Kamil Białaszek: Wszelki rytm jest oparty na ciszy

– Muzyka sama w sobie jest podróżą – mówi Kamil Białaszek (Koza), autor „Boga bezdomnego”, nowej interpretacji Winterreise Schuberta. W Parku i Pałacu Radziwiłłów w Balicach klasyczne pieśni spotkają się z rapem, punkiem i techno.

Alan Rynkiewicz: Zacznijmy od początku – jak zaczęła się ta „romantyczna” przygoda z Silence Music Festival? Co zobaczyłeś w idei tego festiwalu, że pomyślałeś: to jest dobre miejsce dla mojej wersji Schuberta.

Kamil Białaszek (Koza): Asystowałem przy „L'amour et la mort” Oskara Sadowskiego – projekcie, który odbywał się w Pałacu w Balicach, dzięki Mateuszowi „Matiemu” Zubikowi. Zachwyciła mnie wtedy możliwość opowiadania historii poprzez muzyczny spacer – muzyka sama w sobie jest podróżą i osobiście świetnie mi się z nią obcuje w takich abstrakcyjnych przestrzeniach.

Wykorzystanie pałacu jako naturalnej scenografii wzmacnia turpistyczny akcent życia Schuberta, którego kojarzymy z wysublimowaniem i wysoką klasą, a który faktycznie był biedny i cierpiał na chorobę weneryczną z powodu wizyt w burdelach. Naszym głównym narzędziem jest więc kontrast.

W swoich wcześniejszych projektach brałeś na warsztat m.in. „Pana Tadeusza”, „Hamleta” i niedokończony dramat Bolesława Leśmiana. Znów bierzesz na tapet klasykę, tym razem romantyczną – Winterreise, czyli Podróż zimową. Co zamierzasz z nią zrobić? Co w historii sprzed niemal dwustu lat jest dziś dla ciebie najbardziej aktualne? Co współczesny odbiorca może w niej odnaleźć?

W tym wypadku tekstu jest niewiele, są nim przetłumaczone na współczesny język utwory Schuberta, które pojawiają się pomiędzy klasycznymi aranżacjami. 

Narracja jest całkowicie oparta na muzyce, na jej wewnętrznym przebiegu i archetypach z opowieści, które brał na warsztat Schubert. Postać wagabundy, biednego młynarza-podróżnika, występuje do dziś i jest bardzo powszechna, stąd w przedstawieniu pojawiają się nawiązania do kultury kloszardzkiej, punkowej i hip-hopowej. Również panujący w czasie dorastania Schuberta nastrój militarnej gotowości odzwierciedla się w dzisiejszych niepokojach.

Schubert to dla mnie też, niestety, muzyka intelektualnych elit. Rodzaj wrażliwości potrzebnej do obcowania z Schubertem powszechnie uznawany jest za wymagający znajomości muzyki i głębokiego zrozumienia treści. Te pieśni miały zachwycać zwykłego człowieka, wierzę, że Schubertowi bardziej zależało, żeby były śpiewane w gospodach niż w filharmonii.

W „Bogu bezdomnym” Schubert spotyka rap, punk i techno, a Winterreise przenosisz z sali koncertowej do Parku i Pałacu Radziwiłłów w Balicach. Co dają ci te współczesne języki muzyczne i ta nietypowa przestrzeń? 

Przy adaptacji klasyki staram się zachować zawsze proporcję, maksymalnie pół na pół. W tym wypadku jest podobnie. Nasi goście mogą spodziewać się zarówno klasycznych wykonań, jak i daleko idących interpretacji z wykorzystaniem pieśni Schubertowskich jako inspiracji i sampli. Staraliśmy się odtworzyć spektrum intensywności tych utworów za pomocą współczesnych narzędzi.

Sama formuła koncertu wydaje mi się niesamowitą okazją do obcowania z muzyką Schuberta. Sam wolę doświadczać muzyki, będąc w ruchu. Myślę o niej jak o przestrzeni. To wydarzenie stwarza możliwości zderzenia się z pieśnią Schubertowską w okolicznościach dalekich od sterylnej sytuacji sali koncertowej czy zacisza domowego. Jest doświadczeniem zbiorowym, bo inni widzowie razem z nami przemieszczają się z miejsca na miejsce, wspólnie biorą udział w kolejnych etapach tej podróży.

Podróż zimowa zaczyna się od rozstania, ale szybko okazuje się, że to opowieść o czymś znacznie więcej. Ty mocno wydobywasz z niej samotność, odrzucenie i poczucie bycia nie na swoim miejscu. Dlaczego właśnie te niewygodne strony Winterreise są dla ciebie najważniejsze?

Samotność jest jednym z głównych wątków w muzyce Schuberta, pojawia się jako rodzaj egzystencjalnej trwogi i beznadziejnego szału miłosnego. Zachwyt nad pięknem natury przemienia się u niego w emocjonalne odrętwienie spowodowane wizją nieuniknionej śmierci. 

Dwubiegunowość jest w tych pieśniach bardzo wyczuwalna. Schubert opowiada o outsiderach i pariasach, którzy – mimo swojego wykluczenia – podlegają prawom rzeczywistości: są traktowani jak śmieci, jak materiał; nie przysługują im prawa z powodu pochodzenia i statusu majątkowego. Mogą zostać użyci do pracy lub jako mięso armatnie. Wrażliwość biedoty nie była wówczas brana pod uwagę.

Na ile Winterreise jest dla ciebie także opowieścią o samym Schubercie? A na ile historia Wędrowca wykracza poza jego biografię – może to opowieść nie o losie artysty, ale właśnie o nas?

Uniwersalny wzorzec człowieka biednego, którego pragnienie miłości przekreślone jest przez brak możliwości uzyskania awansu społecznego – tym jest dla mnie postać prowadząca gości po przestrzeniach pałacu w Balicach. Staram się opowiadać o świecie i ludziach, których znam; mówię o rzeczach, które widziałem. Jednak nie wątpię, że życie Schuberta znacząco pokrywa się z losami bohaterów aranżowanych przez niego pieśni.

Mówisz o „brudzie” Schuberta. Co masz na myśli? Gdzie ten „brud” jest w Winterreise i jak chcesz go wydobyć we własnej wersji? Czy ma on dla ciebie także współczesny, społeczny wymiar?

Jak wspominałem wcześniej – Schubert intensywnie używał alkoholu, był bywalcem burdeli, daleko mu było do wyidealizowanego obrazu klasyka, który podsuwa nam dzisiejsze wykorzystanie jego muzyki w kulturze.

Również wizja romantycznego kochanka z Winterreise sugeruje raczej człowieka z ludu, biednego włóczęgę, który zna „brud”, a nie oczytanego szlachcica. Wiedza włóczęgi wynika z natury, a w hermetycznej przestrzeni kultury wysokiej wszelki naturalizm utożsamiany jest z brudem.

Cisza jest filarem Silence Music Festival. Czym jest dla ciebie cisza? 

Wszelki rytm jest oparty na ciszy – na tym, jak długo wybrzmiewa ona pomiędzy jednym rytmicznym dźwiękiem a drugim. Dla mnie to jest po prostu narzędzie dramaturgiczne, środek budowania opowieści. Momenty skrajnej intensywności i długiego oddechu są kluczowe przy konstruowaniu jakiegokolwiek dzieła scenicznego.

Winterreise zamieniłeś w „Boga bezdomnego”. Dlaczego Schubertowski Wędrowiec stał się „bogiem bezdomnym”? Kto ukrywa się pod tym tytułowym bogiem?

Bóg to dla mnie taki ładny, nobilitujący termin. Podoba mi się zaczerpnięta od Jeana Geneta możliwość nadawania zbrodniarzom i biedocie poetyckich imion własnych, osobistych tytułów. Podróżujący pieśniarz i prorok-nomada mają ze sobą wiele wspólnego, w końcu – zgodnie z biblijnym obrazem Jezusa – Chrystus pił wino i przebywał wśród ludzi odrzuconych i wykluczonych.

Co było dla ciebie największym wyzwaniem przy pracy nad „Bogiem…”? Samo zmierzenie się z muzyką Schuberta czy znalezienie dla niej odpowiedniej formy?

Nie myślę o tej pracy w kategorii wyzwań – poza wyzwaniami organizacyjnymi, którymi na szczęście świetnie zajmuje się zespół Festiwalu. To dla mnie po prostu przyjemność. Mogę odtworzyć w tej przestrzeni obrazy, które rodzą się we mnie, gdy samemu obcuję z tą muzyką.

Gdyby po „Bogu bezdomnym” widz miał spojrzeć na Schuberta trochę inaczej niż przed spektaklem – co chciałbyś, żeby zobaczył?

Chciałbym, żeby widzowie dostrzegli możliwości, jakie niesie ze sobą wykroczenie poza formalne ramy wydarzenia koncertowego i teatralnego. Sądzę, że rodzaj performance’u muzycznego odbywającego się w drodze, podróż z muzyką na żywo, to niesamowita forma, którą chętnie bym rozpowszechnił.

***

18, 19 i 20 września o godz. 19 w Parku i Pałacu Radziwiłłów w Balicach Winterreise Franza Schuberta zabrzmi zupełnie inaczej, niż można się spodziewać. 

Kamil Białaszek (Koza) bierze jedno z największych arcydzieł romantycznego repertuaru i konfrontuje je z rapem, punkiem i techno.

„Bóg bezdomny” to jedno z wydarzeń Silence Music Festival 2026, festiwalu, który szuka dla muzyki klasycznej nowych miejsc i nowych języków.

Patronem medialnym festiwalu jest portal LoveKraków.pl.