Artykuł

W czasie deszczu Krakusy się brudzą

Autor: Wodzu

07-03-2011 23:05:55


Zaloguj się



Cóż za ulga po upalnym czerwcu w końcu mamy chwilę wytchnienia. Wszyscy się cieszą i radują.

No, chyba nie bardzo. Deszcz w naszym mieście jest sprawą, na którą zwłaszcza mieszkańcy ścisłego centrum wyczekiwać powinni z utęsknieniem. Położenie Krakowa w niecce powoduje, jak zapewne wszyscy wiedzą, kumulację zanieczyszczeń nad centrum miasta. Jedyne co może oczyścić atmosferę nad Krakowem to silne wiatry, opady deszczu albo zmiana władzy.

Tak czy inaczej na chłopski rozum, lepiej w tym pływać niż wdychać.
Ale nie ekologii, chciałem poświęcić poniższy, popełniony przeze mnie tekścik. Sęk w tym, że nasze miasto wydaje się całkowicie nieprzygotowane na opady deszczu. Nie myślę tu absolutnie o powodzi, bo na to nikt nie jest w stanie się przygotować, a w Polsce dodatkowo wygląda to jak wygląda, tylko o warunkach w jakich przyszło nam przemierzać nasze kochane miejsce życia.

W mojej głowie, w czasie takiego deszczu rodzi się pytanie:
– Co ja mam na siebie włożyć, żeby mnie krew jasna nie zalała, bo deszcz zrobi to na pewno-

Wynika to z tej prostej przyczyny, że w chodnikach i ulicach jest pełno dziur, tak więc jeżeli ja nie wpadnę, to przejeżdżający samochód dopełni dzieła. Wiaty przystankowe, są albo przeznaczone dla dwóch starszych pań z torbami, albo ich w ogóle nie ma, a do tego w tramwaju jest tak duszno, że nie jeżeli kurtka jest sucha od zewnątrz, to po chwili przemoknie od wewnątrz.

To była perspektywa pieszego, niestety człowiek z kółkami ma jeszcze gorzej. Weźmy na przykład takiego rowerzystę, którego złapał deszcz. Pomijając ścieżki, szczęśliwi Ci którym są one dane na trasie, to pobocza, dziurawe nawet jak jest słońce, w czasie lub po deszczu przemieniają się w istne wilcze doły. Nie pozostaje nic innego jak jechać bliżej środka jezdni.

Tutaj trzecia perspektywa, kierowca. Jest ślisko, ciasno i do domu daleko, a tu jeszcze przytrafi się jakiś szalony cyklista, który zamiast chodnikiem jedzie środkiem jezdni. Jakby wymijanie wystających to raz pod prawym, raz pod lewym kołem studzienek było zbyt małym wyzwaniem.
Na szczęście po chwili wychodzi słońce i dzięki kochanym towarzyszom i ich unikalnej mieszance asfaltowej, zamiast drogi mamy lustro. Co z tego, że nic nie widać, przynajmniej opalić się można.

Nasz kraj znalazł się nad przepaścią ale my śmiało robimy krok naprzód. Zakładamy więc raźnie kalosze w panterkę, zebra była modna w zeszłym sezonie, do tego antypespirant działający 7 dni, na to wszystko kurtka softshell’owa wytrzymała na 10000mm słupa wody i z uśmiechem na ustach wspominamy dni, gdy przeklinaliśmy 30-to stopniowy upał.

Komentarze



PSUEK
piecart
FotoBzik
Lapiech