Artykuł
Zorganizowana przez portal lovekraków debata z cyklu Kraków Rozmawia, tym razem poświęcona teatrowi, której byłem uczestnikiem, stała się źródłem kilku refleksji. W obliczu kryzysu finansowego, który obija się także na kulturze, sytuacja teatrów jest szczególnie trudna.
Wynika to z faktu, że produkcja spektaklu jest na ogół przedsięwzięciem kosztownym, przy którym trudno liczyć na zwrot kosztów w postaci sprzedanych biletów. W przeciwieństwie do literatury, która może powstawać w każdych warunkach finansowych, czy nawet malarstwa, teatr wymaga szczególnej opieki finansowej. Skąd jednak te wymagania? Czy fakt, że teatr nie może działać na wolnym rynku, nie jest dowodem na to, że społeczeństwo go nie potrzebuje? Może czas teatru minął? Teatr repertuarowy nie istniał zawsze. Może był wynalazkiem konkretnych czasów? Jeśli chodzi o mecenat państwowy, to w Polsce zaczął się po wojnie. Wszystkie przedwojenne były prywatne, w większości zadawalając publiczność farsami i lekkimi rewiami.
Polski teatr jest marką
W przewidywalnej przyszłości możemy jasno stwierdzić, że teatr finansowany przez podmioty publiczne będzie istniał, i dobrze. Po pierwsze, nieprawdziwy jest argument, jakoby teatr nie był potrzebny społeczeństwu, wystarczy do niego pójść i zobaczyć zapełnione widownie, także na spektaklach bardzo wymagających. Po drugie, teatr jest rozsadnikiem idei, miejscem narodowych debat; i tak rozumiany jest kluczowym elementem polskiego rozumowania o nim. Wreszcie, argument najbardziej pragmatyczny: polski teatr jest marką, na której zmarnowanie nie możemy sobie pozwolić. Przez mistrzów takich jak Kantor czy Grotowski, po klasycznego już Lupę, czy wybitnych Warlikowskiego i Jarzynę, polski teatr awangardowy jest jedną z nielicznych dziedzin, w których jesteśmy w światowej czołówce. Dotyczy to zarówno historii jak i współczesności. Przez wielu znaczących europejskich krytyków polski teatr jest uznawany za najlepszy obok niemieckiego. Nasze państwo ma moralny obowiązek wobec swoich obywateli, ale i wobec światowej kultury. Zatem zasadnicze pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać to nie „Czy potrzebujemy teatru finansowanego z publicznych pieniędzy?”, tylko -„Jakiego?”
Teatry prywatne w natarciu
Prężnie działające w Warszawie teatry prywatne prawdopodobnie niebawem pojawią się w Krakowie. Repertuar jest na ogół lekki. Często grane są farsy, a teatry te wykorzystują popularność znanych aktorów. Jednak także tam zdarzają się przedstawienia może nie wybitne, ale warte uwagi. Mamy dowód, że grający komercyjne spektakle teatr nie musi być państwowy, a nawet więcej - nie powinien być. Obecna sytuacja, w której te państwowe grają przedstawienia absolutnie komercyjne, jest niedopuszczalna. Polski podatnik powinien płacić za spektakle ważne dla naszego życia kulturalnego, a nie za często „tanie”, choć niestety nietanie, farsy. Oczywiście, wielu ludzi nie przekona się do awangardowego teatru. Sam fakt wysypu teatrów prywatnych w Warszawie jest dowodem na jakieś zapotrzebowanie społeczne, ale i na przychylność urzędników. Głównym argumentem przedstawicieli państwowych teatrów, grających lekki repertuar, jest fakt, iż te prywatne dostają dotacje od miasta, więc do końca prywatne nie są. To prawda, jednak system, w którym teatr jest własnością prywatną, a ubiega się o dotację czy grant, jest znacznie korzystniejsza. Zdejmuje ona z miasta część kosztów, a także problemów organizacyjnych. Zmiana systemu finansowania dotyczyć powinna jedynie tych grających spektakle stricte komercyjne.
[zdjęcia] Zobacz galerię zdjęć z debaty Kraków Rozmawia: o teatrze
Teatry publiczne, jak publiczna telewizja
Jeżeli oburzamy się na „Taniec na lodzie” w publicznej telewizji, podobna zasada powinna obowiązywać w wypadku teatrów. Argument, jaki padł w trakcie debaty, jakoby szeroki dostęp do teatru „nieawangardowego” był potrzebny, ponieważ widz nie przychodzi od razu „na Warlikowskiego”, że musi najpierw dojrzeć do awangardy oglądając farsy, jest zupełnie nietrafiony. W oparciu o własne doświadczenia, jak i liczne rozmowy z fanami awangardowego teatru wiem, że większość z nich nigdy nie poszłaby na farsę. Dojrzewają oni od razu jako widzowie ambitnych spektakli, z czasem ucząc się je lepiej „czytać”, chodzą na wykłady do warszawskiego Instytutu Teatralnego czy Krytyki Politycznej (gdzie zdobywają wiedzę teoretyczną), czytają książki, spotykają się z artystami. To z pewnością lepsza droga do awangardy niż pseudobroodwayowskie przedstawienia. Krakowskie teatry, w przeciwieństwie do muzeów, nie przyswoiły sobie lekcji o tym, że nowoczesny teatr to nie tyko miejsce, gdzie grane są spektakle. Powinien prowadzić działalność edukacyjną, być miejscem spotkań, dyskusji, warsztatów. W Warszawie jednym z najbardziej aktywnych jest Nowy Teatr Krzysztofa Warlikowskiego, który nie posiada nawet własnego budynku (w organizacji wykładów współpracując z Krytyką Polityczną). Naszemu miastu brakuje takich miejsc jak Nowy Teatr czy Instytut Teatralny, jednak z nadzieją możemy patrzeć na powstające na Zabłociu Muzeum Kantora. Spośród wszystkich teatrów w Krakowie, tylko Stary jest tym, o którego premierach się pisze, który przyciąga widzów z innych miast, który potrafi zachwycić recenzentów i zawojować festiwale. Jednak Stary, jako narodowa scena dramatyczna, podlega bezpośrednio Ministerstwu Kultury. Interesująca Łaźnia Nowa jest na pograniczu teatru niezależnego i publicznego. Jesteśmy jednak w sytuacji, w której de facto żaden z teatrów finansowanych z pieniędzy miasta nie stał się miejscem ważnym na teatralnej mapie Polski i to wszystko w mieście, gdzie znajduje się świetna Akademia Teatralna. Zdecydowana większość uznanych polskich reżyserów teatralnych skończyła krakowską PWST, a mimo to nie udaje nam się stworzyć choćby jednego teatru konkurencyjnego dla Starego Teatru. A to przecież charyzmatyczni reżyserzy, na etatach dyrektorów lub nie, są podstawowym warunkiem zaistnienia dobrego teatru. Wielu ludzi związanych z krakowską kulturą potrafi jedynie żądać pieniędzy, pozostając w nieustannym samozadowoleniu, jeśli chodzi o poziom artystyczny swojej pracy. Z perspektywy obserwatora, nie różnią się oni wcale od protestujących górników, dbając po prostu o interes własnej grupy zawodowej. Dobry teatr musi być finansowany przez państwo, żeby zapewnić artyście swobodę tworzenia, pole do eksperymentu, jednak te wartości powinny być nie tylko przywilejem, ale i warunkiem.
Pieniądze to nie wszystko
Kiedy w trakcie debaty usłyszałem głos oburzenia na zbyt niskie finansowanie krakowskich teatrów poparty argumentem „no, że przecież, no jak to tak w „królewskim mieście Krakowie” kulturę traktować”, omal nie spadłem z krzesła. To właśnie ta atmosfera, pojenia się historią, samozadowolenia i mieszczańskich rytuałów towarzyskich, powoduje, że młodzi twórcy w poszukiwaniu fermentu uciekają z Krakowa. „Królewskość” Krakowa nie jest żadnym argumentem. Jest nim natomiast, na przykład, świetne PWST. Niestety, w czasie, gdy jego absolwent Grzegorz Jarzyna wyjechał do Warszawy aby wkrótce stworzyć tam genialny Teatr Rozmaitości ( obecnie TR Warszawa), większość, dokładnie tak jak teraz, dbała o partykularne interesy finansowe swoich teatrów. Nie ma się co dziwić. Piłka jest po stronie miasta, które powinno rozdawanie pieniędzy zastąpić polityką kulturalną. Wtedy pieniędzy będzie potrzeba dużo, ale warte będą wydania.
Jednak zmiany mentalne w Krakowie ostatnio zachodzą bardzo szybko. Zwłaszcza w kulturze; pojawia się szereg nowych inicjatyw, instytucji, miejsc. Wielu ludzi dokonuje tu niezwykłych rzeczy, będąc inspiracją dla kolejnych. Zaczęło się wietrzenie, czas otworzyć okna teatrów.
autor: Andrzej Brylak
Wynika to z faktu, że produkcja spektaklu jest na ogół przedsięwzięciem kosztownym, przy którym trudno liczyć na zwrot kosztów w postaci sprzedanych biletów. W przeciwieństwie do literatury, która może powstawać w każdych warunkach finansowych, czy nawet malarstwa, teatr wymaga szczególnej opieki finansowej. Skąd jednak te wymagania? Czy fakt, że teatr nie może działać na wolnym rynku, nie jest dowodem na to, że społeczeństwo go nie potrzebuje? Może czas teatru minął? Teatr repertuarowy nie istniał zawsze. Może był wynalazkiem konkretnych czasów? Jeśli chodzi o mecenat państwowy, to w Polsce zaczął się po wojnie. Wszystkie przedwojenne były prywatne, w większości zadawalając publiczność farsami i lekkimi rewiami.
Polski teatr jest marką
W przewidywalnej przyszłości możemy jasno stwierdzić, że teatr finansowany przez podmioty publiczne będzie istniał, i dobrze. Po pierwsze, nieprawdziwy jest argument, jakoby teatr nie był potrzebny społeczeństwu, wystarczy do niego pójść i zobaczyć zapełnione widownie, także na spektaklach bardzo wymagających. Po drugie, teatr jest rozsadnikiem idei, miejscem narodowych debat; i tak rozumiany jest kluczowym elementem polskiego rozumowania o nim. Wreszcie, argument najbardziej pragmatyczny: polski teatr jest marką, na której zmarnowanie nie możemy sobie pozwolić. Przez mistrzów takich jak Kantor czy Grotowski, po klasycznego już Lupę, czy wybitnych Warlikowskiego i Jarzynę, polski teatr awangardowy jest jedną z nielicznych dziedzin, w których jesteśmy w światowej czołówce. Dotyczy to zarówno historii jak i współczesności. Przez wielu znaczących europejskich krytyków polski teatr jest uznawany za najlepszy obok niemieckiego. Nasze państwo ma moralny obowiązek wobec swoich obywateli, ale i wobec światowej kultury. Zatem zasadnicze pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać to nie „Czy potrzebujemy teatru finansowanego z publicznych pieniędzy?”, tylko -„Jakiego?”
Teatry prywatne w natarciu
Prężnie działające w Warszawie teatry prywatne prawdopodobnie niebawem pojawią się w Krakowie. Repertuar jest na ogół lekki. Często grane są farsy, a teatry te wykorzystują popularność znanych aktorów. Jednak także tam zdarzają się przedstawienia może nie wybitne, ale warte uwagi. Mamy dowód, że grający komercyjne spektakle teatr nie musi być państwowy, a nawet więcej - nie powinien być. Obecna sytuacja, w której te państwowe grają przedstawienia absolutnie komercyjne, jest niedopuszczalna. Polski podatnik powinien płacić za spektakle ważne dla naszego życia kulturalnego, a nie za często „tanie”, choć niestety nietanie, farsy. Oczywiście, wielu ludzi nie przekona się do awangardowego teatru. Sam fakt wysypu teatrów prywatnych w Warszawie jest dowodem na jakieś zapotrzebowanie społeczne, ale i na przychylność urzędników. Głównym argumentem przedstawicieli państwowych teatrów, grających lekki repertuar, jest fakt, iż te prywatne dostają dotacje od miasta, więc do końca prywatne nie są. To prawda, jednak system, w którym teatr jest własnością prywatną, a ubiega się o dotację czy grant, jest znacznie korzystniejsza. Zdejmuje ona z miasta część kosztów, a także problemów organizacyjnych. Zmiana systemu finansowania dotyczyć powinna jedynie tych grających spektakle stricte komercyjne.
[zdjęcia] Zobacz galerię zdjęć z debaty Kraków Rozmawia: o teatrze
Teatry publiczne, jak publiczna telewizja
Jeżeli oburzamy się na „Taniec na lodzie” w publicznej telewizji, podobna zasada powinna obowiązywać w wypadku teatrów. Argument, jaki padł w trakcie debaty, jakoby szeroki dostęp do teatru „nieawangardowego” był potrzebny, ponieważ widz nie przychodzi od razu „na Warlikowskiego”, że musi najpierw dojrzeć do awangardy oglądając farsy, jest zupełnie nietrafiony. W oparciu o własne doświadczenia, jak i liczne rozmowy z fanami awangardowego teatru wiem, że większość z nich nigdy nie poszłaby na farsę. Dojrzewają oni od razu jako widzowie ambitnych spektakli, z czasem ucząc się je lepiej „czytać”, chodzą na wykłady do warszawskiego Instytutu Teatralnego czy Krytyki Politycznej (gdzie zdobywają wiedzę teoretyczną), czytają książki, spotykają się z artystami. To z pewnością lepsza droga do awangardy niż pseudobroodwayowskie przedstawienia. Krakowskie teatry, w przeciwieństwie do muzeów, nie przyswoiły sobie lekcji o tym, że nowoczesny teatr to nie tyko miejsce, gdzie grane są spektakle. Powinien prowadzić działalność edukacyjną, być miejscem spotkań, dyskusji, warsztatów. W Warszawie jednym z najbardziej aktywnych jest Nowy Teatr Krzysztofa Warlikowskiego, który nie posiada nawet własnego budynku (w organizacji wykładów współpracując z Krytyką Polityczną). Naszemu miastu brakuje takich miejsc jak Nowy Teatr czy Instytut Teatralny, jednak z nadzieją możemy patrzeć na powstające na Zabłociu Muzeum Kantora. Spośród wszystkich teatrów w Krakowie, tylko Stary jest tym, o którego premierach się pisze, który przyciąga widzów z innych miast, który potrafi zachwycić recenzentów i zawojować festiwale. Jednak Stary, jako narodowa scena dramatyczna, podlega bezpośrednio Ministerstwu Kultury. Interesująca Łaźnia Nowa jest na pograniczu teatru niezależnego i publicznego. Jesteśmy jednak w sytuacji, w której de facto żaden z teatrów finansowanych z pieniędzy miasta nie stał się miejscem ważnym na teatralnej mapie Polski i to wszystko w mieście, gdzie znajduje się świetna Akademia Teatralna. Zdecydowana większość uznanych polskich reżyserów teatralnych skończyła krakowską PWST, a mimo to nie udaje nam się stworzyć choćby jednego teatru konkurencyjnego dla Starego Teatru. A to przecież charyzmatyczni reżyserzy, na etatach dyrektorów lub nie, są podstawowym warunkiem zaistnienia dobrego teatru. Wielu ludzi związanych z krakowską kulturą potrafi jedynie żądać pieniędzy, pozostając w nieustannym samozadowoleniu, jeśli chodzi o poziom artystyczny swojej pracy. Z perspektywy obserwatora, nie różnią się oni wcale od protestujących górników, dbając po prostu o interes własnej grupy zawodowej. Dobry teatr musi być finansowany przez państwo, żeby zapewnić artyście swobodę tworzenia, pole do eksperymentu, jednak te wartości powinny być nie tylko przywilejem, ale i warunkiem.
Pieniądze to nie wszystko
Kiedy w trakcie debaty usłyszałem głos oburzenia na zbyt niskie finansowanie krakowskich teatrów poparty argumentem „no, że przecież, no jak to tak w „królewskim mieście Krakowie” kulturę traktować”, omal nie spadłem z krzesła. To właśnie ta atmosfera, pojenia się historią, samozadowolenia i mieszczańskich rytuałów towarzyskich, powoduje, że młodzi twórcy w poszukiwaniu fermentu uciekają z Krakowa. „Królewskość” Krakowa nie jest żadnym argumentem. Jest nim natomiast, na przykład, świetne PWST. Niestety, w czasie, gdy jego absolwent Grzegorz Jarzyna wyjechał do Warszawy aby wkrótce stworzyć tam genialny Teatr Rozmaitości ( obecnie TR Warszawa), większość, dokładnie tak jak teraz, dbała o partykularne interesy finansowe swoich teatrów. Nie ma się co dziwić. Piłka jest po stronie miasta, które powinno rozdawanie pieniędzy zastąpić polityką kulturalną. Wtedy pieniędzy będzie potrzeba dużo, ale warte będą wydania.
Jednak zmiany mentalne w Krakowie ostatnio zachodzą bardzo szybko. Zwłaszcza w kulturze; pojawia się szereg nowych inicjatyw, instytucji, miejsc. Wielu ludzi dokonuje tu niezwykłych rzeczy, będąc inspiracją dla kolejnych. Zaczęło się wietrzenie, czas otworzyć okna teatrów.
autor: Andrzej Brylak
Komentarze |






