Zamek Królewski na Wawelu

Adres: Wawel 5
Autor: Wodzu

Kontakt: (12) 422 51 55


Jest piękny lipcowy, piątkowy poranek. Bez problemu dotarłem z Prokocimia do samego centrum samochodem i zaparkowałem na parkingu pod Wawelem. Pod znakiem „Parking” znajduje się automat do zakupu biletu postojowego – cena jak dla zagranicznego turysty niezbyt wysoka. Automat ma opis po angielsku jak go użyć ale trzeba jeszcze wymyślić by do niego podejść. Zwłaszcza gdy ktoś stanie tak, że nie będzie go widać. Być może włodarze miasta nie wymyślili by pod znakami „Parking” dać angielski opis o konieczności dokonania opłaty. Załóżmy, więc że turyści przyjechali tu tramwajem.

Na wzgórze udaję się najkrótszą drogą, a więc schodami, dość wąskimi bez podjazdu dla wózków ale to nie jest wejście główne, więc jest to do wybaczenia. Wchodzę przez bramę Bernardyńską, po drodze zaczepiają mnie siedzący na murku przewodnicy, czy nie chcę skorzystać z ich usług. Ależ oczywiście, że chcę ale po angielsku – Tutaj powstaje chwila konsternacji, Pani która umie po angielsku jeszcze nie przyszła ( w takim razie co jest tylko jedna?!). Na szczęście po chwili Pani dociera i umawiamy się na rozpoczęcie zwiedzania we cztery osoby w języku angielskim wnętrza katedry, oraz komnat królewskich – cena 150 PLN –

Tak rozpoczęła się moja piątkowa przygoda ze wzgórzem wawelskim, potem mógłbym zanudzać o faktach i mitach jakie słyszałem, o dziedzictwie narodowym jakie dane mi było zobaczyć .
Myślę, że o tym lepiej wypowie się mój kuzyn z Kanady, który był ze mną na miejscu (link pod koniec lipca) ja postaram się opisać Wawel z punktu widzenia typowego Krakusa, który tam dawno nie był.

Pierwsze pytanie – Gdzie tu można kupić bilety i czemu tak drogo? –
Gdyby nie pomoc przewodników na wejściu ciężko byłoby wyszukać sprawnie ukrytych tabliczek prowadzących do centrum informacji turystycznej. Cena, ujdzie w tłoku, za komnaty królewskie stan na 11.07.2011r 18 PLN za normalny 11PLN ulgowy.
Gorsza rzecz jest taka, że bilety do katedry trzeba kupić gdzieś indziej, a dokładnie naprzeciwko katedry.

Teraz już będą same przyjemne sprawy. Tuż koło centrum informacyjnego znajduje się kawiarnia, nowoczesna, czysta z szerokim wyborem napojów i deserów. O dziwo ceny nie zwalają z nóg, są powiedzmy w granicach Rynku głównego, np. gorąca czekolada za 8 złotych.
Szczerze, to za taką miejscówkę, z takim widokiem należy się odpowiednia cena. Kelnerki bardzo sympatyczne i do tego władające wieloma językami, podobnie jak Panie w kasach biletowych.
Tak właściwie to jest to bardzo dobre miejsce by wybrać się np. z nowopoznaną Panią na kawę, już widzę to zdziwienie w jej oczach, gdy usłyszy o Wawelu.

Jak już wcześniej napisałem, nie chcę się rozwodzić na temat zabytków, a bardziej na temat moich ogólnych odczuć.
Katedra – kościół jak kościół tylko wypełniony szczątkami królów i Świętych. Trochę się czułem jakby oprowadzano mnie po bogato zdobionym i zadaszonym cmentarzu, zresztą taką funkcję pełnią krypty, które są po prostu nie ozdobione. Gdyby kogoś nie interesowała historia sztuki lub nie jest ze zmarłym związany w jakiś sposób emocjonalnie, przejdzie przez to miejsce obojętnie.
Dobrym tego przykładem jest właśnie krypta, gdzie wokół grobu niedawno zmarłej Pary Prezydenckiej jest pełno ludzi, robiących sobie, o zgrozo, zdjęcia z nagrobkiem. Sam grób jest wykonany z bardzo ładnego marmuru ale artystycznie to zwykła żółta cegła, bez porównania do grobów dawnych królów Polski.

Największe wrażenie w całej katedrze robi dzwon Zygmunta, strome drewniane schody na wieżę, oraz widok z samej wieży.

Po wyjściu z katedry i przejściu na dziedziniec arkadowy jest już delikatnie mówiąc - ubogo.
Na dziedzińcu była właśnie rozkładana scena, ludzie jak zawsze siedzieli tuż przy drzwiach wyjściowych „ładując” się energia a czakramu, którego istnieniu twardo zaprzecza dyrekcja muzeum.
Na wejściu do komnat przeżyłem pierwsze i ostatnie w tym miejscu zaskoczenie, ustawiono mianowicie bramki, jak na lotnisku, z wykrywaczem metalu i zapewne aby nikt tych bramek nie ukradł dołożono dwóch rosłych ochroniarzy. Widać w takich czasach przyszło nam już żyć, że nawet Polacy muszą się obawiać, czy czegoś u nas nie wysadzą terroryści.

Dalej już było szablonowo, czyli dla każdego kto tu był i nie fascynuje się bezcennymi arrasami , trochę pusto i bez zaskoczeń. Nie chcę porównywać Wawel do innych muzeów, ani umniejszać wagi kolekcji tu zgromadzonej , której liczność poważnie nadwątliły ataki kolejnych najeźdźców ale czuje się poważny niedosyt zwłaszcza jeżeli ktoś był w Łańcucie, albo nawet w muzeum Czartoryskich, czy w Pałacu Krzysztofory .
Gdyby w zamku nagle na nowo pojawił się np. Zygmunt II August ze swoją świtą, to tak na dobrą sprawę nie mieliby na czym wszyscy usiąść.

Jak więc postrzegam Wawel po tej wizycie, po latach?
Wydaje mi się, że to wzgórze widokowe. Z zewnątrz piękne, zwłaszcza w nocy wspaniale oświetlone. Prezentujące si ę bardzo majestatycznie i górujące nad centrum Krakowa. Po wyjściu na wzgórze i stanięciu na tarasach widokowych, możemy poczuć się jak dawni królowie podziwiający swoje włości.
Jednak piękne fasady, monumentalne baszty, to wszystko odwraca nasz wzrok od wnętrz, w których ciężko nam znaleźć coś dla siebie.
Serce tego miejsca z komnat królewskich, w których życie zamarło wraz z ostatnimi królami przeniosło się na dziedzińce, w otoczenie kamienistego ogrodu pałacowego. To tutaj zobaczymy najwięcej ludzi, prawdziwą mieszankę kulturową władającą wieloma językami. Tak jakby coś przyciągało tych wszystkich ludzi właśnie tutaj, aby się spotkać i złączyć się razem pod majestatem Wielkiego Królewskiego Wawelu.

Jednak gdy turyści wyjadą, który z mieszkańców przyjdzie do dawnego gniazda królów by z sentymentem spojrzeć na pokryty złotem dach kaplicy Zygmuntowskiej? Być może czasami, pojawimy się na jakimś koncercie, grze plenerowej, albo w czasie wianków by spojrzeć na zakole Wisły.
Taką właśnie cenę zapłacił Wawel za swoją wielkość. Jest symbolem Krakowa, a jednak większości mieszkańców jest bardzo odległy. To turyści władają zamkiem Królewskim, wówczas gdy my mijamy go, czasami nawet obojętnie, podążając w kierunku rynku.

Komentarze

comments powered by Disqus