Artykuł
Spotyka ich niemal każdy, kto przynajmniej raz na miesiąc odwiedza Rynek Główny, w szczególności przechodząc przez ul. Szewską, Floriańską czy Grodzką. Doświadczeni spacerowicze omijają ich szerokim łukiem. Zamyśleni, nieuważni lub po prostu niedoinformowani zostają grzecznie lub mniej - zaczepiani. Czego chcą od nas ludzie z jaskrawo zielonymi legitymacjami?
Okazuje się, że najczęściej finansowego wsparcia. To pracownicy Greenpeace, tzw. fundraiserzy, czyli osoby pozyskujące fundusze dla tej najpopularniejszej na świecie organizacji ekologicznej. Greenpeace to organizacja, która nie pozyskuje żadnych środków z instytucji rządowych i pozarządowych - budżetów państw, przedsiębiorców, przedstawicieli biznesu i partii politycznych. Dlatego potrzebuje ludzi, którzy skłonią ludzi do regularnego wsparcia finansowego wszelkich swoich działań. W Polsce grono indywidualnych, dobrowolnych darczyńców liczy 10 000 osób, a na całym świecie około 3 000 000.
Rola fundraisera działa na zasadzie "direct dialogue" – nawiązuje on rozmowę z przechodniem, którego, po krótkiej rozmowie na temat ochrony środowiska i działań Greenpeace, prosi o finansowe wsparcie. Jeśli odnosi sukces – przechodzień wypełnia formularz z poleceniem przelewu, weryfikowany następnie przez bank.
W Polsce świadomość o tego typu działalności wciąż znajduje się w powijakach, mimo, że Polskie Stowarzyszenie Fundraisingu powstało w 2006 roku. Kraków to jedno z pierwszych rodzimych miast, w których wdrożono taki program. Obecnie grupy fundraisingowe Greenpeace działają także w Warszawie, Bydgoszczy, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu, Wrocławiu, Opolu i Łodzi.
Większość z nas jest jednak zirytowana nagabującymi działaczami. Po pierwsze – usiłują nas na siłę uświadomić, a my wcale nie chcemy słyszeć, że paprociom dzieje się krzywda. Mało to ludzkich tragedii wokół? Po drugie: kojarzą się z żebrakami – chcą pieniędzy. Każdy, kto chce od nas wyciągnąć pieniądze jest zły i już. Po trzecie: co chwila słyszymy o „spektakularnych” akcjach Greenpeace; a to kontrowersyjna Dolina Rospudy (i chronienie żab, o których istnieniu do tej pory nie mieliśmy pojęcia), a to przywiązywanie się do drzew i to właśnie w momencie, kiedy wreszcie rusza budowa autostrady (świetnie, zniechęcajcie nasz Rząd, to już nigdy w tym kraju porządnych dróg nie doczekamy!), a to zablokowanie budowy odkrywkowej kopalni węgla w Tomasłowicach koło Konina w 2009 roku (o proszę, potem wszyscy narzekają na bezrobocie).
Jakby tego było mało, coraz częściej spotykamy fundraiserów, którzy nieprzyzwoicie nas zaczepiają, chociaż doskonale widać, że przybieramy postawę wyraźnie niechętną. Musimy jednak przyznać, że praca fundraisera to ciężki kawałek chleba. Zresztą sama organizacja tego nie ukrywa i już w filmie zachęcającym do włączenia się w program, ostrzega przed niechętnym nastawieniem ludzi i pracą pod gołym niebem w każdych warunkach atmosferycznych – czy to deszcz, śnieg, mróz czy skwar.
Dlatego fundraiserami zostają najczęściej ludzie młodzi, studenci, którzy w desperackiej próbie dorobienia zgadzają się na każdą pracę. Ile zarabia fundraiser? 11 zł za godzinę przez pierwszy miesiąc pracy, 12 zł od drugiego miesiąca. Pracuje 15 godzin w tygodniu, co daje 660 - 720 złotych miesięcznego wynagrodzenia. Bonusy są możliwe w zależności od efektywności pracy. Wiele osób uważa, że są nachalni i wręcz niegrzeczni, gdyż otrzymują „od nas” prowizję. Ale to nieprawda, że aktywiści dostają prowizję od „złapanych” darczyńców i wypełnionych formularzy.
Fakt, nie każdy zatrudniony student jest miłośnikiem przyrody i zna się na ekologii. Dlatego przyszli fundraiserzy przechodzą szkolenie, które ma ich przygotować do rozmów z ludźmi. Niestety nierzadko zdarza się, że przechodzień okazuje się znacznie lepiej zorientowany w tematyce energii atomowej, żarówek energooszczędnych czy globalnego ocieplenia – co także staje się powodem dla żartów z „zielonych”.
Przyznajmy szczerze - ekologów wciąż traktujemy pobłażliwie, a w naszej świadomości funkcjonują jako lekko nawiedzeni aktywiści. Warto jednak pamiętać, że wśród nich są ludzie dbający o to, by nasze prawnuki miały możliwość podziwiania przykładów natury, które udało zachować się w świecie galopującej industrializacji. Żadne makiety czy wizualizacje im tego nie zastąpią.
Okazuje się, że najczęściej finansowego wsparcia. To pracownicy Greenpeace, tzw. fundraiserzy, czyli osoby pozyskujące fundusze dla tej najpopularniejszej na świecie organizacji ekologicznej. Greenpeace to organizacja, która nie pozyskuje żadnych środków z instytucji rządowych i pozarządowych - budżetów państw, przedsiębiorców, przedstawicieli biznesu i partii politycznych. Dlatego potrzebuje ludzi, którzy skłonią ludzi do regularnego wsparcia finansowego wszelkich swoich działań. W Polsce grono indywidualnych, dobrowolnych darczyńców liczy 10 000 osób, a na całym świecie około 3 000 000.
Rola fundraisera działa na zasadzie "direct dialogue" – nawiązuje on rozmowę z przechodniem, którego, po krótkiej rozmowie na temat ochrony środowiska i działań Greenpeace, prosi o finansowe wsparcie. Jeśli odnosi sukces – przechodzień wypełnia formularz z poleceniem przelewu, weryfikowany następnie przez bank.
W Polsce świadomość o tego typu działalności wciąż znajduje się w powijakach, mimo, że Polskie Stowarzyszenie Fundraisingu powstało w 2006 roku. Kraków to jedno z pierwszych rodzimych miast, w których wdrożono taki program. Obecnie grupy fundraisingowe Greenpeace działają także w Warszawie, Bydgoszczy, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu, Wrocławiu, Opolu i Łodzi.
Większość z nas jest jednak zirytowana nagabującymi działaczami. Po pierwsze – usiłują nas na siłę uświadomić, a my wcale nie chcemy słyszeć, że paprociom dzieje się krzywda. Mało to ludzkich tragedii wokół? Po drugie: kojarzą się z żebrakami – chcą pieniędzy. Każdy, kto chce od nas wyciągnąć pieniądze jest zły i już. Po trzecie: co chwila słyszymy o „spektakularnych” akcjach Greenpeace; a to kontrowersyjna Dolina Rospudy (i chronienie żab, o których istnieniu do tej pory nie mieliśmy pojęcia), a to przywiązywanie się do drzew i to właśnie w momencie, kiedy wreszcie rusza budowa autostrady (świetnie, zniechęcajcie nasz Rząd, to już nigdy w tym kraju porządnych dróg nie doczekamy!), a to zablokowanie budowy odkrywkowej kopalni węgla w Tomasłowicach koło Konina w 2009 roku (o proszę, potem wszyscy narzekają na bezrobocie).
Jakby tego było mało, coraz częściej spotykamy fundraiserów, którzy nieprzyzwoicie nas zaczepiają, chociaż doskonale widać, że przybieramy postawę wyraźnie niechętną. Musimy jednak przyznać, że praca fundraisera to ciężki kawałek chleba. Zresztą sama organizacja tego nie ukrywa i już w filmie zachęcającym do włączenia się w program, ostrzega przed niechętnym nastawieniem ludzi i pracą pod gołym niebem w każdych warunkach atmosferycznych – czy to deszcz, śnieg, mróz czy skwar.
Dlatego fundraiserami zostają najczęściej ludzie młodzi, studenci, którzy w desperackiej próbie dorobienia zgadzają się na każdą pracę. Ile zarabia fundraiser? 11 zł za godzinę przez pierwszy miesiąc pracy, 12 zł od drugiego miesiąca. Pracuje 15 godzin w tygodniu, co daje 660 - 720 złotych miesięcznego wynagrodzenia. Bonusy są możliwe w zależności od efektywności pracy. Wiele osób uważa, że są nachalni i wręcz niegrzeczni, gdyż otrzymują „od nas” prowizję. Ale to nieprawda, że aktywiści dostają prowizję od „złapanych” darczyńców i wypełnionych formularzy.
Fakt, nie każdy zatrudniony student jest miłośnikiem przyrody i zna się na ekologii. Dlatego przyszli fundraiserzy przechodzą szkolenie, które ma ich przygotować do rozmów z ludźmi. Niestety nierzadko zdarza się, że przechodzień okazuje się znacznie lepiej zorientowany w tematyce energii atomowej, żarówek energooszczędnych czy globalnego ocieplenia – co także staje się powodem dla żartów z „zielonych”.
Przyznajmy szczerze - ekologów wciąż traktujemy pobłażliwie, a w naszej świadomości funkcjonują jako lekko nawiedzeni aktywiści. Warto jednak pamiętać, że wśród nich są ludzie dbający o to, by nasze prawnuki miały możliwość podziwiania przykładów natury, które udało zachować się w świecie galopującej industrializacji. Żadne makiety czy wizualizacje im tego nie zastąpią.
Agata Knapek
foto: greenpeace.humanwayapp.com
Komentarze |






