Spór o lądowisko szpitala Narutowicza wciąż gorący. Mszczą się decyzje sprzed lat

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

W najbliższą sobotę deweloper zdemontuje słynny już żuraw przy budowie osiedla w sąsiedztwie szpitala Narutowicza. Zrobi to jednak tylko tymczasowo, a spór o możliwość funkcjonowania lądowiska dla śmigłowców pozostaje aktualny.

Ustawiony na budowie nowego osiedla Angel Green żuraw uniemożliwia Lotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu korzystanie z lądowiska przy szpitalu Narutowicza. W minionym tygodniu o sprawie stało się głośno po interwencji wojewody, która poskutkowała wydaniem przez inspektorat budowlany nakazu rozbiórki konstrukcji.

Teraz trwa gorący spór o to, kto jest winny całej sytuacji. W czwartek konferencję prasową w tej sprawie zwołała dyrektor szpitala Narutowicza Renata Godyń-Swędzioł.

Szpital: lądowisko było wcześniej

Dyrektor szpitala argumentuje, że już w 2006 roku została wydana decyzja o lokalizacji lądowiska, w 2007 wydano pozwolenie, a w 2012 oficjalnie wpisano obiekt na listę lądowisk.

Tymczasem, jak przekonuje, do 2019 roku szpital nie otrzymał żadnych informacji o budowanej lub planowanej inwestycji. Dopiero wtedy dowiedział się o wydanym w 2008 roku przez wydział architektury urzędu miasta pozwoleniu na budowę apartamentowca o wysokości 35 metrów. Trzeba bowiem pamiętać, że z drogą nalotu śmigłowców koliduje nie tylko sam żuraw, ale cała przyszła inwestycja.

– Decyzja ta jest w sprzeczności z wcześniej wydanymi (w 2006 i 2007 roku) na rzecz szpitala decyzjami pozwolenia na budowę lądowiska dla szpitala, gdyż dopuszcza wysoką zabudowę w przestrzeniach powietrznych zarezerwowanych i chronionych dla potrzeb lądowiska – stwierdza dyrektor Godyń-Swędzioł.

Jej zdaniem, firma Angel Green, kupując w 2018 roku nieruchomość wraz z pozwoleniem, miała świadomość kolizji z lądowiskiem. – Szpital proponował, aby deweloper obniżył planowaną zabudowę tak by nie kolidowała ona z funkcjonującym lądowiskiem, deweloper odrzucił jednak taką propozycję – przekonuje dyrektor szpitala.

Deweloper: szpital mija się z prawdą

Inwestor zarzuca dyrekcji szpitala mijanie się z prawdą i używanie fałszywych argumentów, by przedstawić go w złym świetle oraz brak woli spotkania i dojścia do porozumienia. W oświadczeniu przesłanym do mediów czytamy wręcz, że dyrekcji szpitala nie zależy na rozwiązaniu sporu, a raczej na jego zaognianiu. Władze szpitala twierdzą, że jest zupełnie inaczej, czego potwierdzeniem są dwa spotkania, które odbyły się na wniosek dewelopera. Szpital przyznaje, że w ostatnim czasie poinformował o braku możliwości spotkania, ale miało to związek z trzecią falą Covid-19.

Zarzutów jest więcej – również o to, że w 2012 roku szpital wprowadził w błąd Urząd Lotnictwa Cywilnego, rejestrując drogę nalotu śmigłowców nad placem budowy. Kwestią sporną jest również i to, czy formalnie prowadzona tam była wówczas budowa – deweloper twierdzi że tak, wojewoda natomiast kwestionuje wpisy w dzienniku budowy i stoi na stanowisku, że pozwolenie wygasło z powodu braku rozpoczęcia prac.

Dla Angel Green to zupełnie kluczowa sprawa, ponieważ już po wydaniu pozwolenia wszedł w życie plan miejscowy, który zakłada znacznie niższą zabudowę. Konieczność uzyskania nowego pozwolenia wiązałaby się więc z dużą stratą. Szpital odpiera te zarzuty argumentując, że nalot został wyznaczony w oparciu o prawomocne decyzje pozwalające na budowę lądowiska, a na etapie rejestracji lądowiska w obszarze wyznaczonym korytarzami powietrznymi nie znajdowała się żadna budowa.

Deweloper przedstawia sam siebie jako szukającego kompromisu. Miałaby nim być zmiana trasy nalotu śmigłowców, uwzględniająca inwestycję. Angel Green przekonuje, że w momencie nabywania działek nie wiedział o problemie z lądowiskiem, a kiedy się dowiedział – przystąpił do rozmów i znalazł rozwiązanie, zaakceptowane przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. – Nadal podtrzymujemy propozycję sfinansowania przebudowy lądowiska, tak, by można było z niego korzystać i jednocześnie realizować inwestycję budowlaną – czytamy w oświadczeniu. Na to z kolei szpital odpowiada, że propozycji nie może przyjąć, dopóki nie zakończą się postępowania sprawdzające, czy nie wygasło pozwolenie na budowę.

Wojna trwa

Zapowiedź rozbiórki żurawia bynajmniej nie zamyka sprawy. Deweloper tłumaczy to zrozumieniem dla argumentów wojewody, że lądowisko jest potrzebne podczas walki z Covid-19. Równocześnie zapowiada jednak pozwy sądowe, zarówno dotyczące odszkodowania za szkody spowodowane decyzją inspektoratu budowlanego, jak i w sprawie uregulowania kwestii drogi nalotu. Z kolei wojewoda zapowiedział kontrolę legalności pozwolenia na budowę.

Czytaj wiadomości ze swojej dzielnicy:

Prądnik Biały
comments powered by Disqus