Mniej rowerów na ulicach. Zamknięte parki i bulwary dodatkowym utrudnieniem

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Wciąż wielu krakowian wybiera teraz rower jako środek transportu, ruch jest jednak znacząco mniejszy niż w tym samym czasie ubiegłego roku. Rowerzyści narzekają na wprowadzone w ostatnim czasie ograniczenia.

1 kwietnia, a więc już po wprowadzeniu najnowszych ograniczeń, przez punkt pomiarowy na ul. Mogilskiej przejechało 732 rowerzystów. Urządzenie zamontowane na ul. Kopernika naliczyło 653 rowery, na Kotlarskiej – 558, a na Wadowickiej – 429. Na Bulwarach, czyli tam, gdzie rowerzystów teoretycznie być nie powinno – 151.

To wyniki kilkukrotnie niższe od tych sprzed roku, kiedy większość urządzeń wskazywała czterocyfrowe liczby. Porównywanie trendów jest o tyle utrudnione, że marzec 2019 był nieco cieplejszy niż tegoroczny. Średnie temperatury były wyższe, a minimalna tylko raz spadła poniżej zera, podczas gdy w tym roku stało się to sześciokrotnie. Nie można więc dokładnie ocenić, w jakim stopniu spadki wynikają z pogody, a w jakim z trwającej epidemii.

Związek z obecną sytuacją jest jednak ewidentny – o czym świadczy m.in. to, że seria największych spadków zauważalna była w drugiej połowie marca. W niektórych dniach tegoroczna suma ze wszystkich liczników była niższa od ubiegłorocznej o ponad 75 procent.

Jeśli nie rower, to autobus

Dla części mieszkańców rower jest najlepszym środkiem transportu podczas epidemii. Pozwala się szybko przemieścić i w przeciwieństwie do komunikacji miejskiej nie wymaga kontaktów z innymi osobami. Jest też jednym z niewielu dostępnych sposobów na uprawianie aktywności sportowej, po zamknięciu klubów fitness czy siłowni na wolnym powietrzu.

– Zauważyliśmy, że w ostatnim czasie pojawiło się stosunkowo wielu rowerzystów na chodnikach, co może dziwić przy tak pustych ulicach. Na podstawie naszego doświadczenia to jasny sygnał: że to nowi użytkownicy, czyli osoby, które wcześniej korzystały z komunikacji miejskiej, a teraz, ze względu na epidemię, przesiadły się na rower – mówi nam Marcin Dumnicki ze stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów. – Jeśli przyblokujemy taki sposób wykorzystania roweru, to te osoby wrócą do autobusów i tramwajów.

Zagrodzone taśmą

Kraków zastosował się do rządowych wytycznych, zamykając wszystkie parki i bulwary. Poznań poszedł inną drogą i drogi rowerowe na terenach zielonych pozostawił dostępne, zastrzegając, że można z nich korzystać tylko w celach komunikacyjnych, a nie rekreacyjnych. O interpretację przepisów zwrócił się do kancelarii premiera pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. komunikacji rowerowej.

– To rozporządzenie ewidentnie jest nieprzemyślane – ocenia Marcin Dumnicki. – Wiadomo, że chodzi o to, by ludzie nie gromadzili się w parku, ale czym innym jest skorzystanie z niego, by przez niego przejechać – komentuje. W Krakowie ten problem dotyczy nie tylko Bulwarów Wiślanych, które stanowią swego rodzaju rowerowy kręgosłup miasta, ale też Młynówki Królewskiej i tych wszystkich miejsc, gdzie przejazd (czy przejście) przez park jest wygodnym i krótszym od innych sposobem dotarcia do celu podróży.

Marcin Dumnicki zwraca też uwagę, że zgodnie z przyjętymi w Krakowie standardami, jeśli zamknięta zostaje trasa rowerowa, powinien zostać wyznaczony bezpieczny objazd, a w tym przypadku tak się nie stało. W jego ocenie to niebezpieczne, ponieważ dane ogólnopolskie pokazują, że wielu kierowców jeździ teraz za szybko, korzystając z pustych dróg, co kończy się cięższymi niż zwykle wypadkami. Jego zdaniem można byłoby się zastanowić, czy zakazu nie ograniczyć do weekendów – tak by miał on wpływ na ruch rekreacyjny, ale nie utrudniał dojazdów do pracy.

comments powered by Disqus