To nie była miłość jak w „Przeminęło z wiatrem”

Zdjęcie ilustracyjne fot. pixabay.com
Ona była młoda, zakochana w motoryzacji i świadoma swoich atutów. On dużo starszy od niej, szykował się pomału na emeryturę. Zakochał się w kobiecie tak mocno, że dla niej chciał opuścić Francję i przenieść się do Polski. Teraz z krajem nad Wisłą łączy go przede wszystkim Sąd Okręgowy w Krakowie.

Był grudzień 2012 roku, kiedy ta nieco ponad 30-letnia bizneswoman poznała Martina V*. za pośrednictwem swojej matki, która sprzątała w domu mężczyzny.

Francuz był tak zauroczony blond pięknością, że postanowił dla niej przeprowadzić się do Polski. W tym celu założył dwa konta: złotówkowe i w euro, aby mieć zabezpieczenie na przyszłość. W formalnościach pomogła mu Patrycja S*.

Martin V. powierzył kobiecie również kwestie załatwienia samochodu. Kupił używane Maserati, ale na fakturze była wpisana Patrycja S., aby móc czasowo zarejestrować auto w Polsce.

Co stało się z pieniędzmi?

Sielanka jednak szybko się skończyła. W sierpniu 2014 roku kobieta była gotowa pozbyć się starszego absztyfikanta. Zdaniem poszkodowanego wyczyściła jego konta bankowe, bo jak się okazało, podczas zakładania, o czym nie poinformowała swojego partnera, dostała pełnomocnictwa do nich.

Również samochód przepadł. A miłość? Tej chyba nigdy nie było, bo jak wynika z prywatnego aktu oskarżenia, Patrycja była równocześnie w dwóch związkach.

Z konta „emerytalnego” Francuza na przestrzeni około dwóch lat zniknęło ponad pół miliona złotych. Wyciągi bankowe jasno wskazują, gdzie trafiały pieniądze – przede wszystkim na konto Patrycji S., ale również do kieszeni jej znajomych. Kobieta wydawała „znaczne sumy” na zabiegi kosmetyczne, SPA i dentystę.

W trakcie związku, jak widnieje w akcie oskarżenia, Patrycja zaczęła inwestować również w swój zakład kosmetyczny. Pokrzywdzony uważa, że to z jego pieniędzy.

Znany rajdowiec i Maserati

Samochód, o którym mowa, został zakupiony za około 240 tys. złotych przez Martina V. O tym zaświadczył pierwszy właściciel samochodu. Kobiecie jednak nie był potrzebny, ponieważ postanowiła go sprzedać.

W transakcje zostały zaangażowane trzy firmy i koleżanka Patrycji. Ale po kolei. Patrycja zarejestrowała ostatecznie samochód na siebie. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie podrobiła umowy kupna auta, wplątując w to swoją matkę. Co więcej, aby nie płacić należnego podatku VAT, rozmontowała samochód i zamówiła biegłego, który ocenił wartość samochodu i taką kwotę wpisała do umowy. Za fałszerstwo została później (już po tym, jak interweniował Martin V. w kwestii własności auta) skazana przez sąd rejonowy w Wieliczce.

Mężczyzna przez dłuższy czas nie wiedział, co się dzieje z jego własnością. Wzywał swoja byłą partnerkę do zwrotu zarówno pieniędzy, jak i auta, ale ta była głucha na jego apele.

W końcu Francuz zatrudnił firmę detektywistyczną, która odnalazła samochód w ofercie sprzedaży w krakowskim komisie aut luksusowych. Firma należała do znanego polskiego rajdowca. Martin postanowił spotkać się z właścicielem i porozmawiać. Chciał go przekonać, żeby do czasu wyjaśnienia sprawy, nie sprzedawał auta. Biznesman nie posłuchał.

Ciekawa jest ścieżka, jaką przeszedł samochód z rąk Patrycji do komisu, a następnie do prywatnej osoby, która kupiła go za 260 tys. złotych. Zdaniem pełnomocnika pokrzywdzonego mogło tam dojść do fikcyjnego obrotu gospodarczego. Co więcej, pieniądze za sprzedaż samochodu – zaledwie 160 tys. zł – trafiły nie na konto Patrycji, tylko jej koleżanki.

Właściciel komisu twierdził, że auto wymagało nakładów finansowych, ale inny ze świadków zeznał, że było w dobrym stanie, a właściciel komisu nie był w stanie poświadczyć swych słów odpowiednimi fakturami. W akcie oskarżenia można przeczytać, że właściciel i koleżanka pomogli w nielegalnej sprzedaży Maserati.

Kobieta zaprzecza wszelkim zarzutom i tłumaczy, że z pieniędzy korzystała, bo partner dobrowolnie ją utrzymywał. Samochód miał być natomiast prezentem. Pełnomocnik Francuza w akcie podkreśla, że Polka wykorzystała w sposób bezwzględny zauroczenie, by pozbawić mężczyznę całego zabezpieczenia finansowego na czas, gdy ten będzie na emeryturze.

Sprawa trafiła na wokandę do krakowskiego sądu.

*Dane bohaterów zostały zmienione.

comments powered by Disqus