Trenerzy po derbach Małopolski. Jasik zdradził, co działo się w szatni Cracovii

fot. Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Obie drużyny z regionu, Cracovia i Puszcza Niepołomice, są zamieszane w walkę o utrzymanie. W przypadku Żubrów taki scenariusz nie jest zaskoczeniem, ale jak tak dalej pójdzie, z elitą mogą się pożegnać Pasy, które mają bardzo trudny terminarz.

Żubry, tym razem w roli gościa, wygrały siódmy mecz w sezonie, a szósty na stadionie przy ulicy Kałuży. Choć niemal wszyscy skazywali ich na spadek, są zdecydowanie najlepszym beniaminkiem i mogą pozostać w ekstraklasie. Wygrana z Cracovią była kolejnym ważnym krokiem w osiągnięciu tego celu. 

– Jestesmy bardzo zadowoleni z wyniku, bo wiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji i jakiej wagi był to mecz dla obu drużyn. Bardzo się cieszę, że utrzymaliśmy sposób funkcjonowania ze spotkania przeciwko Lechowi, bo prowadzi nas w dobrym kierunku. Gratuluję zawodnikom postawy, dziękuję naszym kibicom za doping. Liga trwa, dziś się cieszymy, a jutro i pojutrze myślimy o następnym rywalu – powiedział Tomasz Tułacz, szkoleniowiec Puszczy.

Nerwowa Cracovia i zdeterminowana Puszcza

Tomasz Jasik, który prowadzi Cracovię w duecie z Dawidem Kroczkiem, miał nietęgą minę, choć podkreślił, że w nikt nie zwiesił głowy i krakowianie nadal będą walczyć o pozostanie w lidze. – Zagraliśmy słaby mecz. Nie było energii, determinacji i konsekwencji z Białegostoku. Podeszliśmy do rywala z wielkim szacunkiem i byliśmy bardzo doprze przygotowani do jego stałych fragmentów gry. W pierwszej połowie mieliśmy problem z drugimi piłkami. Wygrywaliśmy główki, ale brakowało podejścia środkowych pomocników, by zebrać piłki. Z tego też stworzyła się akcja bramkowa, bo przez minutę nie byliśmy w stanie wyjść ze strefy obronnej – analizował trener.

W oczy biła niedokładność Pasów, które na papierze mają lepszych piłkarzy. – Cracovia reagowała bardziej nerwowo od nas. Mają zawodników, których stać na swobodne operowanie piłką, ale mało było akcji stuprocentowych. Nasza bliskość operowania przy przeciwnikach bez piłki sprawiła, że wkradła się nerwowość, która zachwiała płynnością gry, a to działało na naszą korzyść – przyznał Tułacz.

Pierwsze minuty po wejściu w przerwie Filipa Rózgi dawały nadzieję na gola dla gospodarzy. Kilka razy został sfaulowany, a potem przeciwnicy dobrze się asekurowali, więc po przejściu jednego, od razu był przy nim drugi zawodnik. – Byli zdeterminowani, by zwyciężyć, co było widać w każdym momencie, a nam tego zabrakło. Nie zwieszamy głów, chcemy wygrać pięć ostatnich meczów i pozostac w lidze. Sytuacja jest zła, ale nie tragiczna. Wszyscy, którzy pracują na wynik drużyny, muszą wziąć na klatę odpowiedzialność za utrzymanie Cracovii w ekstraklasie – podkreślił Jasik.

Ważna jest pomoc starszyzny

Jego zdaniem niektórzy piłkarze młodej drużyny po raz pierwszy stykają się z taką sytuacją i mogą czuć presję. – Musimy ich wspierac jako sztab i społeczność, by w ostatnich meczach to udźwignęli. Starsi zawodnicy, jak Glik i Sokołowski, muszą pomagać, bo po to tutaj są. Po meczu robili to w szatni i jesteśmy zbudowani ich reakcją. Nie zwiesiliśmy głów, szatnia jest żądna rewanżu, odbudowania swojej pozycji i zaufania wśród kibiców – zakończył Jasik.

W niedzielę Cracovia miała wąską ławkę rezerwowych. Za kartki pauzowali Andreas Skovgaard i Otar Kakabadze. Zabrakło też pomocników Takuto Oshimy (uraz barku, około dwa tygodnie przerwy) i Karola Knapa (choroba). 

W pięciu ostatnich meczach Pasy zagrają z czterema drużynami z czołówki (Lechem Poznań, Górnikiem Zabrze, Śląskiem Wrocław, Rakowem Częstochowa) i zamykającym obecnie tabelę Ruchem Chorzów.