Artykuł
Bez (ZI)KiTu
Ostatnie doniesienia prasy mówiące o aferach w Zarządzie Infrastrukrury Komunalnej i Transportu można spokojnie sparafrazować tekstem z komedii „Chłopaki nie płaczą”.
– Gdzie jest, k***a, moje trzysta baniek, słyszysz?! Gdzie jest kur...
– Są w życiu ważniejsze rzeczy niż twoje trzysta baniek.
– Na przykład sześć milionów.
Tak więc życie dogoniło finezyjnie ułożony dialog. No bo przecież najpierw zniknęło 288 tysięcy złotych, które sobie przywłaszczył jeden z urzędników ZIKit-u, a teraz wychodzi na jaw, że te pieniążki to kropla w morzu przekrętów. W krakowskich kuluarach mówi się o poważniejszej kwocie. Ale od początku. Roczny budżet szanownego Zarządu wynosi miliard złotych. Więc jeden urzędnik pomyślał (sic!), że sobie uszczypnie z tego marne sześć milioników, a za nim ktoś inny jeszcze marniejsze nie całe – podkreślam nie całe – trzysta tysiączków. Nikt nie zauważy. Ale jednak ktoś zauważył.
Dinozaur, rozrośnięta kreatura urzędnicza chwieje się na swych komunalnych nogach. O ile kilka porażek krakowscy radni wraz z prezydentem na czele mogli przeżyć, afer pieniężnych na pewno nie przeżyją, zważywszy na stan finansów miasta. A jeśli tak, to będzie to tylko świadczyło o nich. W końcu dla rodziny chce się jak najlepiej.
Komentarze |






