Barakah. Teatralny głos z offu

Ana Nowicka i Monika Kufel, założycielki Teatru Barakah fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
– Nie stawiamy kropki, ale znak zapytania. Wojciech Młynarski śpiewał w jednej z piosenek „Róbmy swoje”. My dodajemy do tego: i bądźmy w tym wszystkim uczciwi – mówią Ana Nowicka i Monika Kufel, założycielki Teatru Barakah.

W tym roku teatr obchodzi 15. urodziny. Przy ul. Paulińskiej 28 działa oficjalnie od 21 października 2013, gdzie przeniósł się z poprzedniej siedziby w piwnicy Klezmer Hois przy Szerokiej 6. Występ górniczej orkiestry dętej i flagowe przedstawienie teatru pt. „Szyc” rozpoczęły nowy rozdział tej alternatywnej sceny.

Tajne spotkania teatralne

Barakah mieści się w pomieszczeniach dawnej mykwy żydowskiej, która niegdyś pełniła funkcję łaźni ludowej, zwanej Łaźnią Nową czy Mykwą Nową. Jej zadaniem było odciążenie działającej przy Szerokiej 6 Mykwy Wielkiej. Nowy obiekt przy Paulińskiej zaprojektowany przez Karola Korna z Bielska-Białej zaczął działać w 1912 roku. Później mieściła się tu firma hydrauliczna, która wytwarzała granaty dla Armii Krajowej.

Po wielu latach miejsce to odkrył na nowo Bartosz Szydłowski. Do 2005 roku w budynku działało założone przez niego Stowarzyszenie Teatralne Łaźnia. Teraz teatr Łaźnia Nowa działa w Nowej Hucie, a w przestrzeni zadomowił się Teatr Barakah.

– Kiedy otwierałyśmy teatr, odwiedził nas 86-letni pan, który przyjechał do Krakowa ze Stanów Zjednoczonych. Chodził śladami swojej mamy. W jej pamiętniku przeczytał, że podczas II wojny światowej działała tu nie tylko tajna montownia granatów, ale i odbywały się tajne spotkania teatralne. Spektakle organizowano tu w dużej konspirze – opowiada Ana Nowicka, dyrektorka Teatru Barakah.

Najpierw remont, później wzlot

Gdy Ana Nowicka i Monika Kufel zaczynały tu działać, nie wiedziały o tej karcie historii podziemia przy Paulińskiej. Zanim jednak podziemna przestrzeń wróciła do czasów świetności, obie panie musiały zakasać rękawy i uporać się z tym, co w tym podziemiu zastały.

– Po tym, jak „Łaźnia” przeniosła się do Nowej Huty, to miejsce przechodziło z rąk do rąk. Powstawały knajpy, kluby, a przestrzeń popadła w ruinę… Warunki były tu, delikatnie mówiąc, straszne – wspomina Nowicka.

Założycielki Barakah nie wyobrażały sobie jednak innej przestrzeni, w której teatr mógłby rozwinąć skrzydła. Ale najpierw trzeba było zadbać o wykonanie: tynków, schodów, instalacji elektrycznej, wodnokanalizacyjnej, monitoringu, ogrzewania, wentylacji, wygłuszenia i wyciszenia sceny, zamontowanie reflektorów, widowni, wydzielienie i wyposażenie pomieszczenia na garderobę, biuro, reżyserkę, toalety…

W pomieszczeniu, w którym grane są spektakle, nadal znajdują się oryginalne kafle z czasów działania mykwy żydowskiej. W niektórych przedstawieniach pełnią rolę elementów scenografii.

Twórcze podziemie

– Barakah to już chyba jedno z najbardziej znanych „podziemi kulturalnych” w Polsce. A linię teatru, który jest znany i doceniany, chcemy prowadzić przez cały czas. Zależy nam na sztukach niosących w sobie przekaz, mających przesłanie, niepozostawiających widza z niczym – mówi Monika Kufel.

Przez kilkanaście lat działalności w teatrze odbyło się 45 premier, w tym ponad 30 to prapremiery, w których udział brali aktorzy występujący na scenach największych teatrów w Krakowie i Polsce. „Jednoręki ze Spokane”, „Martwe wesele”, „Szyc”, „Królowa wanny”, „Ja, Sendlerowa” czy „Dzieci z dworca ZOO”, cykl wydarzeń w ramach Nocy Waniliowych Myszy to tylko niektóre z przykładów. W repertuarze znajduje się również rewia drag queen „My way, my dream, my life” i „Diamonds of the night”.

Barakah otrzymał ponad 20 nagród w dziedzinie teatru, w tym w 2012 roku najbardziej prestiżową ogólnopolską nagrodę im. Leona Schillera za wybitne osiągnięcia przyznawaną przez Związek Artystów Scen Polskich.

Nie kropka, a znak zapytania

– Nie boimy się tematów trudnych, tematów tabu, tematów politycznie niewygodnych. Z drugiej strony zależy nam, gdy podejmujemy już taki temat, staramy się nikogo nie obrażać. Mamy zasadę: jeśli jest sztuka, która w jakiś sposób jest drażliwa dla masowego odbiorcy, staramy się nie obrażać, nie robimy wulgarnego teatru. Nigdy nie stawiamy kropki, ale znak zapytania – zaznacza Monika Kufel.

Ana Nowicka: – Kij ma zawsze dwa końce. My w naszych sztukach staramy się te dwa końce pokazać. Czarne nigdy nie jest do końca czarne, a białe nie jest zawsze białe. W naszym teatrze szukamy siły i formy wypowiedzi, które zaakceptuje średnie pokolenie, student czy starszy widz.

Głos z podziemia

Na otwarciu teatru przy Paulińskiej nie bez powodu zagrała górnicza orkiestra dęta. To miał być znak, że działające tu „podziemie kultury” będzie głośne, a jego głos będzie słyszalny w całej Polsce.

– Wiele razy słyszałam, że teatr nieinstytucjonalny to teatr offowy, zaangażowany, walczący, alternatywny. Przez to wiele osób uznawało, że to nie dla nich. W wielu środowiskach „off” kojarzył się negatywnie, ze skandalami. Dawniej to było coś nowatorskiego. Szukano prawdy scenicznej w wypowiedzi. Teraz jest tak, że teatr miejski zaczął podążać wzorem teatru offowego – zwraca uwagę Nowicka.

Dlatego przez pierwsze pięć lat działania założycielki Barakah przede wszystkim pracowały na to, aby ich teatr nie miał łatki „amatorskiego”. Przez cały czas podkreślały, że są absolwentkami uczelni artystycznych – Ana Nowicka, reżyserka i aktorka, ukończyła krakowską PWST [obecnie: Akademia Sztuk Teatralnych im. S. Wyspiańskiego – przyp. red.], a Monika Kufel, aktorka, scenografka i kostiumograf wrocławską PWST.

– Zależało nam na tym, aby wydobyć rangę teatru awangardowego. To alternatywa dla aktorów pracujących w zawodowych teatrach, którzy chcą się sprawdzić w zupełnie innej przestrzeni. Teatr nie powinien być skansenem, a czymś ciągle żywym – przyznaje Monika Kufel.

Dodaje: – My swoim dorobkiem ciągle musimy udowadniać, że zasługujemy na dotacje. Ciągle jesteśmy na sprawdzianie. Teatry instytucjonalne mają stałe dotacje, dzięki czemu mogą produkować więcej premier. U nas premiera to wisienka na torcie.

Porozmawiajmy o hejcie

14 lipca, 2019 rok. Około godziny 17.00 dochodzi do zniszczenia drzwi teatru Barakah, na których znajdował się plakat zapowiadający rewię Drag Queen. Spektakl jest w repertuarze od dwóch lat.

– Rozwalenie naszych drzwi, skopanie ich to był głos w dyskusji. Są ludzie, którzy nie są w stanie zaakceptować tego, że rewia drag queen to sztuka – ocenia Monika Kufel.

Ana Nowicka przyznaje, że początkowo po całym zdarzeniu była wściekła.

– Ciężko pracujemy na to, aby ta przestrzeń istniała. Ale krew mnie zalewa, że ktoś tę naszą pracę niszczy. Później, gdy emocje opadły, uznałyśmy, że o takich sprawach trzeba mówić. Na takie rzeczy nie ma przyzwolenia – zaznacza.

Obie przyznają, że spektakl „My way, my dream, my life” to opowieść o człowieku, który odkrywa w sobie pierwiastek „drag” i spotyka się z falą nienawiści.

– Nikt nikomu nie robi nic złego. Jedyne, czego można nie tolerować, to zło czy przemoc – przyznają zgodnie.

Nowicka dodaje: – Moim zdaniem hejt stał się modny. W tym wszystkim chodzi o to, żeby tylko zabrać głos. Czy to mądry głos? Czy tylko po to, żeby zaistnieć? Drag queen to zawód. To praca, w ten sposób te osoby zarabiają na życie.

Monika Kufel: – Przecież w teatrze szekspirowskim tylko mężczyźni grali na scenie, nawet role kobiece! To nasza zakłamana rzeczywistość, że wykluczamy pewne osoby.

Barakah znaczy „błogosławieństwo”

Po 15 latach Barakah nadal dryfuje po teatralnej scenie. Porusza tematy tabu, stawia znaki zapytania w wielu kwestiach. I póki co – chyba ma sporo szczęścia. W końcu słowo barakah w języku arabskim oznacza „błogosławieństwo”.

– Trzeba być wiernym swoim postanowieniom. Póki co konsekwentnie wypełniamy naszą misję. Pieniądze to nie wszystko, nam nie chodzi tylko o to, żeby robić biznes, jednak wiadomo, że są potrzebne i bez nich nic nie zdziałamy. To wszystko niestety często ze sobą nie współgra. Podczas jubileuszu 15-lecia Teatru Barakah pani Małgorzata Jantos powiedziała, że jesteśmy w Krakowie ostoją wolności, mamy za dużo wolności, więc za mało pieniędzy. Pewnie chciała zażartować, ale w każdym żarcie jest ziarno prawdy – mówi Monika Kufel.

– W swoim działaniu kierujemy się słowami Wojciecha Młynarskiego „Róbmy swoje”. I bądźmy w tym wszystkim uczciwi. A wtedy przyjdą do nas artyści i twórcy, którzy nie będą się bali współpracy. Czasami jest ciężko, ale chcemy w swoich działaniach być uczciwe względem siebie i widza. Ale teatr nie powinien się bać i być zaszczuty. Musimy poruszać różne tematy, bo teatr ma budzić emocje – podsumowuje Ana Nowicka.

comments powered by Disqus