Małgorzata Jantos: Trzeba zrozumieć miasto [WYWIAD]

Małgorzata Jantos, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Krakowa z Platformy Obywatelskiej mówi w wywiadzie dla LoveKraków.pl, że posłowie, radni oraz prezydenci miasta powinni rządzić maksymalnie dwie kadencje. Radna odpowiada na pytanie co zepsuł Jacek Majchrowski oraz stawia mocną tezę, że aktualny prezydent wyznaje zasadę "Kraków nie jest wart mszy".


Patryk Salamon, Sylwia Kubisztal: Jak cały proces konsultacji społecznych w Krakowie widzi Pani, która zawodowo zajmuje się w swojej pracy filozofią dialogu?

Małgorzata Jantos: Kiedyś zrobiłam rzecz ważną, mianowicie trzy lata temu, jeszcze w tamtej kadencji samorządowej, sprowadziłam do Krakowa pełnomocnika do spraw Organizacji Pozarządowych (NGO) z Warszawy, ponieważ oceniano jego pracę jako bardzo użyteczną. Chciałam, aby w podobny sposób funkcjonowała koordynacja działań na linii Urząd Miasta Krakowa – NGO.

Co było dalej?

Zebrałam 60 podmiotów. Dotarłam do organizacji pozarządowych i pokazałam im jaka jest dobra praktyka w Warszawie. Od tamtego czasu, walczę o pełnomocnika do spraw organizacji pozarządowych. Ktoś kiedyś powiedział i to potwierdzam, iż prezydent Majchrowski ma największą ilość pełnomocników w polskich miastach.. Wśród nich są tacy, którzy nie są niezbędni i właściwie żadnych spraw nie załatwiają, a pełnomocnik do spraw organizacji byłby, moim zdaniem bardzo przydatny. W związku z tym chciałam, żeby coś takiego w Krakowie się stało, ponieważ jest to bardzo ważny sektor. Chciałam, aby pełnomocnik pochodził spoza Urzędu i wychodził się ze środowisk organizacji.

Prezydent w ostateczności powołał swojego pełnomocnika do spraw organizacji pozarządowych.

O nie. Było to inaczej: prezydent znalazł wtedy pracę dla osoby, a nie osobę do pracy. Nie znalazł specjalisty dla organizacji, tylko szukał pracy dla osoby, która zresztą bardzo krótko pełniła swój urząd.

Po odejściu Renaty Lisowskiej na stanowisko dyrektorki Dworku Białoprądnickiego prezydent Jacek Majchrowski nie powierzył nikomu zadania koordynowania działań dialogu z NGO.

Bardzo żałuję, że w dalszym ciągu jest to obszar bez osoby, która by tymi wszystkimi działaniami dowodziła. Kolejną  sprawą jest to, że powoli, zbyt powoli, rodzi się dialog społeczny i współpraca z ludźmi. Denerwuje mnie system, w którym skupiamy się przede wszystkim na krytyce zamiast na tworzeniu dialogu. Staram się, jak mogę wspierać wszelkie rodzące się formy dialogu. Jako radna zaangażowałam się w powstanie budżetów partycypacyjnych.

Od kilku lat przy każdej możliwej okazji próbuje Pani rozmawiać z mieszkańcami. Jednak krakowska „Gazeta Wyborcza” krytykuje wszystkich radnych i prezydenta, że nie wsłuchujecie się Państwo w głos krakowian.

Uważam, że to jest bardzo nieeleganckie realizowanie tabloidalnych ataków na radnych miasta. Napisałam zresztą w tej sprawie list do Gazety Wyborczej, który został opublikowany 21 maja. Za poglądy prezydenta miasta nie odpowiadam. Mówię o swoich zasadach. O tym, że gdzie tylko mogę to wspieram inicjatywy społeczne, ponieważ w jakiś sposób stamtąd sama się wywodzę. Zorganizowałam w Krakowie wiele wydarzeń, organizowałam wiele konferencji, spotkań. Wiem, że w wielu wypadkach imprezy organizowane przez NGO mogą być świetnie przygotowane i często tańsze, niż te z zaangażowaniem urzędników. Oczywiście wiadomo, że nie jest to zasada absolutnie nie podważalna. Istnieją przypadki, które ją  nie potwierdzą., ale tak to bywa w życiu. Należy słuchać ludzi, oni wiedzą lepiej, czego potrzeba. Trzeba oddawać  im inicjatywę. W tym wszystkim chcę i biorę udział. Decyzyjność urzędników ma być niewielka. I wtedy większość inicjatyw będzie wyrastać z potrzeb mieszkańców. Nie powinno się oddawać decyzyjności urzędnikom, ale także i nie powinno się wymagać od urzędu zbyt wielu czynności, ponieważ wiele spraw ma być wykonywanych przez ludzi. Mieszkańcy Krakowa jeszcze nie potrafią tak, jak w wielu miejscach w Europie współpracować z samorządami. Łatwiej im krytykować, niż przejmować inicjatywę, a urzędnikom łatwiej jest podchodzić to spraw paternalistycznie, podejmować decyzję, niż je konsultować. W związku z tym  współpraca z organizacjami jest dla mnie bardzo ważna. I nie jest to, co chcę podkreślić, modna kokieteria, jaką będziemy juz niedługo spotykać w wielu wypowiedziach samorządowców i polityków, ale potwierdzenie głoszonych przeze mnie poglądów od wielu lat.

Jak wyznaczać priorytety, kiedy zarządza się tak dużym miastem jak Kraków?

Przede wszystkim pieniądze stymulują i to w jaki sposób się je wydaje. W tej chwili w Krakowie wciąż pilną sprawą jest oświata. Edukacja pochłania 1/3 budżetu miasta. Budżet miasta to 3 i pół miliarda złotych. Edukacja powinna być pod szczególną opieką. Skoro tak dużo kosztuje, to musi być albo tak genialna, albo tak dobrze zreformowana. Powinniśmy powrócić na pozycję najlepszej edukacji w Polsce.  Chciałabym, aby Kraków był liderem edukacji, aby nasze miasto kojarzyło się w całym kraju ze świetnie funkcjonującymi programami dla dzieci i młodzieży wybitnie uzdolnionej. To jest najpilniejsze zadanie na przyszłość. Poza tym kultura, o której kiedyś moglibyśmy więcej podyskutować i zbudowanie koncepcji „senioralnej”, a więc stworzenie pomysłów dla poprawy funkcjonowania ludzi starszych, których będzie w Polsce, a więc także i w Krakowie przybywać

Obecny prezydent Krakowa dobrze zarządza krakowską edukacją? Wizja Jacka Majchrowskiego i Anny Okońskiej-Walkowicz to dobry kierunek rozwoju?

No cóż. Każdy ma swoją wizję. Trudno mi polemizować ze sposobem zarządzania miastem pana prezydenta. Z wielu moich koncepcji pani prezydent Okońska-Walkowicz nie skorzystała. I szkoda.

Jak Pani ocenia reformę, którą prezydent próbował wprowadzić, a tak naprawdę wycofał się z niej? Dlaczego prawie wszyscy ulegli pod wpływem protestów?

Miałam świadomość konieczności przeprowadzenia zmian, które są wymuszane przede wszystkim przez demografię. Sugerowałam, aby strategię zmian w edukacji przygotowała firma zewnętrzna. Dlatego, że zewnętrzna firma popatrzy na zadanie, na problem – oceni sytuację bez kontekstów, bez uprzedzeń, bez zaszłości, bez przyjaciół i znajomych. Strategia miała być elementem stanowiącym oparcie i otwarcie dla dyskusji. Niestety, pani prezydent Okońska-Walkowicz zlekceważyła dokument, który powstał. Nie odniosła się do strategii, nie podjęła polemiki, nie zaprezentowała jej w sposób poważny. Ale także kompletnie nie poradziła sobie z dialogiem społecznym. Do tego nie była potrzebna olbrzymia dyplomacja. Pani prezydent nie zdała zadania z dialogu społecznego, nie poradziła sobie z nim, co było dla mnie dużym zaskoczeniem. I sprawa kolejna: pan prezydent wycofał się ze wszystkiego, co było ustalone. Też nie dał sobie rady z dialogiem z radnymi. Dla mnie to wszystko było dość żenującym spektaklem, w którym wygrał populizm kosztem odwagi i odpowiedzialności.

Co takiego zrobił?

Powiedział, że Kraków nie jest warty mszy, czyli jego miejsce nie jest wymienne za reformę edukacji. W związku z tym zrobił unik i wycofał wszystko.  Do końca tej kadencji najprawdopodobniej juz nic nie zrobimy w sprawach edukacji. Przychodzą do mnie ludzie i mówią o pustych szkołach i słusznie zadają pytanie: „Na co idą nasze podatki?”. My radni i urzędnicy nie jesteśmy właścicielami pieniędzy, one są własnością podatników.. Zostaliśmy wybrani, aby pilnować dawanych nam w zarządzanie pieniędzy i gospodarować nimi w sposób rozsądny. Zarządzanie polega na odpowiedzialności za to, co się robi. A z tą odpowiedzialnością jest różnie.

Mówi Pani jak Margaret Thather.

Ostatnio media dość często posługują się tym porównaniem. Nie tylko wobec mnie. Margaret Thatcher miała wyjątkowy talent zjednywania ludzi. Była osobą dowcipną, konsekwentną, ale także potrafiła zdobywać zaufanie ludzi. Uratowała finanse Wielkiej Brytanii. Przywróciła jej pozycję w świecie. Ale umiała rozmawiać. Szkoda, że o takiej Margaret się mniej mówi.

Twierdzi Pani, że Jacek Majchrowski swoje slogany o niezależności politycznej głosi z pobudek czysto wizerunkowych?

Mam wrażenie, że jest to rodzaj kokieterii pana prezydenta. I to rodzaj argumentów dość utrafiony, ale przecież Szanowni Państwo to nie Związek Chrześcijańsko-Narodowy czy Młodzież Wszechpolska lansują prezydenta teraz na kolejną kadencję. Jacek Majchrowski był rozważany przez Sojusz Lewicy Demokratycznej jako kandydat na prezydenta Polski. I nigdy nie odrzucił adoracji SLD.

W jaki sposób naprawiać błędy wynikające ze źle podjętych decyzji politycznych?

Jestem zwolenniczką kadencyjności władz. Uważam, że powinny być dwie kadencje. Przykładem niech będą tutaj uniwersytety, które  uczą nas, że rektor może być tylko wybrany na dwie kadencje. Najstarsza polska uczelnia, czyli Uniwersytet Jagielloński trwa wieki i co roku osiąga dobre wyniki w rankingach.  Dlatego nie widzę powodu, żeby władze miast czy wsi nie były objęte kadencyjnością.  Moje doświadczenie biznesowe pokazuje także i to, że wielkie korporacje zmieniają szefów. Przesyłają ich po kilku latach z jednego miejsca w drugie. To znaczy, że kadencyjność nie jest zła.

Dlaczego do tej pory nie udało się wprowadzić kadencyjności dla władz?

Sytuacja jest niezwykle klarowna. Decyzję o kadencyjności musiałby przegłosować sejm, czyli posłowie musieliby być na tyle mądrzy, aby zadecydować o sprawie , która ich samych ograniczy, a tutaj może być problem.

Czyli radni i prezydent mogliby sprawować swoją kadencję maksymalnie przez 8 lat?

W przypadku miast powinno to być wydłużone do 5 lat. Dwie kadencje to 10 lat, a to jest dużo czasu. Można „zepsuć” miasto, naprawić je albo zrobić coś niesamowitego. Kadencyjność była projektem Ruchu Palikota i ubolewam, że nie został przegłosowany.

Zgłasza Pani postulat ograniczenia w sprawowaniu władzy do dwóch kadencji, a jednocześnie od jedenastu lat zasiada Pani w Radzie Miasta Krakowa?

Ponieważ prawo na to pozwala. Nie ma kadencyjności. Za każdym razem, kiedy skończy się kadencja, bo będę oczywiście startowała w kolejnej, chociaż wiem, kogo bym poparła kiedy byłaby kadencyjność. Mam znajomych młodych ludzi, starszych, bardziej doświadczonych, którzy wiem, że kontynuowaliby mój sposób myślenia. Kiedy byłaby taka możliwość; ja głosowałabym za kadencyjnością.

Pani zawsze wspomina o idei zarządzania miastem jak firmą. Mieliśmy tutaj kilka przykładów. Jak Pani wyobraża sobie, jakby to miasto miało wyglądać idealnie zarządzane?

Nie jest to zła definicja mówiąca, że człowiek powinien zarządzać miastem jak własną firmą. Tak naprawdę człowiek zarządzający własną firmą dba o nią. Dba o urlop personelu, o pieniądze firmy, o to żeby wszystko było współistniejące i żeby współgrało, jak  jeden organizm.  Przecież własną  firmę przekaże się swoim następcom. Dbanie o własną firmę to jest największy komplement jaki można uczynić w zarządzaniu. Nie rozumiem zupełnie dlaczego ludzie twierdzą, że miasto to nie firma. To znaczy, że zarządzanie miastem jest bezrozumnym wydawaniem cudzych pieniędzy? We własnej firmie nikt nie zbudowałby dwóch pustych, niezagospodarowanych stadionów, ulic prowadzących do nikąd etc.

W Pani partii, czyli Platformie Obywatelskiej już cztery osoby chcą objąć fotel po Jacku Majchrowskim. Europoseł Bogusław Sonik twierdzi, że krakowska struktura powinna zorganizować prawybory i wyłonić tym sposobem jednego kandydata. Na kogo oddałaby Pani Przewodnicząca swój głos?

Nie odpowiem na to pytanie, ponieważ głosowanie będzie personalne, więc będzie niejawne. Napiszę sobie kogoś na pewno na kartce. Mam to zdanie, które ma większość Krakowa. Przecież my wszyscy wiemy, kto jest wybieralny, kto jest konkurencyjny, a kto nie. To jest tajemnica Poliszynela. Zrozumiałam po wielu latach bycia radną, że jednak trzeba znać miasto. Jego rytm, sposoby i trudności zarządzania tego wielkiego Bizancjum, jakim jest Kraków, aby móc się w nim swobodnie poruszać. Najpierw, trzeba „nauczyć się” miasta , a dopiero później podjąć ogrom obowiązków. I martwi mnie to, że wśród wielu kandydatur przeważają raczej ambicje nad profesjonalizmem, wizją, koncepcją. Kraków wart jest dobrego menadżera.

Róża Thun stwierdziła, że Kraków wart jest kobiet. Czy Pani podpisze się pod tym?

Chcecie mnie namówić, żebym była szóstym kandydatem Platformy? Bez takich deklaracji. Myślę, że przy tej okazji można wspomnieć o ważnym wydarzeniu, którym będzie planowany przez nas na 1 marca 2014 roku Kongres Kobiet Małopolski. Kongres pokaże ile mogą kobiety, jaki jest ich potencjał. Wydaje nam się i to sprawdzimy na Kongresie, że mogą być różniące się wizje kobiecego i męskiego zarządzania. A poza tym chcemy pokazać potencjał organizacji kobiecych, zaznaczyć  obszary działań dokonywanych przez kobiety i dla kobiet. Zapraszamy wszystkie panie na kongres.