Cracovia zawiodła w Kielcach. Podłączenie pod tlen nic nie dało

Jewhen Konoplianka dołożył cegiełkę do zwycięstwa Korony. Od piłkarza z takim CV trzeba wymagać, by myślał na boisku fot. Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

W ekipie Pasów szybko wróciły stare problemy. Zespół, który patrzy w górę tabeli, po raz kolejny oddał punkty walczącemu o utrzymanie. Cracovia przegrała w Kielcach z Koroną 1:2.

Gospodarze potrzebowali zwycięstwa, by opuścić ostatnie miejsce. Zrealizowali plan i wygrali u siebie po raz pierwszy od sierpnia. Postawili twarde warunki, wciągnęli gości w agresywną grę i wykorzystali ich błędy.

Nieodpowiedzialni pomocnicy

Przy pierwszym golu dla Korony fatalnie zachował się Jani Atanasov, który nie zamierzał przeszkadzać Piotrowi Malarczykowi w strzale głową. To było trafienie wypracowane przez dwóch byłych zawodników Cracovii, bo piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Adam Deja. Atanasov został zdjęty z boiska w przerwie meczu. Idealną okazję na podwyższenie prowadzenia z rzutu karnego sprezentował kielczanom Jewhen Konoplianka, który w bezsensowny sposób sfaulował w „szesnastce” Ronaldo Deaconu. Karola Niemczyckiego pokonał po chwili Jakub Łukowski.

– Co tu dużo mówić, zagraliśmy słabo. Nie będę upiększał rzeczywistości, bo nie o to chodzi. Daliśmy się sprowokować Koronie do gry, którą lubi: agresywnej, na pograniczu faulu. Mieliśmy to inaczej rozegrać, ale sytuacja wymknęła się nam spod kontroli i skończyło się naszą porażką – mówił niezadowolony Jacek Zieliński, trener Cracovii.

Spokój Knapa i pierwszy gol w ekstraklasie

Kontaktowego gola, ostatecznie tylko honorowego dla Pasów, strzelił Karol Knap. Środkowy pomocnik wykorzystał „jedenastkę” po zagraniu ręką Miłosza Trojaka. Choć było to dopiero jego pierwsze trafienie w ekstraklasie, wykonał rzut karny jak profesor. – Strzelony gol cieszy, ale na nic nam się zdał. Byliśmy dwie bramki za Koroną. Moja podłączyła nas pod tlen, ale nie dała nic więcej – podkreśla 22-letni piłkarz.

Po strzale Knapa wydawało się, że krakowianie mogą jeszcze powalczyć, by nie przegrać siódmego meczu w sezonie. Niestety, co przyznaje trener Zieliński, ich siła ognia była znikoma. – Nie stworzyliśmy za dużo sytuacji, a jak były – to nie wykorzystaliśmy. Musimy szybko przemyśleć ten mecz, by takie błędy nie przydarzyły się z Legią w Warszawie – podkreśla szkoleniowiec.

Spotkanie przy Łazienkowskiej z obecnym wiceliderem ekstraklasy rozpocznie się w niedzielę 12 lutego o godzinie 17.30.

Korona Kielce – Cracovia 2:1 (1:0)

Bramki: Malarczyk (30.), Łukowski (56., karny) – Knap (66., karny).