Artykuł
Najważniejsza ilość…
…a nie bezpieczeństwo i komfort. Dlaczego? Bo ilość przekłada się na pieniążki. Oczywiście, ilość osób. Pomijając zły stan techniczny budynku przy ulicy Wielopole i wręcz głupią bezsilność władz miejskich, które pozwalały sobie na szydzenia ze prawa przez nieuchwytnego właściciela, tak organizatorzy Targów Książki – imprezy mocno różniącej się od niemalże conocnych zabaw – poszli tym samym tropem.
Kto był, ten wie, kto nie był, musi uwierzyć na słowo. Zresztą liczba 34 tysięcy mówi sama za siebie, ale obiektywnie patrząc, to nie tak dużo, prawda? A jeśli rozłożymy to na trzy dni… Nie, w nowoczesnych obiektach, przystosowanych do obsługi tylu gości to nie dużo. Ale weźmy te stare hale Targów w Krakowie i co tam znajdziemy? Wszystko się chwieje, nie ma czym oddychać. Smutne wiatraczki młóciły gdzieś tam w górze powietrze, ale co to miało dać? Zamiast klimatyzacji otwory w dachu, którymi uciekało gorące powietrze, lecz to za mało. Były miejsca, gdzie dało się oddychać, to fakt. Na przykład przy drzwiach wyjściowych i wejściowych…
Zysk. Zysk jest sprawą, której zdrowy rozsądek oprzeć się nie może. Najzwyczajniej w świecie pieniądz jest najważniejszy. A później wszyscy się chwalą jakie to zainteresowanie książką! Tak, przyprowadzić celebrytów plus kilku znanych pisarzy i jest zainteresowanie jak malowane! Tak, wystarczy wpuszczać ludzi bez umiaru. Im więcej ludzi, tym więcej sprzedanych oszukanych piw i drinków, przepraszam, napojów z lodem.
Ale wróćmy jeszcze do Targów. Książka kojarzy mi się ze spokojem i skupieniem, intymnością i zanurzeniem się w świat kreowany przez słowa, gdzie wyobraźnia skupiona na tym naszym kodzie, stwarza piękne projekcje. Ale pewnie ja się nie znam. Musi być głośno, duszno, ciasno, niewygodnie, mokro od potu i nerwowo od przeciskania się między ludźmi – wtedy wszystko ma sens. Wtedy książki lepiej smakują, muzykę lepiej słychać, a wszystko inne niech diabli wezmą.
Komentarze |






