Pod nazwą GramyFair kryje się wiele znaczeń i wiele osób. Są tu raperzy, którzy nagrywają najlepsze kawałki w Krakowie czy koszykarze, którzy jak widać świetnie radzą sobie na turniejach. Są też osoby, które najzwyczajniej w świecie wspierają naszą grupę, identyfikują się z nią i fantastycznie bawią się razem z nami na tego typu imprezach.

Jakie jest Wasze doświadczenie, jeśli chodzi o organizowanie takich imprez, jak GramyFair Streetball Challenge?
BP: Jeżeli chodzi o turniej koszykówki, to ta edycja jest dziesiątą z kolei. Organizujemy je od 6 lat na boiskach miasteczka studenckiego AGH. Podczas pierwszej edycji cudem udało nam się skompletować 16 drużyn. Od początku turniej ten był organizowany przez znajomych dla znajomych. Panuje tutaj niepowtarzalny klimat, mamy boiska, na których zawodnicy grają cały rok a turniej Gramy Fair jest tego zwieńczeniem. Nasz turniej wyrobił sobie pewną markę, zdobył renomę. Dla nas najważniejsze jest to, że ludzie chcą w nim uczestniczyć, chcą tu być. Każdy, kto się tu pojawia bardzo szybko staje się częścią tej kultury.

Czy według Ciebie jest to duże przedsięwzięcie organizacyjne? Ile osób jest zaangażowanych w organizację takiego turnieju?
BP: W porównaniu do takich imprez jak np. Coke Live Music Festival odbywający się w Krakowie jest to malutkie wydarzenie, jednak mimo to wymaga od nas dużo zaangażowania i czasu. Mamy już spore doświadczenie, więc staramy się także pomagać ludziom przy organizacji innych mniejszych turniejów. Turniej GramyFair Streetball Challenge to jest tak jakby moje dziecko i bardzo o niego dbam. Jeżeli chodzi o liczbę osób w to zaangażowanych to są to praktycznie wszyscy ludzie z ekipy, a także ktokolwiek mający czas i chęci, aby nam pomóc.

Czemu ma służyć taki turniej?
BP: Ma on służyć temu, aby promować koszykówkę, żeby ludzie zaczęli grać w kosza. Zależy nam również na tym, aby rozwijali oni swoją pasję, robili to w sposób nieprzeszkadzający innym i zarażali tą pasją wszystkich wokół. Jeżeli ktoś ma ochotę uzewnętrznić się w pewien sposób, pokazać swoje umiejętności to właśnie po to są organizowane takie turnieje. Początkowo nasze pobudki były też takie, że po prostu chcieliśmy zagrać między sobą, zobaczyć kto jest najlepszy. Uczyliśmy się i w dalszym ciągu uczymy się organizacji, jak narazie wychodzi to całkiem nieźle, choć muszę przyznać, że w tym roku trochę dałem ciała. Nie do końca wykorzystałem potencjał tej jubileuszowej edycji. Złożyło się na to kilka aspektów. Moja wcześniejsza współpraca z agencją, która miała wypromować ten turniej okazała się nie do końca udana, nie oczekiwaliśmy tego samego. Ja zorganizowałem ten turniej tak jak potrafiłem najlepiej. Najważniejszą kwestią jest jednak pozyskanie sponsora. Ta impreza, jak już wspomniałem, ma ogromny potencjał, sponsorzy wchodzą czasem według mnie w o wiele gorsze eventy. Ja w imieniu całej ekipy organizatorów dziękuję wszystkim sponsorom. Są to między innymi: Coca Cola, w tym Powerade, Park Wodny czy 23store.pl.

Co sądzisz o poziomie sportowym tegorocznej edycji turnieju?
BP: Muszę przyznać, że poziom sportowy zaskoczył mnie najbardziej. Zapisy zaczęły się dosyć późno i obawiałem się niskiej frekwencji. Okazało się jednak, że jest wręcz odwrotnie. Ponadto, zauważyłem, że turniej sam pozbywa się zawodników, którzy nie mają szans w nim zaistnieć. Nasz turniej nie służy temu, aby przyjmować wszystkie drużyny tylko po to, aby przegrały one swoje mecze 0:16. Jak już mówiłem zyskał on pewną renomę i zapisują się na niego zespoły, które wierzą w swoje siły i wierzą w to, że mogą go wygrać. Myślę, że takiego poziomu nie powstydziłby się żaden turniej na świecie. Są tu zespoły nie tylko z Krakowa, ale też Warszawy, Opola, Nowego Sącza, a także z podkrakowskich miejscowości. Przyjeżdżają tu naprawdę najlepsi koszykarze, żeby pokazać się na mam nadzieję, najlepszym turnieju.

Galeria z tegorocznego turnieju GramyFair

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech