Artykuł
Nie umiemy obchodzić Świąt Bożego Narodzenia bez grubego czerwonego skrzata, popowych piosenek zagranicznych gwiazdek oraz nerwowych zakupów. Nasz polska tradycja - niewątpliwie piękna i długa jest spychana przez łatwiejszą i mniej wymagającą - nową, świecką tradycję, która przywędrowała do nas oczywiście z Zachodu.W dzisiejszych czasach, kiedy świat staje się globalną wioską, naszym życiem rządzi język angielski i poprawność polityczna. Nie inaczej ma się sytuacja w czasie Gwiazdki. Sklepy, w których kupujemy prezenty, wyprzedaże reklamują słowem „SALE”, w piosenkach, których słuchamy, nie uświadczysz jednego słowa w języku ojczystym (no, chyba że bierzemy pod uwagę wymogi KRRiT odnośnie ilości procentowej polskiej muzyki – ale ta puszczana jest zazwyczaj w nocy, bo to „nie chwyta”), nawet nazwy podarunków są po angielsku! Musimy chyba zadać sobie pytanie: kiedy przekroczyliśmy granicę dobrego smaku?
Ze względu na naszą historię, uwielbiamy zagraniczne nowinki. Wśród wielu nadal pokutuje stwierdzenie, jakoby „obce” zawsze znaczyło „lepsze”. Nie wydaje mi się, aby rzeczywiście tak było – ponieważ jeśli, to dlaczego turyści tak chętnie przyjeżdżaliby do naszego kraju, spali w stylizowanych na chłopskie gospodach i jedli tradycyjne potrawy? Stanowczo nie doceniamy tego, co mamy.
Każdy zna polskie zwyczaje związane z obchodami Świąt Bożego Narodzenia. Wszyscy wokoło chwalą się, jakie mają choinki (do nich dojdę zaraz), co przyszykują na stół wigilijny i jak ozdobią domy kolorowymi światełkami. Nie myślimy o tym, że ubieranie choinki jest tradycją niemiecką, która przywędrowała do nas na przełomie XVIII/XIX wieku, a związana jest z kultem wiecznie zielonego drzewka. Jeśli zdajemy sobie sprawę z obcości kulturowej anglosaskiej jemioły, nic sobie z niej nie robimy, bo przecież tak miło jest dać całusa ładnej dziewczynie czy chłopcu. W pierwszy dzień Świąt panie domu z dumą podają indyka albo gęś, być może nie wiedząc, że kopiują swoje koleżanki z północy. Na naszych stołach coraz częściej królują takie zagraniczne ciekawostki, bo przecież to takie w dobrym tonie!
Może to wszystko byłoby jeszcze do przyjęcia, gdyby nie takt, że nawet większość szyldów na krakowskim rynku jest w języku angielskim. Francja poradziła sobie z tą swoistą amerykanizacją języka poprzez wprowadzenie ograniczenia jego używania w życiu publicznym. Gdyby nasi politycy (który, dla odmiany, języków obcych ni w ząb) zajęli się czymś pożytecznym, może wzięliby z niej przykład. Teraz pozostaje nam uczyć się pilnie, aby móc zrozumieć otaczający nas świat.
A co z polskością Świąt? Co z naszymi tradycjami, zwyczajami, pięknymi przecież kolędami i pastorałkami? Często są już tylko dodatkiem do ogólnoświatowych trendów. Mimo wszystko, warto je kultywować, by nasze dzieci również wiedziały, dlaczego na Wigilii je się rybę (co jest rzadkością), a już tym bardziej – dlaczego w ogóle obchodzimy Wigilię!
Mam nadzieję, że nie damy całkowicie wyprzeć naszych zwyczajów. Stokroć bardziej wolę nasze domowe śledzie od tych z Danii: w miodzie i cynamonie. Jak widać, nie wszystko złoto, co się świeci. Czyli inaczej – Merry Christmas and bawcie się dobrze!
Barbara Szymczak
Komentarze |






