Artykuł

Specjalnie dla nas - zespół Muchy!

Autor: Michał Rodak

12-12-2011 15:41:15


Zaloguj się
Lubi to osób: 1



Notoryczni debiutanci czy starzy wyjadacze? A może głos pokolenia? Sprawdźcie kim tak naprawdę są chłopaki z zespołu Muchy! Wiemy wiemy, zapowiedź brzmi trochę "pudelkowato", ale obiecujemy, że wywiad brzmi zupełnie inaczej...

KUBA DOBROSZEK: Rozumiem, że pytania o nazwę zespołu nie chcecie?


MICHAŁ WIRASZKO: Absolutnie.

 

TOMASZ SKÓRKA: Nie ma sensu. Pytanie ani odpowiedź nic nie wnoszą. Na potrzeby wywiadów wymyśliliśmy już mnóstwo różnych wyjaśnień, ale żadne nie było prawdziwie.

 

MW: Chociaż nie, raz się pojawiło prawdziwe!


KD: Czyli?

 

TS: Haha, dałeś się sprowokować!


KD: Macie mnie…

 

MW: Siedzieliśmy sobie tak jak teraz, totalnie nie mając pomysłu na tę nazwę i padło kilka losowych haseł, wybraliśmy jedno. Za tym naprawdę nie stoi żadna ideologia.


KD: Okej. Powiedzcie mi, kim właściwie jest „notoryczny debiutant”?

 

MW: Hmmm… To jest człowiek świadomy swoich słabości i… kurcze…

 

TS: …specjalnie doprowadzający do sytuacji, w których te słabości są uwydatniane.

 

MW: Dokładnie. To jest tak, że wiesz… Z jednej strony to oznacza, że codziennie chciałbyś, żeby wszystko co robisz smakowało jak debiut, jak pierwszy raz. Z drugiej strony, przymiotnik „debiutancki” można przykleić do tej negatywnej, do ciemnej strony duszy, że tak powiem. I określić to zjawisko mianem popełniania ciągle tych samych błędów. I to jest ludzkie, a cała natura ludzka mnie wciąga, podnieca. Że ludzie są, wiesz, nieidealni.


KD: A wy czujecie się notorycznymi debiutantami?

 

MW: Rzadko. Za rzadko. Ale to nie jest tak, że się nie czuję i już nie będę się czuł. Mam teraz taką jesień, która jest… która nie jest łatwym okresem w moim życiu. Przynajmniej psychicznie i w związku z tym, notorycznym debiutantem czuję się za rzadko.  Ale, wiesz, za chwilę będzie Gwiazdka…

 

TS: Jesień to jest taka pora…

 

MW: Jesień to jest taka pora, dokładnie!


KD: Któryś z was powiedział w jednym z wywiadów, że obecnie mamy do czynienia z pierwszym naprawdę ciężkim okresem w polskiej muzyce. Czym to się objawia?

 

MW: To się objawia tym, (to ja powiedziałem, całkiem niedawno) że nośnik w postaci płyty kompaktowej jest na absolutnym wymarciu, to jest jego ostatnia prosta. Następca jest od dawna, w postaci skompresowanych plików cyfrowych, natomiast dystrybucja tych plików leży i nie wiadomo jak to się rozwinie. No bo ani Napster ani sklepy internetowe nie zrobiły furory w Polsce i jeszcze pewnie długo nie zrobią.


KD: iTunes dopiero niedawno wszedł na nasz rynek.

 

MW: Dokładnie. No ale wiesz, wyniki sprzedaży muzyki z iTunesa, to jest dopiero jakiś tam skrawek, a największa „sprzedaż” jest na Pirate Bay.

 

TS: I na eMule.

 

MW: I na eMule, dokładnie. A poza tym, po latach jakiegoś tam prosperity, które miało miejsce po roku 2007, kiedy zaczęło się dużo dziać na polskim rynku koncertowym, nagle pojawił się zgrzyt. Ja pamiętam rok 1999, 2000, 2001 - jak przyjeżdżała Ścianka, to był hit, naprawdę. Potem zaczęły się pierwsze Openery i w roku 2007 mniej więcej dopiero to rozbłysło ładnie. I ilością festiwali i liczebnością ludzi na koncertach. Teraz, jeżeli Nosowska odwołuje występ, jeżeli Happysad nie są zadowoleni, to znaczy, że coś jest na rzeczy. No chyba, że wiesz, ktoś jest pupilkiem Telewizji Publicznej. My nimi nigdy nie będziemy. Oczywiście nie chcę, żeby to zabrzmiało jak jakiś żal, czy rozgoryczenie.


KD: A czy nie było tak, że przez pewien czas to wy byliście pupilkami, z tym że nie Telewizji Publicznej, a Polskiego Radia?

 

MW: Byliśmy. Nawet nie tyle Polskiego Radia, co Piotrka Stelmacha.


KD: Wróćmy jeszcze do mojego poprzedniego pytania. Jaką macie receptę na poprawę tej złej kondycji polskiego rynku muzycznego?

 

MW: Wiesz co, ja myślę, że wszystko można sprowadzić do gospodarki, jakkolwiek banalnie to brzmi.


KD: Czyli muzyka, to tylko biznes?

 

MW: Nie. Życie naszych obywateli zależy od poziomu gospodarczego, a odbija nam się czkawką jeden wielki machloj walutowy, który ma teraz miejsce na świecie. I będzie się jeszcze odbijał jakiś czas, podejrzewam. To jest przyczyną, bo wiesz… Rozrywka też jest jakąś tam potrzebą.

 

TS: Jeżeli ci z każdej strony mówią, że zaraz ci zabraknie pieniędzy, bo wszystko będzie dwa razy droższe, to ludzie albo faktycznie tych pieniędzy nie mają albo są wystraszeni i wydawanie pieniędzy co weekend na koncert może być dla nich trudnym do udźwignięcia postanowieniem. No więc to się odczuwa. Jest dużo mniej ludzi na koncertach i to się słyszy z każdej strony, zarówno od organizatorów, od klubów jak i od zespołów. A jaka jest recepta na to? Wiesz co, po pierwsze zespoły nie mogą się przestraszyć i nie mogą ciąć kosztów, bo to się przełoży na jakość. Jak będą te koncerty jeszcze gorsze, to ludzie będą się bardziej zniechęcać. Trzeba konsekwentnie pracować i zachęcać ludzi do pójścia na koncerty właśnie tym jak te koncerty wyglądają.

 

MW: A ja jestem na przykład brutalnym realistą w tym temacie i uważam, że jeśli ludziom jest dobrze, to chodzą na imprezy, a jeśli nie, to siedzą w domu, kupują cebulę i gotują zupę.


KD: Czy waszym zdaniem mamy teraz w Polsce taki zespół, artystę, który mógłby zostać głosem naszego pokolenia? Wielokrotnie to właśnie was wskazują jako ten głos.

 

MW: Kurcze… Nie wiem, nie wiem…


KD: Na pewno nie będzie to na taką skalę jak w latach 80, kiedy ludzi jednoczyła walka z systemem…

 

MW: Tak, dokładnie. Był zdefiniowany wróg i mogłeś się opowiedzieć albo po stronie A albo po stronie B i koniec. W tej chwili walka przebiega na poziomie wewnętrznym, osobistym. To ty musisz wybrać odpowiednią drogę, to ty musisz się ukształtować, to ty musisz wiedzieć co jest dobre, a co złe.

 

TS: Głos pokolenia? W Polsce?


KD: No tak, bo w skali światowej jesteśmy w stanie wskazać takich twórców bez problemu.

 

TS: No wiesz, na pewno można wyróżnić takich artystów którzy w danym okresie się pojawili, wyrośli i pozostali. I w każdym pokoleniu możemy takie zespoły wskazać. Tylko czy wtedy można już mówić o nich, że są głosem pokolenia?

 

MW: No bo trudno nazwać głosem pokolenia Staszewskiego, który trzeci raz z rzędu występuje na juwenaliach i pewnie nawet nie pamięta co śpiewa.

 

TS: Tak samo czy na przykład Artur Rojek jest głosem jakiegoś tam pokolenia?

 

MW: Wydaje mi się, że on nie aspirował do tego. Tak samo jak Kasia Nosowska…

 

TS: …No ale widzisz, to są twórcy, którzy jakiś czas temu wyrośli i to są bardzo popularni twórcy, a mimo wszystko nie obwołali się głosami pokolenia.

 

MW: Dużo większą pokoleniowość, mimo mniejszej sławy ma dla mnie Cool Kids of Death. W porównaniu do Myslovitz czy Hey, to słucha ich garstka tak naprawdę, ale oddziaływanie mają kolosalne.


KD: Czyli kiedyś, za czasów pierwszych festiwali w Jarocinie, muzykom było łatwiej?

 

MW: Było, zdecydowanie. Dlatego, że tak jak gadaliśmy przed momentem – wróg był zdefiniowany. A w tej chwili wróg jest w tobie. Jak go nie ujarzmisz, to cię zje (śmiech).


KD: To jeszcze zostańmy przy tym Jarocinie. Po co młodzi ludzie wciąż na niego jeżdżą, skoro już nie muszą walczyć ze wspólnym wrogiem? Pytam się głównie Ciebie Michał, jako dyrektora festiwalu w Jarocinie.

 

MW: Żeby posłuchać muzyki. Zawsze chciałem, żeby ten festiwal był świętem muzyki. Nie uważam, by trzeba było mu doczepiać jakiś sztandar wolnościowy czy ideologię. Albo antysztandar, że tu jest bohema, kontrkultura jakaś i tak dalej i tak dalej.


KD: No tak, bo takie na siłę, to nie ma sensu.

 

MW: Wyjąłeś mi to z ust. Wszystko co jest robione na siłę, ma dla mnie znamiona nerwicy. W zdrowym społeczeństwie, gdzie nie ma ograniczeń, gdzie nie ma wojny, muzyka ma rozwijać. Ma dawać dobre bodźce. I to jest rola muzyki, a nie walka z systemem. Owszem, z systemem można walczyć muzyką, ale to nie jest jej główną rolą.


KD: Przejdźmy do innego festiwalu. Jesteście pierwszym polskim zespołem, który dwa razy grał na openerowskim Main Stage’u.

 

MW: Bo my mamy taką przypadłość, że albo nam się coś udaje po raz pierwszy albo po raz ostatni. A przynajmniej takie łatki nam przylepiają. Że wiesz, najlepsza grupa bez płyty albo, kurde, najgorsza grupa z płytą.

 

TS: A też usłyszeliśmy niedawno, że jesteśmy ostatnią kapelą rockową, która zrobiła karierę w starym stylu, czyli nie przez telewizyjne talent show.


KD: A przez co?

 

MW: A przez koncerty.

 

TS: No tak. Bo my tak mieliśmy, że na początku było jeżdżenie od klubu do klubu, granie dla znajomych, potem to wszystko narastało. Najpierw był koncert w promieniu dziesięciu kilometrów od Poznania, potem się jechało dalej dalej, a teraz mamy to szczęście, że gramy po całej Polsce. I faktycznie, jakby się zastanowić, nie wiem czy od tamtego czasu powstał u nas jakiś zespół, który już koncertuje, podróżuje i żyje po prostu życiem zespołowym. Pojawiły się owszem jakieś, wiesz, Eneje czy inne rzeczy, ale z nimi jest właśnie zupełnie inaczej.


KD: Dobrze, jeszcze na zakończenie… Ja wiem, że może nie lubicie o tym mówić, a może nie chcecie, ale…

 

TS: A to dzisiaj powiemy!


KD: Trzymam za słowo! Każde medium marzy, żeby to właśnie ono podało pierwsze informacje o nadchodzących wydarzeniach, wydawnictwach. Czytałem o jakichś niespodziankach na waszej nowej płycie, ale nie chcieliście tego tematu rozwijać…

 

MW: Możemy powiedzieć, na luzie! Za chwilę rozpoczynamy poważne nagrania w studio. Chcemy nagrać zupełnie nową płytę. Ale nie na siłę, nie żeby się odciąć od poprzedniej twórczości, czy coś, nie nie. Po prostu obecnie gra nam w głowach coś, co jeszcze nam nie grało. Bardzo nie chcemy stworzyć takiej samej płyty, ale bardzo też nie chcemy stworzyć zupełnie innej. A takie casusy się zdarzają, że ludzie idą utartą ścieżką, bo…


KD: …bo tak jest łatwiej…

 

MW: Wiesz co, bezpieczniej. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Ale kto nie ryzykuje, to też się tym szampanem nie oblewa.

 

TS: No i będą te niespodzianki, ale o nich z wiadomych względów nie powiemy, bo to muszą być niespodzianki.

 

MW: Tak, tak… Będzie jeden zagraniczny gość i jeden prawdopodobnie polski, bardzo niespodziewany.


KD: Czyli pozostaje nam czekać. Dzięki chłopaki za rozmowę.


Rozmawiał: Kuba Dobroszek
Fot. Anna Liminowicz 

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech