Brzytwa Franka czy wyższe ceny biletów? Wybór jest tylko jeden

Wnętrze nowego tramwaju fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Mamy trzy opcje, ale rekomenduję tylko jedną: podwyżka cen biletów w zamian za utrzymanie częstotliwości oraz jakości komunikacji miejskiej – mówi Łukasz Franek, dyrektor ZTP.

W środę krakowski magistrat upublicznił nowe propozycje stawek za korzystanie z komunikacji miejskiej. Zmiany dotknęłyby bilety jednoprzejazdowe (zamiast 4,6 zł kosztowałby 6 złotych). Prezydent chce, aby bilety miesięczne nie można było nabywać na jedną czy dwie linie, tylko na całą sieć. I tak karta na 30 dni, dla osób płacących podatki w Krakowie, nie kosztowałaby już 69 złotych, tylko 96 złotych.

Pandemia „przeorała” transport zbiorowy

W czwartek do pakietu podwyżkowego odniósł się dyrektor Zarządu Transportu Publicznego. Łukasz Franek w mediach społecznościowych napisał wprost, że pandemia „przeorała” transport zbiorowy, nie tylko w Krakowie, ale na całym świecie.

Zdradził, że po ponownym odmrożeniu gospodarki z tramwajów i autobusów korzysta niespełna połowa osób, które wcześniej korzystały z transportu zbiorowego. Przewiduje, że nawet po powrocie studentów, wskaźnik nie przekroczy 70 procent.

W poszukiwaniu 100 mln złotych

Mniejsza liczba klientów korzystająca z komunikacji musiała przełożyć się na niższe wpływy z biletów. Rocznie funkcjonowanie tramwajów i autobusów kosztuje ponad 600 milionów złotych, z czego ponad połowę miały stanowić przychody ze sprzedaży biletów. Pozostała część była uzupełniania przez krakowskich podatników z budżetu miasta. W tym roku zamiast zaplanowanych 300 milionów złotych z biletów, może uda się pozyskać o sto milionów złotych mniej.

Tę komunikacyjną dziurę budżetową trzeba zasypać. W ocenie Łukasza Franka da się to zrobić na trzy sposoby. Pierwszym z nich jest sięgnięcie jeszcze głębiej do budżetu Krakowa, kosztem inwestycji np. przebudowy ulic czy chodników czy torów tramwajowych. Zaznacza, że bierze ten wariant „w ciemno” pod warunkiem, że cięcia nie spowodują negatywnych konsekwencji dla pieszych, rowerzystów oraz użytkowników tramwajów. – Ale czy to jest realne? – pyta retorycznie.

Bez brzytwy Franka

Drugim sposobem może być zastosowanie „brzytwy Franka”, czyli mocne ścięcie oferty komunikacyjnie, co mogłoby oznaczać zmniejszenie częstotliwości, zastopowanie programu wymiany taboru oraz zwolnienia w MPK.

Trzecią opcją są podwyżki cen biletów. Łukasz Franek twierdzi, że krakowskie bilety powinny zbliżyć się do poziomu cen znanych z innym miast w Polsce. Przyznaje, że władze nie powinny udawać i oszukiwać mieszkańców, że stać na najtańszy bilet sieciowy w Europie.

Podkreśla, że rekomenduje zastosowanie trzeciego wariantu. – Po zmianach koszt podróżowania komunikacją miejską i tak będzie wynosił zaledwie 3,2 złotych dziennie – przekonuje Łukasz Franek. Ta stawka dotyczy jednak sytuacji, kiedy osoba płacąca podatki w Krakowie kupi bilet miesięczny za 96 złotych i będzie korzystała z komunikacji przez 30 dni.

– Karty są wyłożone. Zasady gry określa matematyka, a jej się nie da oszukać. Każde inne argumenty to czysta demagogia – zaznacza dyrektor ZTP. Teraz propozycjami prezydenta zajmie się Rada Miasta Krakowa, która ostatecznie zdecyduje o kształcie taryfikatora.

comments powered by Disqus