Kiedyś na studiach była elita [Rozmowa]

Dawid Kuciński: Zacznijmy od tego, co jest obecnie modne. 25 lat temu mieliśmy podobnie piękną pogodę jak teraz? Co pani wtedy robiła?

Małgorzata Jantos, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Krakowa: Był piękny czerwiec, byłam ze swoim małym synkiem nad morzem, ale nie zabrałam zaświadczenia, że mogę tam głosować i z dzieckiem ubranym w symbole „Solidarności” poszliśmy do głosowania. Niestety powiedziano mi, że nie mogę brać w nim udziału. Tak więc nie przyłożyłam się bezpośrednio do zwycięstwa, nad czym ubolewam do dzisiaj.

Jak zaczął się nowy rok szkolny czy akademicki – w można powiedzieć – częściowo wolnej Polsce?

Studenci byli dociekliwi, interesowało ich to. Ja byłam niewiele starsza od nich. Nie wszyscy wierzyli, że to się uda.

Studenci chyba trochę inaczej wtedy wyglądali i zachowywali się?

Byli prawie moimi rówieśnikami. Chodziliśmy na kawę, a studenci niekiedy mnie podrywali, więc inaczej na nich patrzyłam. Rozwiązywaliśmy problemy tamtej Polski i świata. Teraz jest inaczej. Patrzę na studentów jak na moje dzieci. No i już nikt mnie nie chce zapraszać na kawę, co jest najbardziej bolesne (śmiech).

Jeśli chodzi o jakość kształcenia, to – pani zdaniem – przez te ćwierć wieku zrobiliśmy odpowiednio dużo? Jesteśmy mądrzejsi?

Kiedyś niewielka część młodych ludzi studiowała. Za moich czasów było to 8% całego społeczeństwa, więc to była zupełna elita. Czy teraz jesteśmy mądrzejsi? Najprawdopodobniej nie, bo nie zawsze ilość przechodzi w jakość. Obecnie studenci myślą w inny sposób i to ja musiałam się tego nauczyć. Szybciej mówić, myśleć i tłumaczyć za pomocą obrazów. Teraz ludzie myślą obrazami, szybciej się nudzą i mniej koncentrują na słowach.

Czyli myślimy szybciej, obrazkowo… Rozumiemy przez to więcej czy mniej?

Inaczej. Myślicie, czy nawet myślimy w kategoriach świata wirtualnego. Zagubiony został bezpośredni kontakt pomiędzy ludźmi. Łatwiej i szybciej jest napisać e-maila, sms. A bezpośrednie kontakty wymagają więcej czasu. Wiem, ponieważ przechodzę też na tę stronę świata. Tak twierdzą też moi bliscy, którzy ubolewają nad niewielką ilością mojego wolnego czasu, którą im oferuję.

Unia Europejska pozwoliła na jeszcze większy rozwój edukacji czy wręcz przeciwnie? Jak pani ocenia wprowadzenie systemu bolońskiego?

Kiedy wchodziliśmy do Unii, przyznaję, że nie byłam optymistką. Od 12 lat prowadziłam wtedy własną firmę i byłam przerażona tym, że rodzący się wolny rynek został zahamowany. Zamiast niego zaczął funkcjonować świat decyzji urzędników. To oni sprawdzali papiery i decydowali, która firma przetrwa, a która upadnie. Oni, a nie klienci. Jednak po 10 latach unijnej historii Polski widzę swoich studentów, którzy kontynuują studia w za granicą, absolwentów, którzy wybierają się do Cambridge czy do Oxfordu i myślę, że jest lepiej, no może inaczej. I przede wszystkim to oni są absolutnie pełnoprawnymi Europejczykami, bez kompleksów, które towarzyszyły naszej młodości.

System boloński miał się opierać na możliwości zmiany zainteresowań studentów, na poszerzeniu ich wiedzy. Wielu moich kolegów na Uniwersytecie Jagiellońskim nie ocenia do końca pozytywnie tego systemu.

Obecnie trwa dyskusja o tym, że drugi płatny kierunek morduje kierunki czysto humanistyczne, jak filozofię czy polonistykę.

Uważam, że drugi kierunek studiów powinien być płatny. Studia to prezent od społeczeństwa dla tych, którzy chcą studiować. Niestety niektórzy to wykorzystują, podejmując drugi, trzeci i kolejny kierunek. Tym samym można do czterdziestego roku życia być na utrzymaniu podatników, niczego nie dając społeczeństwu w zamian. Opłacanie pierwszego kierunku przez podatników jest wystarczającym prezentem dla studentów.

W 1991 roku założyła pani pierwszą w Krakowie prywatną szkołę. Czytałem ostatnio o szkole Bednarskiej w Warszawie. Była swego rodzaju inspiracją?

A skąd! Inspirowałam się szkołą sekretarek w Londynie. Wymyśliłam sobie, że jak przyjdą do nas do Polski zagraniczne firmy, to będą im potrzebne sekretarki. I moja szkoła cieszyła się bardzo dużą popularnością, przyjeżdżali ludzie z Gdańska, Torunia. Zapisywali się po religioznawstwie i polonistyce i w mojej szkole zdobywali zawód, który był bardzo potrzebny na rynku pracy. Wtedy to absolwentki wybierały miejsce pracy, a nie na nią czekały. Szkołę ukończyło ponad 10 tysięcy ludzi.

Jeszcze jedna kwestia. W ostatnim zestawieniu szkół wyższych szkoły prywatne są oceniane jako słabe.

Tak. I to jest dla mnie duże rozczarowanie. Przecież większość najlepszych szkół na Zachodzie jest niepubliczna. Słabe tam są państwowe college’e. Ale my na razie jesteśmy na zakręcie. Mam nadzieję, że i u nas w Polsce – kiedy miną problemy z demografią – szkoły niepubliczne będą konkurowały jakością uczenia z publicznymi. Myślę, że może się to zmienić.

Często podkreśla pani, że bez żaków Kraków byłby innym miastem.

Bez studentów miasto stałoby się, niestety, miastem ludzi starych. Wszystkie badania demograficzne pokazują, że w latach 2022–2025 prawie 40% ludzi będzie powyżej 60 roku życia. I to tendencja większości dużych miast europejskich. Trzeba się do tego przygotować.

A jeśli chodzi o gospodarkę i rynek pracy? To również studenci są niejako odpowiedzialni za stawki 5-6 złotych za godzinę w sklepach o obrotach przekraczających setki tysięcy złotych, ponieważ się na nie godzą.

To jest długa dyskusja o tym, jak wygląda w Polsce rozwój przedsiębiorczości. U nas są bardzo wysokie koszty pracy.  Nie zgadzam się z tezą, że bardzo złe są tzw. umowy „śmieciowe”, ponieważ  dla małych przedsiębiorstw jest to jedyne wyjście. Drobnych przedsiębiorców nie stać na zatrudnienie 4-5 pracowników na etat. U nas nie ma ochrony i wsparcia dla przedsiębiorców, a na nich opierają się przecież wielkie gospodarki świata. Gdyby były niższe koszty zatrudnienia (podatki, ZUS etc.), przedsiębiorcy zatrudnialiby pracowników na etaty i zapewniali większą ochronę dla swoich załóg. Jeśli zaś mówimy o wyzysku wielkich korporacji – to temat dotyczący etyki w zarządzaniu, a ja zawsze twierdzę, że "ethics pays".

Stwierdziła pani niedawno w naszej rozmowie, że krakowska oświata potrzebuje zmian. Jakich konkretnie?

Chcę, aby Kraków w przyszłości stał się miastem znanym z kształcenia dzieci uzdolnionych i wybitnie uzdolnionych. Polska ma świetne programy dla dzieci z problemami z nauką i zdrowiem, ale nie mamy pomysłu na tych, którzy są wybitnie uzdolnieni, a przecież to oni są nadzieją dla Polski, Europy i świata. Chciałabym, aby tutaj koncentrowały się fundacje wspierające uzdolnionych uczniów, aby edukacja wspierała tych, którzy mogą więcej.

Czy jakiś program jest już stworzony?

Brakuje mi dwóch tygodni i będzie gotowy.

Jeśli  zostanie panie prezydentem miasta, to zostanie on wdrożony?

To następny temat? Proszę zwolnić mnie z odpowiedzi.

A kiedy będą prawybory w Platformie?

Czekam na decyzję szefostwa Platformy Obywatelskiej. Ja jestem gotowa.

comments powered by Disqus