Rozmowa na dzień dobry. Kamień z serca dyrektora

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
– Jeśli będzie taka potrzeba, ponownie będziemy składać wyjaśnienia i udostępnimy dokumenty, aby wszyscy byli spokojni o to, że proces wydawania pieniędzy publicznych jest przejrzysty – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl Piotr Kempf, szef ZZM.

W zeszłym tygodniu pojawiła się informacja o tym, że prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie siatek na Zakrzówku. Spadł kamień z serca?

Piotr Kempf, dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej: Podchodziliśmy do tego spokojnie, ponieważ w naszej ocenie nie było żadnych nieprawidłowości. Mieliśmy pełne zaufanie do projektanta, profesora Politechniki Krakowskiej Marcina Furtaka.

Decyzja prokuratora daje też pewność i cieszymy się z niej. To automatycznie nie oznacza, że sprawa jest zamknięta, bo słyszymy, że pan Mariusz Waszkiewicz zapowiedział złożenie zażalenia w tej sprawie.

Jeśli będzie taka potrzeba, ponownie będziemy składać wyjaśnienia i udostępnimy dokumenty, aby wszyscy byli spokojni o to, że proces wydawania pieniędzy publicznych jest przejrzysty. Niestety, od pewnego czasu budzi to wszystko niezdrowe emocje, co nas martwi, bo realizacja parku Zakrzówek to jedna z większych inwestycji. A pojawiające się wokół niej różne doniesienia, niekoniecznie sprawdzone, stawiają nas w złym świetle.

Radny Łukasz Wantuch napisał, że powinien pan wiedzieć, skąd takie działania Mariusza Waszkiewicza. Wie pan?

Od momentu, gdy pomysł na prowadzenie Symbiozy – Centrum Edukacji Ekologicznej panu Waszkiewiczowi nie wyszedł, jesteśmy pod jego ciągłymi atakami. Chciałbym, aby to nie było ze sobą powiązane, ale trudno nie zauważyć tego, co zdarzyło się po 2018 roku.

Do czasu wyborów samorządowych możliwe były dyskusje, spotkania, a po tym, jak pan Waszkiewicz został kandydatem na radnego z listy Łukasza Gibały, wszystko się zmieniło i jesteśmy jego wrogami numer jeden, i robimy wszystko źle – od koszenia trawy po właśnie realizację parku Zakrzówek.

Zaangażowanie w sprawę zarówno Akcji Ratunkowej dla Krakowa, radnego Łukasza Gibały i Mariusza Waszkiewicza sprawia wrażanie, że nie chodzi tutaj o pilnowanie tego, jak wydawane są miejskie pieniądze, tylko o jakąś wendettę.

Spodziewał się pan, że po wykupieniu Zakrzówka, zorganizowaniu konkursu na zagospodarowanie tego terenu i w końcu rozpoczęcie prac, część osób wciąż będzie niezadowolona z tego, co się tam dzieje?

Nie, nikt z nas się tego nie spodziewał. Od czasu grudniowego protestu pani Cecylii Malik, której nie podobały się siatki, wszystkie grupy skoncentrowały się na wyszukiwaniu błędu, aby udowodnić, że faktycznie te siatki są niepotrzebne. Wszystkie siły zostały rzucone na szukanie dziury i zarzucanie niekompetencji zarówno nam, jak i prof. Marcinowi Furtakowi.

My natomiast prosiliśmy, aby nie oceniać inwestycji podczas prowadzenia prac. To tak, jakby w środku budowy drogi stwierdzić, że nie podoba nam się, bo jest rozkopane, więc zarzucamy prace i zmieniamy projekt…

Kością niezgody stały się te siatki, ale teraz już wyglądają inaczej. Kiedy domkniemy etap prac na małym zbiorniku, wszyscy zobaczą, jak to miało wyglądać w zamyśle, a co ważniejsze, będzie bezpiecznie.

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób chciałoby, aby pewne rzeczy się nie zmieniały, ale wolą większości, wolą radnych, tworzymy park Zakrzówek.

Ale podobnie było z zalewem Nowohuckim. Część dziennikarzy związanych z think-tankiem pana Gibały nazwała nas zespołem do betonowania zieleni, a po zakończeniu prac większość osób jest zadowolone z tego, jak wygląda otoczenie zalewu. Tak samo będzie z Zakrzówkiem.

A pan osobiście jak się czuje jako dyrektor zarządu, który na początku był witany euforycznie, kiedy to pod buty rzucane były płatki kwiatów, a teraz się to mocno zmieniło. Nie jest pan zmęczony, nie ma ochoty rzucić tego wszystkiego w diabły?

Nie mam w zwyczaju podejmować decyzji w emocjach, choć faktycznie one czasem biorą górę i nie podoba mi się to.

Przed 2018 rokiem atmosfera była znacznie lepsza, sprzyjała inwestycji w zieleń w Krakowie. W pewnym momencie widocznie stało się to niewygodne i teraz opłaca się atakować mnie osobiście i zarząd. Jednak na sam koniec, kiedy skończymy projekt, mam nadzieję, że również ta grupa się do niego przekona.

Wolałbym się nie tłumaczyć z rzeczy, które robimy, jak potrafimy, ale tak czasem w pracy jest. 1 czerwca minie pięć lat, odkąd jestem dyrektorem ZZM. Patrząc na inne miejskie jednostki, to bardzo dużo czasu i cieszę się każdym dniem, kiedy Kraków się zmienia na bardziej zielony. Od początku powtarzałem, że dane jest mi to na jakiś czas. Jak kiedyś podsumuję ten okres, mam nadzieję, że znajdę więcej pozytywów i zobaczę, że miasto zmieniło się na plus. Zobaczymy, jak będzie.

comments powered by Disqus