Artykuł
Być może dla niektórych banałem jest stwierdzenie, że obecna ekipa Wisły Kraków nie dorasta do pięt tamtej galaktycznej (jak na polskie warunki) drużynie, która we wspaniałym stylu potrafiła odprawić z kwitkiem AC Parmę czy Shalke Gelsenkirchen. Każdy szanujący się kibic pamięta przecież błyskotliwego Kalu Uche, nieprzewidywalnego Kamila Kosowskiego czy asystującego Mirka SzymkowiakaCzy aby na pewno obecna drużyna mistrza Polski, nie miałaby szans z tamtą Wisłą? W mojej ocenie to wcale nie takie oczywiste, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.
Teraz, możemy już oczywiście tylko gdybać.
Ciekawszym pomysłem wydaje się odpowiedź na pytanie, dlaczego wtedy Wisła nie potrafiła pokonać przeszkody dla niej nieprzekraczalnej, tj. awansować do Champions League oraz dlaczego w tym roku, tej teoretycznie słabszej „wiśle” Maaskanta ten wyczyn może się udać. Czyżby Anderlecht Bruksela był wtedy drużyną lepszą piłkarsko?
Otóż nie, nie był.
W mojej ocenie, pozostającej w zgodzie z opiniami kilku ekspertów, na niepowodzenie w pamiętnym dwumeczu z Anderlechtem Bruksela zaważyło nieumiejętne przygotowanie drużyny na sam początek sezonu.
Niestety, wszyscy powtarzali jak mantrę, że Wisła była drużyną słabszą pod każdym względem – zarówno piłkarskim, taktycznym jak i fizycznym. Sami piłkarze pewnie też w to uwierzyli. Późniejsze porażki z Panathinaikosem, Dinamo Tbilisi, Valerengą Oslo oraz wyśmiewaną ( szkoda, że tylko przed dwumeczem ) Levadią Tallin tylko potwierdzają tezę o katastrofalnym przygotowaniu zespołu do pierwszych miesięcy walki o europejskie puchary.
Obecna drużyna jest prowadzona w zachodnim stylu. Jej holenderski trener przykłada niespotykaną w naszej ligowej rzeczywistości, wagę do przygotowań przed rozpoczęciem walki o puchary. Gdy piłkarze po przyjeździe do Krakowa, nie mogli trenować na boisku treningowym, podniósł publiczne larum tylko z powodu wydawałoby się małej straty dwóch jednostek treningowych. Otóż nie ! Nawet jeżeli nie zaważy to na formie wiślaków, to pokazuje zaangażowanie i ducha panującego w zespole. W tym roku urlopy piłkarze mieli rekordowo krótkie, co również ma być jednym z czynników dających upragniony awans.
Mimo, że teraz nie grają w Wiśle piłkarze pokroju Maćka Żurawskiego czy Mirosława Szymkowiaka, to i tak szansa na awans jest całkiem realna właśnie dzięki jej trenerowi. Osoba Roberta Maaskanta, miejmy nadzieję sprawi, że Wisła już za dwa miesiące będzie przez fanów uważana jako ta najlepsza na przestrzeni kilkunastu lat właśnie dzięki grze w fazie grupowej LM.
PS. Niemiłe wieści ze sparingu z Rapidem Bukareszt - kontuzje odnieśli Maor Melikson, Andraż Kirm oraz Osman Chavez...Bez nich w składzie Wisła traci połowę swojej wartości...
Komentarze |






