„Jak u Hitchcocka zaczynamy od trzęsienia ziemi”. Radosław Krzyżowski debiutuje w nowej roli
„Ta sztuka wybrała mnie”
Teatr Bagatela intensywnie wchodzi w nowy sezon artystyczny. Po wrześniowej premierze sztuki „Ludzie, miejsca i rzeczy”, która była reżyserskim debiutem aktorki Anny Rokity, przyszła kolej na drugą nowość tej jesieni i następny sprawdzian po drugiej stronie sceny.
Tym razem przed reżyserskim wyzwaniem stanął Radosław Krzyżowski, aktor znany przede wszystkim z desek Starego Teatru w Krakowie, ale również z ról na większym ekranie, między innymi z serialu „1670” czy niedawnej netflixowej „Lalki”.
Efekty będzie można poznać już 24 października na Scenie na Sarego 7 podczas premiery spektaklu „List” na podstawie tekstu Audrey Schebat w przekładzie Jana Nowaka.
Na scenie wystąpi dwoje aktorów. W role główne wcielą się Urszula Grabowska i Marcel Wiercichowski. Radosław Krzyżowski przyznaje, że to właśnie od nich wyszła propozycja reżyserii.
– To nie ja wybrałem tę sztukę, tylko ta sztuka wybrała mnie. Wpadli na pomysł, żeby namówić dyrektora do zrobienia tego tekstu, a mnie do reżyserii. Przedstawiamy rzeczywistość poddaną silnej kompresji. Tylko w teatrze są możliwe takie rzeczy – mówi reżyser.
Brakujący list
Przed publiką będzie rozgrywała się akcja skondensowana w kilku nocnych godzinach. Osią spektaklu jest właśnie tytułowy list, a raczej jego brak.
Widzowie zaczynają śledzić losy małżeństwa Sary i Juliana od momentu próby samobójczej mężczyzny, który nie planował po sobie zostawić wiadomości pożegnalnej dla żony. Ten moment zmusza do konfrontacji z zamiatanymi przez lata pod dywan problemami.
Nagle znajdują się w najtrudniejszym momencie, z którego wydaje się nie być wyjścia, choć jeszcze przed chwilą mieli poukładane życia: odchowane dzieci, stabilizację finansową i rozwijające się kariery.
Aktorzy przyznają, że historia, którą inscenizują, jest bliska współczesnym problemom. Ciągły pęd i próba sprostania wyśrubowanym standardom ostatecznie prowadzą do pustki i osamotnienia.
– Sami rzucamy sobie bardzo wysokie oczekiwania i to chyba cechuje większość osób, które chcą być doskonałe na każdym polu. A potem okazuje się, że po drugiej stronie tego sufitu nie ma nic, co rekompensowałoby poniesione w ten sposób straty – zauważa Urszula Grabowska.
Marcel Wiercichowski zwraca z kolei uwagę na to, w jaki sposób dwoje kochających się ludzi potrafi niezauważalnie oddalić się od siebie, tłumacząc to szacunkiem do swoich karier i wzajemną przestrzenią.
– Problemem tego małżeństwa na pewnym etapie była ogromna wolność, którą sobie dają nawzajem. Gdzieś zatraciło się to, co jest najważniejsze w związku, czyli poczucie bliskości – mówi aktor.
Wojna na emocje
Forma spektaklu i miejsce jego wystawiania stanowią duże wyzwanie dla aktorów, przy którym nie ma miejsca na dekoncentrację. Kameralna scena i bliskość widowni sprawiają, że emocje buzujące między bohaterami przenoszą się na publiczność.
Dla reżysera nowa rola oznaczała z kolei konieczność wzięcia na siebie zupełnie innej odpowiedzialności niż przy pracy aktorskiej.
– Zawsze ja byłem osobą, której mówiono, czy zagrałem dobrze. Teraz musiałem zwracać w ten sposób uwagę innym i dbać, żeby komunikat był klarowny, konstruktywny, żeby nie ranił – podsumowuje reżyser.
Ostatecznie będzie to momentami bolesny obraz relacji jako więzi, którą łatwo zaniedbać, a trudno odbudować. Czy w tym przypadku próba ratowania związku się powiedzie? O tym publiczność przekona się na teatralnych deskach.