Artykuł
Kolejny raz Unia Europejska pokazała, jak mocno chce ingerować w nasze życie. Tym razem przedmiotem sporu o wolność wyboru jest niegroźne - jakby się mogło wydawać! - ziołolecznictwo. Od tego weekendu przepisy dotyczące sprzedaży ziół zostaną restrykcyjnie zaostrzone.
Unia się o Ciebie troszczy
I właśnie dlatego woli, żebyś brał pigułki wytwarzane przez wielki koncern. Brytyjscy naukowcy z MHRA (Medicines and Healthcare Products Regulatory Agency) w 2009 roku na zlecenie firmy farmaceutycznej zbadali, czy społeczeństwo korzysta z leków ziołowych. Okazało się, że tak – i to wcale nie rzadko. Niemal 30% dorosłych przyznało się do zażycia leków ziołowych w ciągu ostatnich dwóch lat (2007-2009). Wynik może nie wydawać się tak duży, ale idą za nim dwie poważne rzeczy: pieniądze i zaufanie do tradycji.
Troska czy pełna kiesa?
Trzeba zadać sobie pytanie, czy nowe przepisy mają pokazać, jak bardzo rządzący dbają o nas, szarych podatników, czy raczej o kieszenie koncernów? Nie od dziś wiadomo, że już nasze babcie leczyły się sprawdzonymi ziołami, a o efektach ubocznych niemal się nie słyszało. Co sprawiło, że teraz patrzy się na to w inny sposób? Zapewne silne lobby farmaceutyczne, chcące nieco „na siłę” powiększyć swoje wpływy. Jednak czy zyskamy na zakazie, czy tylko stracimy? Czy warto na ślepo słuchać przepisów, które mogą doprowadzić do całkowitego uzależnienia od środków chemicznych, mających wielki wpływ na pogorszenie naszej wrodzonej odporności, której nie niszczyły preparaty na bazie ziół?
A co z ekosystemem?
Warto pomyśleć, co będzie, jeśli ludzie przestaną kupować lecznicze medykamenty w sklepach ze zdrową żywnością czy aptekach. Wielu zapewne uda się na poszukiwanie potrzebnych im ziół, a to oznacza, że „zabiorą” zwierzętom lasów, łąk i pól jedyny sposób na leczenie ich dolegliwości. Dodatkowo, jeśli zapotrzebowanie będzie duże, a liczba osób zbierających rośliny lecznicze na własną rękę wzrośnie, naturalne źródła nie będą miały czasu na odpowiednią regenerację i po krótkim czasie się wyczerpią.
Zbyt duże zaufanie
Koncerny tłumaczą, że skoro według badań aż 56% ankietowanych przyznało, że ufa ziołowym lekom, bo są „naturalne”, to trzeba zaostrzyć przepisy. Ludzie zazwyczaj nie wiedzą, jakie zioła można łączyć z jakimi lekami. To prawda, że niektóre związki potrafią, np.: zaburzyć pracę leków nasercowych albo działanie tabletek antykoncepcyjnych, ale czy zamiast umieścić informację na opakowaniu lepiej jest tak zaostrzyć przepisy, aby produkcja leków ziołowych była po prostu nieopłacalna?
Natura contra chemia
Naukowcy twierdzą, że zioła mogą niekorzystnie wpływać na działanie leków chemicznych. I faktycznie, dziurawiec wpływa na działanie wspomnianych już tabletek hormonalnych, a miłorząb i rzeńszeń podobno źle reagują z Warfarinem (lek rozrzedzający krew). Na początku tego roku MHRA zdelegalizowała napar z wiciokrzewu, wpływający na trawienie, uznając, że zawartość xenicolu przekracza dwukrotnie dopuszczalną normę. Jednak czy parę takich przykładów jest warte tego, aby zakazać ziołolecznictwa w ogóle? Przy wizycie u lekarza należy podać, jakie leki – również te wydawane bez recepty – się bierze. Łatwiej byłoby dołączyć do tego pytania jeszcze zagadnienie przyjmowanych ziół, niż z góry je przekreślać.
Zaostrzony rygor
Unia Europejska wyjaśnia, że nie zakazuje stosowania leków ziołowych ani też nie wstrzymuje sprzedaży. Wprowadza za to zaostrzenia odnośnie do produkcji i wytwarzania medykamentów. W teorii ma to zagwarantować bezpieczeństwo, w praktyce – producenci przyznają, że nie stać ich będzie na podołanie nowym zasadom i prawdopodobnie będą musieli zamknąć swoje firmy.
I co dalej, Europo?
Taki sposób ograniczania wolności wyboru obywateli zakrawa już o prohibicję. Jak można się łatwo domyślić – rynek ziołolecznictwa przeniesie się na mniej „obserwowane” rewiry. Niektórym przypominają się zapewne czasy PRL-u, kiedy zakazane było niemal wszystko.
Można by pomyśleć, że nowoczesne państwo pozwala swoim obywatelom na podejmowanie samodzielnych decyzji. Coraz to nonsensowniejsze przepisy unijne każą jednak się zastanowić nad tym, czy aby na pewno tak jest. Czy nie żyjemy przypadkiem w eurowiosce, gdzie za sznurki pociąga już nawet nie tyle szanowna starszyzna, ale młodzi nowobogaccy?
Więcej informacji o stosowaniu leków ziołowych można znaleźć na tej stronie
Barbara Szymczak
Komentarze |






