Artykuł

Tyniec - zmarnowany potencjał?

Autor: Dawid Kuciński

07-06-2011 18:50:17


Zaloguj się



W obrębie miasta Krakowa od 38 lat. Od niemalże sześciu jest mocnym punktem w turystyce tradycyjnej i duchowej. Tylko czy ktokolwiek oprócz turystów na tym zyskał?

Tyniec? To jeszcze Kraków?
Tyniec został włączony do Krakowa w 1973 roku, a więc 38 lat temu. Jednak nadal nie wszyscy są przekonani, iż jest to jeszcze teren należący do miasta. Co może przekonać takiego niedowiarka? Może mapy, może wikipedia? Ale gdyby ktoś mapom ani Internetowi nie wierzył, to może linia miejska 112 pomoże przekonać się, że to osiedle z Krakowem związane jest mocno. Choć czy naprawdę mocno?

"Kraków kończy się na plantach"
Pomijając upiększanie i inwestowanie w ten skrawek miasta (co jest przecież bardzo opłacalne, mądre i wskazane), najgorszy jest fakt, że myślenie jest takie samo. Bardzo wąskie. Skupienie się tym – pi razy oko – kilometrze kwadratowym, powoduje, że całość wygląda jak zardzewiały pierścionek ze ślicznym rubinem w środku. Niektórzy bardziej łaskawi i liberalni, powiedzą, że Kazimierz (jako knajpiana mekka) można jeszcze zaliczyć do Krakowa. No i może kawałek Podgórza. Ale taki malutki. Wydaje się też, że sami radni miejscy myślą podobnie, choć wielu z nich wywodzi się z obrzeży, a nie ścisłego centrum. Swoją drogą, ścisłe centrum staje się coraz bardziej obce. Przemienia się w muzeum – żywe, ale jednak muzeum, gdzie nikt nikogo nie zna. Przychodzi, ogląda, siada, wypija piwo i wraca do siebie. W piwnicach rządzą kluby i puby, partery są pozajmowane przez knajpki, sklepiki, banki. A apartamenty i mieszkania wykupione przez obcokrajowców. Kraków kończy się na plantach. Tylko, z której strony?

Co może miasto?
A jakich elementów z tego ślicznego rubiny brakuje w Tyńcu? Zacznijmy od chodników. Kilka razy w roku można zobaczyć panów geodetów, którzy coś dokładnie mierzą, a wyniki skrzętnie zapisują w kartach, które później trafią do analizy. A co potem? Archiwum. I tak w koło Macieju. Brakuje też dobrych, szerokich dróg, ale tutaj na przeszkodzie stoją… domy. Tyniec był wsią, która od ulicówki na samym początku, zmieniła się w złożoną wielodrożną – czyli ulice są szczelnie otoczone domami. Ale czy to faktycznie przeszkadza, żeby na odcinku 300 metrów droga była prosta, a nie przypominała fal Dunaju? W dodatku robionych w pół roku. Ktoś może mi zarzucić, że przecież dwa lata temu, przy okazji próby uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, piękna i szeroka droga miała powstać. Jakim kosztem? Ot, wyburzeniem kilkunastu domów, ogrodzeń i poprowadzeniem tranzytu przez spokojną okolicę. Kolejną sprawą jest kanalizacja. Czyli łatwo się domyślić, że jej brak. Pierwsze prace rozpoczęły się jakieś dziesięć lat temu i do tej pory nic w tej sprawie się nie zmieniło. Mieszkańcy zapłacili, później okazało się, że wcale płacić nie musieli. W ostateczności MPWiK ogłosiło, że przez pewien czas ci, którzy są podłączeni do sieci, płacić nie będą. Na uwagę zasługuje fakt kończenia prac nad przepompownią. O ile drogi oraz cała skomplikowana infrastruktura jest bolączką całej Polski, tak zupełnie nie rozumiem braku choćby jednego bankomatu. – Żeby pobrać pieniądze, trzeba jechać albo do centrum, albo do Skawiny, a to przecież kawałek drogi. Pieniądze są często potrzebne na już – żali się pan Henryk. Zrozumiałe jest to, że osiedle na krańcu miasta, gdzie żyje przynajmniej dwa tysiące osób i jest odwiedzane przez rzeszę turystów nie ma ani jednego bankomatu. To jest przecież logiczne. Pod koniec 2009 roku w Polsce znajdowało się w użytku tylko ponad 33 mln kart płatniczych. Od tego czasu liczba ta pewnie znacznie wzrosła. A dodając do tego turystów zza granicy... Co jest jeszcze bolączką mieszkańców Tyńca? Oczywiście autobusy. Co prawda kursują od 4 rano do niemalże północy, ale jest ich za mało. MPK tłumaczy się małym ruchem pasażerów. Mieszkańcy mówią, co innego. Zwłaszcza w wakacje, gdzie autobusy jeżdżą rzadziej i są o znacznie mniejszej pojemności, niż te kursujące w rok szkolny. – Najgorzej jest rano, jak wszyscy jadą do pracy, a starsi ludzie do lekarza, a nie daj Boże wejdzie jakaś wycieczka! ­­– mówi jedna z mieszkanek. Faktem jest, że często drzwi się nie domykają. No, ale powiedzmy, że kilkudziesięciu uczniów robi taką różnicę, że nie opłaca się, aby pasażerowie jeździli komfortowo. Więc może wraz ze zmniejszeniem częstotliwości kursów i długości autobusów, zostaną wprowadzone jakieś wakacyjne zniżki?

Co mogą mieszkańcy?
Polacy narzekają, Krakowianie narzekają, Tyńczanie również. Na turystów, na benedyktynów wykorzystujących szanse, jaki im zostały dane przez Opatrzność, Unię Europejską i własny spryt. Narzekają na brak pracy, nieszczęsnych chodników i tego, że nikt nie chce za nich wszystkiego zrobić. Na przykładzie każdej miejscowości, która ma szczęście i w swoim obszarze mieści coś, co przyciąga turystów, Tyniec powinien wykorzystać "popyt" na klasztor, Rezerwat Skołczanka oraz jedyny w tym obszarze pomnik przyrody, jakim jest Źródło Świętojańskie. A wszystko to niedaleko centrum. W jaki sposób? Oto kilka przykładów: mała gastronomia, pokoje gościnne, powrót do wyrobów typowo tynieckich, a przez to sprzedaż pamiątek (np. magierek - które nie miałby metki „Made in China” i to by była dopiero pamiątka!). Jestem w stanie wymyślić tylko tyle, ale założę się, że możliwości jest dużo więcej. Potencjał tego osiedla jest w znacznym stopniu niewykorzystywany. Jedynie rejony przykościelne, nad Wisłą, napawają optymizmem, gdyż mieści się tam jeden fast food, restauracja oraz wypożyczalnia sprzętu wodnego. Ale to nadal za mało. Demostenes kiedyś powiedział: "Małe szanse są często początkiem wielkich przedsięwzięć". Dlaczego by nie skorzystać z tych szans?

Foto: milpsa,mmkrakow.pl

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech